Włoskie piękno niemieckiej motoryzacji

17 października 2017, Marek Wieliński

Motoryzacja

Zapewne nie wszyscy zgodzą się z tym o czym tutaj napiszę. Wiadomo, o gustach się nie dyskutuje. To co dla jednych jest piękne, dla innych może być odrażające. Dlatego pomówmy o Volkswagenach. Ostatnie lata produkcji przyniosły tej marce serię udanych, lecz łudząco podobnych do siebie samochodów. Dwóch ostatnich generacji Golfa nie jest chyba w stanie odróżnić nikt, kto nie zna się na samochodach. W historii marki z Wolfsburga bywały jednak i piękne karty, jak choćby legendarny Garbus czy Transporter T1, pieszczotliwie nazywany Bulikiem. A teraz jest on. Samochód, jakiego we współczesnej historii tej marki jeszcze nie było. Pomysł, by Volkswagen był trochę jak Alfa, okazał się trafiony. Ludzie lubią ładne, nie tylko funkcjonalne samochody. 

 

Projektując Arteona szukano inspiracji w przeszłości. Nie była to jednak przeszłość niemieckiej marki. Odwołano się do najlepszych tradycji stylistycznych światowej motoryzacji, szczególny nacisk kładąc na Włochy. Tak powstało Gran Turismo Volkswagena. Są na świecie klasyczne limuzyny i są samochody sportowe. Te pierwsze mają przestronne wnętrza i zapewniają najwyższy komfort, te drugie fascynują wyglądem i dynamiką. Volkswagen postawił na model, który ma łączyć w sobie te dwa światy. To już druga i tym razem, nieporównywalnie bardziej udana próba stworzenia w Wolfsburgu stylowego, przyciągającego spojrzenia samochodu. Pierwszą był Passat CC, którego z biegiem lat przemianowano na CC. Samochód otrzymał sylwetkę typu fastback i bezramkowe szyby. Zwłaszcza z profilu, prezentował się nietuzinkowo i dynamicznie. Z przodu wciąż jednak widzieliśmy zarys poczciwego Passata. Z tyłu było całkiem ładnie, ale czegoś zdawało się brakować.

W przypadku Arteona nie mam takich wątpliwości. Samochód pozytywnie zaskoczył swoim wyglądem. Nie tylko mnie. Stopniowo i całkiem szybko na naszych drogach przybywa tych aut. Za Passata trzeba zapłacić co najmniej 91 690 zł, za Arteona aż 127 690 zł. Gdyby ceny obu modeli były zbliżone – z pewnością pokonałby i wyparł z rynku Passata. Jednak Arteon to inny, przestronniejszy samochód. Znacznie większy, niż CC – z rozstawem osi identycznym, jak Skoda Superb: 2841 mm. Passat ma zaledwie 2791 mm, a CC tylko 2711 mm. Na tylnej kanapie mamy dokładnie tyle miejsca co w Superbie. To wielki salon na kołach. Tym bardziej zaskoczyło mnie jak zwinnie pokonuje górskie wiraże. Kilka miesięcy temu miałem okazję się o tym przekonać, przejeżdżając nim przez słynne alpejskie przełęcze Grimsel i Furkapass, na której swoim Astonem Martinem w filmie Goldfinger szalał Sean Connery, czyli James Bond.

Kto stoi za tym projektem?

Zdecydowanie, nie są to Włosi. Główny stylista Volkswagena, Klaus Bischoff miał powiedzieć, że „Arteon łączy elementy stylistyczne klasycznych samochodów sportowych z elegancją i przestronnością fastbacka. To awangardowe Gran Turismo klasy biznes, które w równym stopniu porusza serce i rozum”.

Trudno się z nim nie zgodzić. Arteon – zarówno w podróży służbowej i jako auto rodzinne, każdego dnia może fascynować na nowo. Pomyślano o każdym detalu, choć przód mógłby mieć nieco lżejszy wygląd. Udało się jednak stworzyć dynamiczną sylwetkę z długą pokrywą silnika, zachodzącą na błotniki i sięgającą do osłony chłodnicy, zajmującej całą szerokość przedniego pasa. Jak w aucie sportowym, gdy podniesiemy pokrywę – widać nadkola. Reflektory, światła do jazdy dziennej i kierunkowskazy w technologii LED łączą się z chromowanymi listwami osłony chłodnicy oraz pokrywą silnika. Na wzór sportowych modeli zaprojektowano też wyrazisty tył, szerokie błotniki i uwypuklone nadkola. Wykonane z lekkich stopów obręcze kół mogą mieć rozmiar do 20 cali. Wokół całego nadwozia Arteona biegnie przetłoczenie, które podkreśla jego gabaryty.

Za stylistykę wnętrza, które do złudzenia przypomina Passata, odpowiada Tobias Sühlmann. Jak zapewnił – wynika to z faktu, że Arteon to przede wszystkim funkcjonalny samochód. Zależnie od punktu z którego patrzymy na to auto, wygląda sportowo i lekko lub bardzo masywnie. Dzieje się tak za sprawą dużego rozstawowi osi i pociągniętej daleko ku tyłowi linii dachu, karoserii typu fastback przypominającej coupe i dużej pokrywie bagażnika. To samochód stworzony dla tych, którzy od klasycznej limuzyny wolą – owszem, przestronny i komfortowy – ale też szybki (gdy wybierzemy napęd na wszystkie koła o mocy 280 KM) samochód o pełnym emocji i sportowym wyglądzie. Z najmocniejszym, benzynowym silnikiem pod maską, osiągi w pełni zgadzają się z tym co widzimy na zewnątrz. Przyspieszenie do setki zajmuje 5,6 s.

Stylowo i sportowo

Skąd taka wysoka cena, skoro w środku mamy głównie technologie z Passata? To kwestia wyższego pozycjonowania tego modelu. Stopień nad nim plasuje się Phideon, kawał samochodu, opracowanego specjalnie na rynek chiński.

Niska sylwetka coupe z bezramkowymi szybami to obietnica dobrych osiągów i kolejny etap w stylistyce samochodów Volkswagena. W połączeniu ze złotym, metalizowanym lakierem i czarnymi matowymi felgami całość prezentuje się świetnie. Arteon jest autem, stojącym pod względem stylistycznym na granicy między samochodem sportowym a limuzyną. Z przodu optycznie wydaje się niski. Masywny tył stworzono na wzór klasycznych aut sportowych. Dach i powierzchnię bocznych szyb, ukształtowano na wzór samochodów coupe i wsparto je na masywnej podstawie.

Na ulicy zwraca na siebie uwagę, wyróżnia się pośród innych aut. Jedni mówią, że osiągnięto w nim poziom estetyki typowy dla włoskich projektów. Inni uważają, że to gruba przesada. Z całą pewnością Arteon ma charakter. Nikt nie powie, że to „zwyczajny i nudny Volkswagen”, a to chyba jest najważniejsze.