Autonomiczny samochód Ubera zabił pieszą: co mogło pójść nie tak?

23 kwietnia 2018, Marek Wieliński

Motoryzacja

49-letnia gospodyni domowa, Elaine Herzberg, jest pierwszą w historii śmiertelną ofiarą autonomicznego samochodu. Do tragedii doszło 18 marca 2018 roku w miejscowości Tempe w stanie Arizona. Przechodząca z rowerem w niedozwolonym miejscu przez 4-pasmową drogę kobieta, została potrącona przez samochód, za którego kierownicą siedział 44-letni operator. Operator, bo przecież nie kierowca. W chwili zdarzenia samochodem zarządzał komputer.

Kobieta trafiła do szpitala, gdzie zmarła z powodu odniesionych obrażeń, nie odzyskując przytomności. Wkrótce po tym, Uber ogłosił zawieszenie testów autonomicznych samochodów w Ameryce Północnej. Kobieta weszła na jezdnię w niedozwolonym miejscu, odległym o ok. 100 metrów od przejścia dla pieszych. Policja z Tempe ustaliła, że samochód poruszał się z prędkością ok. 61 km/h i… nawet nie zwolnił. W miejscu zdarzenia obowiązuje tymczasem ograniczenie do 56 km/h.

Kto zawinił?

To bardzo dobre pytanie. Bezpośrednio przed wypadkiem, operator samochodu przez długi czas spoglądał w dół – w ogóle nie kontrolując sytuacji na drodze. Sytuacji na drodze zdawały się również nie kontrolować skomplikowane i liczne czujniki, w które zaopatrzono specjalny moduł Ubera, zintegrowany z samochodem. W tym miejscu należy wyjaśnić, że Uber korzysta w swoich autonomicznych autach ze specjalnych przystawek montowanych na dachu auta, zawierających większość oprzyrządowania stanowiącego wirtualne „oczy pojazdu”. Jako „muły”, noszące całą tę autonomiczną aparaturę, wykorzystywane są różne marki i modele samochodów, których pokładowe urządzenia oraz elementy sterowania łączą się z tym właśnie modułem.

Trochę to zawiłe – ale oznacza, że trudno winić tu bezpośrednio producenta samochodu. Zainstalowane kamery nie były w stanie dostrzec pieszej, wychodzącej z cienia. Co gorsza, nie zadziałały również – uważane za doskonałe – LiDARy (czujniki laserowe) – stanowiące kluczową linię obrony przed uderzeniem w przeszkodę.

Dlaczego tak się stało?

Na razie nie ma odpowiedzi. Zarówno od strony technicznej, jak i prawnej. Nie wiemy co się zepsuło. Wiemy, że „coś” na pewno, a prawnicy łamią sobie teraz głowy nad ustaleniem odpowiedzialności za tę śmierć. Przecież kierowcą… nie był człowiek. Rozwój wypadków będzie z pewnością kluczowy dla dalszego rozwoju motoryzacji.

Komputer kontra człowiek

Wkrótce po wypadku, w sieci pojawił się film, nagrany… kamerą tego właśnie autonomicznego pojazdu. Widzimy na nim twarz operatora, wnętrze kabiny, jak również to, co dzieje się przed autem. Zaskoczenie i przerażenie kompletnie zdekoncentrowanego człowieka, siedzącego na miejscu kierowcy oraz samochód, który uderza w kobietę, nie wykonując żadnego, choćby korygującego tor jazdy manewru.

Kilka tygodni po zdarzeniu, policja z Tempe stwierdziła, że gdyby ten samochód prowadził człowiek, a nie maszyna – efekt zdarzenia byłby taki sam, bo bardzo trudno byłoby uniknąć tego wypadku w jakimkolwiek trybie jazdy. Poruszająca się pieszo kobieta wyszła zaś z głębokiego cienia, prosto na drogę, w miejscu niedozwolonym.

Problemem jest również to, co robił operator. Obecność człowieka na miejscu kierowcy nie jest bowiem przypadkowa. Posadzono go tam właśnie na wypadek nieprawidłowego działania systemów. W ten sposób chciano mieć gwarancję, że autonomiczny samochód w żadnej sytuacji nie wymknie się spod kontroli, siejąc spustoszenie na drodze.

Pojazdy pod specjalnym nadzorem – jak działa autonomiczny pojazd Ubera?

Najciekawszym, zastosowanym tu urządzeniem jest LiDAR, czyli radar wykorzystujący światło lasera. Jest to optyczny czujnik tworzący trójwymiarowy obraz otocznia. Nadaje impulsy świetlne, a fotodioda i kamery CCD oraz CMOS mierzą natężenie zaobserwowanego, rozproszonego światła. Zebranie danych owocuje powstaniem trójwymiarowego obrazu otoczenia pojazdu. Uzupełnieniem jest klasyczny radar, emitujący fale radiowe, które odbijają się od przeszkód.

Są także kamery bliskiego i dalekiego zasięgu, pokazujące obraz wokół auta, pomagające reagować na zmianę świateł i odczytywać znaki, ale też rozpoznawać przeszkody i ludzi.

Skomplikowana, montowana na dachu aparatura dokonuje analizy otoczenia. Na jej podstawie komputer podejmuje decyzję co dalej. Czujniki odczytują znaki drogowe i poziomie linie, obserwują i oznaczają w przestrzeni inne pojazdy, rozpoznają kolory świateł na sygnalizatorach, a przede wszystkim – dbają o to, by samochód z niczym się nie zderzył.

Podsumowanie

Zabrzmi to źle, ale Elaine Herzberg jest ofiarą technicznej rewolucji. Nadejdzie dzień, w którym komputery będą działać bardziej intuicyjne, stając się lepszymi od ludzi za kierownicą. Zanim to jednak nastąpi, z pewnością usłyszymy jeszcze o wypadkach z udziałem pojazdów autonomicznych, mimo że celem, który przyświeca twórcom autonomicznych samochodów jest… całkowita eliminacja wypadków. W początkach motoryzacji też były śmiertelne wypadki. Żądano zaniechania produkcji samochodów, lecz ostatecznie zdecydowano się na kompromis – człowieka z czerwoną chorągiewką, ostrzegającego, że jedzie za nim samochód. Dzisiaj natomiast rozmawiamy w takim kontekście o samobieżnym, autonomicznym samochodzie.

Spodobał ci się ten artykuł? Przeczytaj naszą inną analizę wypadku na autostradzie A1.