Zmień opony, już czas!

9 listopada 2017, Marek Wieliński

Motoryzacja

Za dnia wciąż jeszcze zdarzają się dość wysokie temperatury, w których letnie opony nadal dobrze sobie radzą. Jednakże nocą i nad ranem jest chłodno, lokalnie mogą się już pojawiać pierwsze przymrozki. Za nami także pierwszy śnieg, który – tradycyjnie – spadł w październiku. Pogoda jest zmienna, więc bądźmy na nią przygotowani. Co roku zadajemy sobie pytanie: kiedy założyć zimowe opony?

Dla każdego ta odpowiedź będzie inna. Wcale nie jest oczywiste, że trzeba to zrobić tuż przed lub zaraz po 1 listopada. Wszystko zależy od tego jak i kiedy eksploatujemy nasz samochód. Ci, którzy jeżdżą wcześnie rano i nocą lub mieszkają poza miastem, spokojnie mogą zakładać zimówki już na początku października. Jeżdżąc za dnia w miastach możemy jeszcze trochę poczekać. W tym roku dobry moment na założenie zimowek właśnie nadszedł. Temperatura za dnia rzadko utrzymuje się powyżej 8 st. C. To właśnie punkt graniczny, w którym możemy już myśleć o zmianie ogumienia.

Dlaczego? Opony letnie są wykonane z twardej gumowej mieszanki, zachowującej optymalną elastyczność w wysokich temperaturach. Kiedy termometr wskazuje 7 lub mniej stopni, przestają się dobrze „kleić” do nawierzchni. To właśnie jest moment w którym lepiej sprawdzi się miękka mieszanka opony zimowej. W niskiej temperaturze, opona zimowa o wiele później straci przyczepność, niż letnia. Oczywiście, jest to również zasługą odpowiedniej rzeźby bieżnika, zaopatrzonej w tzw. lamele, które pomagają uzyskać maksimum przyczepności na drodze pokrytej śniegiem.

Najczęściej jednak zimą nie jeździmy wcale po śniegu, lecz po wodzie i błocie pośniegowym. Dlatego w naszym klimacie najlepiej sprawdzają się opony z bieżnikiem na deszcz. Duże kostkowe opony z ogromną liczbą lameli nie spełnią dobrze swojej funkcji, gdy nasz samochód pokonuje głębokie kałuże. Dlatego, kupując nowe opony na zimę warto skorzystać ze ściągawki, którą wprowadziła dla nas Unia Europejska.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, na każdej oponie znajdziemy sporą naklejkę, a na niej ikony: dystrybutora, mokrej nawierzchni i głośności. Te trzy parametry są najprostszą odpowiedzią na nasze potrzeby. Są oznaczane literami od A do F. Pierwsza litera alfabetu oznacza najlepszy możliwy wynik. Im dalsza litera w alfabecie, tym jest on gorszy. Głośność wyrażana jest w decybelach, a ikona głośnika z pokolorowanym jednym, dwoma lub trzeba paskami oznacza, że mamy do czynienia z oponą cichą oraz umiarkowanie lub bardzo głośną.

Przede wszystkim zwróćmy jednak uwagę na parametr przyczepności na mokrej nawierzchni. Większość opon zimowych, które dobrze sobie radzą z deszczem i błotem pośniegowym ma klasę B. Te oznaczone literą A należą do rzadkości. Dodajmy, że wiele zimówek na mokrej nawierzchni radzi sobie lepiej, od zdecydowanej większości – najdoskonalszych nawet – opon letnich. To zasługa odpowiednich nacięć i licznych rowków, bardzo intensywnie odprowadzających na zewnątrz wodę. I właśnie to jest najważniejsze.

Pod względem oszczędności paliwa nie oczekujmy natomiast cudów. Im bardziej agresywny jest bieżnik, tym większe zużycie paliwa. Dlatego, nie próbujmy nawet szukać opon klasy A, zaś C możemy uznać za całkiem dobry wynik.

Ostatni z parametrów, dotyczący głośności – to bardzo łatwy wybór. Im cichsza opona, tym oczywiście lepiej dla naszych uszu, ale czasem może to wiązać się z pogorszeniem osiągów na mokrej nawierzchni. Tę zaś, bez względu na to jakie wybierzemy opony, musimy obserwować i prawidłowo ocenić, by nie zaskoczyły nas gwałtownie zmieniające się warunki na drodze.

Już wkrótce, zwłaszcza na wysoko położonych wiaduktach, nad ranem może zacząć pojawiać się tzw. czarny lód, czyli ślizgawica, której nie widać. Z taką nawierzchnią nie poradzi sobie żadna, najlepsza nawet opona. Dlatego nic nie zastąpi zdrowego rozsądku, właściwej oceny sytuacji i umiejętności kierowcy oraz właściwie dobranej prędkości.

Asfalt często jest teraz mokry, a jeśli zaczyna się świecić, widzimy mieniące się w światłach kryształki – możemy mieć pewność, że jest bardzo ślisko. Musimy wziąć pod uwagę, że nie zatrzymamy samochodu tak szybko, jak na suchym asfalcie.

Jeżeli za wcześnie założymy zimówki, ryzykujemy że szybciej nam się zużyją. Z drugiej strony, nie powinniśmy czekać ze zmianą opon do pierwszych śniegów. W warsztacie będziemy czekać w długich kolejkach, o ile śnieg nie zaskoczy nas w drodze do wulkanizatora.

W obecnych warunkach opony letnie użytkujemy już na granicy ich zalecanej, optymalnej temperatury pracy. W wielu przypadkach nie zapewnią należytej przyczepności. Dlatego lepiej dmuchać na zimne i szybciej założyć zimowe opony. W tym roku to już najwyższy czas.