Wypad do kurortu, czyli pomysły na Sopot

6 czerwca 2018, Michał Głombiowski

Podróże

Molo i „Monciak”? Tak, ale to miasto oferuje znacznie więcej. Poznajcie miejsca i atrakcje Sopotu, które trzeba zobaczyć w tym najbardziej znanym nadmorskim kurorcie Polski.

Molo

Zaczęło się od 31, skończyło na 515 metrach. Molo w Sopocie, od momentu narodzin w 1827 r., nieustannie rosło, stając się w końcu najdłuższym pomostem na Morzu Bałtyckim. Ten wcinający się w Zatokę Gdańską drewniany pasaż jest jednym z symboli Sopotu, nie można go więc przegapić.

W 2011 r. obiekt wzbogacił się o marinę na ponad sto jachtów, inwestycja jednak – jak się przypuszcza – wpłynęła na zmianę kierunku morskich prądów. W efekcie, pomiędzy brzegiem morza, a falochronem tworzy się co roku potężne wypłycenie, wprawiając w osłupienie przyjezdnych. Pojawiająca się piaszczysta łacha budzi wśród nich obawy, czy aby morze nie wysycha i czy za parę lat molo nie będzie stało na lądzie.

Pomijając ten drobny defekt (drugą nieprzyjemną niespodzianką są obowiązujące w sezonie bilety za wstęp na molo – 8 zł), pomost prezentuje się całkiem okazale, a spacer po nim jest dużą przyjemnością. Na szczycie konstrukcji znajduje się restauracja, nie zapuszczajcie się jednak do niej bez wypchanego portfela lub karty o dużym debecie.

Sopockie molo, w przeciwieństwie do wielu innych atrakcji, pozostaje punktem, w którym można spotkać miejscowych. Sopocianie mają bowiem darmowy wstęp i znają pewien sekret: drugi falochron mariny (ten zamykający basen jachtowy od strony morza) jest idealnym miejscem, by pogrzać się w słońcu. Niemal nigdy bowiem tu nie wieje. A wierzcie mi, że wiatr potrafi w Sopocie wygnać resztki ciepła z twojego ciała nawet w środku lata.

Małe co nieco

Sopot knajpami stoi. Większość skumulowana jest w okolicach głównego deptaka miasta – ul. Bohaterów Monte Cassino, czyli słynnego „Monciaka”. I większość z nich niekoniecznie jest warta odwiedzenia. Gdzie więc wpaść na małe co nieco w Sopocie?

Najlepsze śniadania zjecie w White Marlin w Łazienkach Południowych, tuż przy plaży. Nie jest to miejsce najtańsze, ale jakość potraw, widok z okna, wystrój wnętrza i przyjazna obsługa warte są wysupłania tych 20-28 zł. Na rybę zajrzyjcie do baru „Przystań” – by do niego dojść, musicie iść alejką idącą wzdłuż plaży, kierując się w stronę Gdańska. Lokal, będący częścią przystani rybackiej, cieszy się zasłużoną sławą, o czym przypomina wijąca się u drzwi kolejka gości. Dowcipkująca załoga sprawia chwilami wrażenie, jakby trafiła tu wprost z lat 70. z jakiegoś sanatorium, atmosfera jest całkowicie swobodna, a dania – choć proste – świeże, smaczne i w przyzwoitych cenach.

Na kawę i coś słodkiego wybierzcie się natomiast do Młodego Byrona w Dworku Sierakowskich, na ul. Czyżewskiego, bocznej od Boh. Monte Cassino. To centrum Sopotu, panuje tu jednak absolutny spokój, a wystawione z tyłu leżaki potrafią nie wypuścić cię przez długie godziny.

Jednym z nielicznych miejsc na „Monciaku”, do którego zaglądają miejscowi jest lokal „Dwie zmiany”. Działa on w ramach spółdzielni prowadzonej przez paczkę artystów i zajmuje część powierzchni dawnego, słynnego „Złotego ula”. Piękne, autentyczne miejsce, w którym można coś przekąsić, jak i natknąć się na spotkania autorskie, koncerty, wernisaże, itp.

Hipodrom

To dość mało oczywiste miejsce do odwiedzenia – jest daleko od morza, na uboczu turystycznych szlaków – stanowi jednak integralną część sopockiego życia. W fascynujący sposób przeplatają się tu różne światy: ekskluzywnych zawodów i biznesu z prostymi nadziejami na zarobienie fortuny na wyścigach, jak i spokojnym rytmem opiekunów koni, którzy pojawiają się tu codziennie doglądać podopiecznych. Pełen zieleni teren jest otwarty dla wszystkich, idealnie nadaje się więc na długie spacery, podczas których można podglądać konie i pogadać z ich właścicielami. Jeżeli zgłodniejecie, czeka na was restauracja „Secretariat”, z dobrym, acz nie najtańszym jedzeniem.

Park Północny

Stojąc naprzeciwko wejścia na molo, odbijcie alejką w lewo, a traficie do ciągnącego się wzdłuż plaży Parku Północnego. Ma on niemal 25 ha powierzchni i jest jednym z ulubionych miejsc spacerowych sopocian. W połowie XX w. wytyczono tu aleje klonowe i wiązowo-jesionowe i to pomiędzy tymi drzewami będziecie się tu przechadzać. Jeżeli wybierzecie się na odrobinę dłuższy spacer, dotrzecie do przecinającego drogę potoku Swelinia, będącego granicą między Sopotem a Gdynią. W okresie międzywojennym wyznaczał on natomiast linię dzielącą Wolne Miasto Gdańsk od Rzeczpospolitej Polskiej i działały tu punkty kontroli granicznej dla letników.

Krzywy Domek

W ostatnich latach Sopot przeszedł prawdziwą metamorfozę, wzbogacając się o nowe, często monumentalne budynki – odnowiony Dom Zdrojowy, hotel Sheraton, galerię przy dworcu. Najbardziej znanym symbolem tych zmian jest ulokowany przy „Monciaku” Krzywy Domek. Budynek budzi skrajne emocje. Tłumy turystów robiące sobie przy nim zdjęcia nie przeszkadzają architektom i osobom zajmującym się tematem przestrzeni miejskiej nominować regularnie Domku do tytuły  „maszkary architektonicznej wszechczasów”.

Budynek ma nawiązywać do prac popularnego w Sopocie szwedzkiego artysty Pera Dahlberga, na którego grafikach miasto zyskuje senny, bajkowy wymiar. Sporo tu też inspiracji z prac Gaudiego. Okazuje się jednak, że naśladowanie mistrzów nie jest takie proste, a diabeł tkwi w szczegółach. Przyznaję bez bicia, że sam Krzywego Domku nie trawię i uważam za jedną z bardziej chybionych inwestycji w Sopocie w ostatnich latach. Niewątpliwie stał się on jednak jednym z symboli miasta, trzeba więc po prostu zobaczyć i wyrobić sobie własne zdanie.

W drodze nad morze, warto zajechać na Kujawy. W tym artykule, opisaliśmy najciekawsze atrakcje tego regionu.