Drukowane przewodniki – czy warto je wciąż kupować?

20 czerwca 2018, Michał Głombiowski

Podróże

Pogłoski o śmierci papierowych przewodników turystycznych okazały się przedwczesne. Właśnie wracają one do łask, a my się przyglądamy temu zjawisku i wcale nie dziwimy.

Internet, będący niekończącym się źródłem informacji, miał być dla wydawnictw papierowych przysłowiowym gwoździem do trumny. Po co bowiem planować wyjazd z książką w ręku, skoro o jedno kliknięcie czy ruch palcem znajduje się cały świat aktualizowanych na bieżąco relacji z wyjazdów, tysiące blogów i stron z informacjami, fora, których uczestnicy potrafią odpowiedzieć na każde pytanie oraz cały ocean mediów społecznościowych z milionami zdjęć, które zachęcają do wyruszenia w podróż.

I rzeczywiście, pojawienie się internetu zachwiało mocno pozycją tradycyjnych wydawców. Sprzedaż drukowanych przewodników poleciała w dół, a specjaliści zajmujący się branżą zgodnym chórem wieścili rychły koniec papieru – od teraz mieliśmy już podróżować wyłącznie według wskazówek podsuwanych przez zmyślną aplikację w telefonie i innych użytkowników globalnej sieci.

Wejdźcie jednak do pierwszej lepszej księgarni lub rozejrzyjcie się po Amazonie: drukowane przewodniki wciąż są oferowane w ogromnej ilości. Tytuły takich marek jak National Geographic, Lonely Planet, Monocle czy Rough Guide cieszą się nadal renomą, a ich nakłady jasno wskazują, że wciąż sporo osób woli kupić tradycyjną książkę i to z nią wyruszyć w podróż.

Za nie najgorszą kondycję rynku wydawnictw papierowych do jakiegoś stopnia odpowiadają przyzwyczajenia starszego pokolenia turystów, którzy wciąż czują się lepiej w świecie analogowym niż cyfrowym. Okazuje się jednak, że i młodsi coraz chętniej sięgają po papier. Dlaczego?

W cyfrowym labiryncie

Przewodniki papierowe, mimo wad – długiego proces wydawniczego, ciężaru, wyższych cen – stały się odpowiedzią na bolączkę dotykającą większość użytkowników netu: nadmiar. To, co miało być zaletą internetu, stało się też jego przekleństwem. Gubimy się w setkach stron i blogów, wpadamy w ciąg niekończących się poszukiwań, podążając ślepo za podsuwanymi nam linkami, próbujemy przebić się przez sprzeczne relacje i wrażenia innych podróżników.

Zalew danych nas przytłacza. Polski turysta przed wyjazdem na urlop poświęca średnio cztery godziny na research w internecie, przegląda około 20 stron internetowych. Później zazwyczaj przerywa poszukiwania, zniechęcony świadomością, że nie jest w stanie ogarnąć ogromu dostępnych informacji. Odchodzimy od ekranu z przytłaczającym poczuciem niewykonanego zadania. Wykonać się go bowiem do końca nie da – trudno zamknąć temat zbierania informacji o danym miejscu, skoro za rogiem kryją się kolejne pokłady danych, być może bardziej interesujących, przydatnych i aktualniejszych niż te, na które już natrafiliśmy.

Mniej znaczy więcej

W tej sytuacji przewodnik wydany w druku zdaje się być wybawieniem. Jest zamkniętą, kompletną całością. Kilkaset stron ujętych pomiędzy dwie okładki. Zestaw użytecznych porad zebranych w jednym miejscu. Nie potrzeba nam już niczego więcej. Biorąc do ręki drukowane przewodniki, mamy kojącą świadomość, że nie zostaniemy przez ich autorów wpędzeni w ciąg nigdy niekończącej się gonitwy za informacjami. Układ jest przejrzysty. Wystarczy przeczytać te kilkaset stron.

alt drukowane przewodniki

To zresztą nie koniec zalet! Książka nie zgaśnie nagle z powodu rozładowanej baterii, pozwoli wygodnie przeanalizować mapy i plany miasta, bez irytującego przesuwania palcem po ekranie i wgapiania się we fragmentaryczny obraz całości. Wydawnictwa te dają też zwykle bardziej wyczerpujący obraz kraju, jego historii lub poszczególnych miejsc czy zabytków – cyfrowe wydania są dostosowane do rozproszonej uwagi internauty, mającej trudności z ogarnięciem jednorazowo więcej niż 140 znaków. Nie bez znaczenia jest też jakość tych publikacji (szczególnie w przypadku bardziej renomowanych wydawnictw).

Sprawdzeni autorzy oraz tradycyjny cykl redakcyjny, pozwalający wyłapać pomyłki i niedociągnięcia sprawiają, że informacjom z książkowych przewodników można ufać dużo bardziej niż relacjom blogerskim. Nie oszukujmy się – znaczna część relacji z podróży dostępna na blogach czy stronach internetowych to bardziej zbiór luźnych obserwacji i wrażeń niż rzetelna dziennikarska praca, wymagająca zbierania informacji i potwierdzania ich wiarygodności w niezależnych źródłach. To dwa zupełnie inne media i choć oba są przydatne, raczej się one uzupełniają, a nie zastępują.

Poczuć papier w dłoni

Zmęczeni efemerycznością cyfrowego świata, coraz chętniej sięgamy po fizyczne przedmioty. Działające zawsze i wszędzie. Pozwalające nam zająć czymś ręce. Stąd nawracająca moda na płyty winylowe, ogrodnictwo, renowację mebli. Drukowane przewodniki wpisują się w ten nurt doskonale. Możecie być pewni, że po długim dniu w podróży, chętniej siądziecie wieczorem na tarasie, by poprzerzucać papierowe strony niż dłubać palcem w smartfonie.

I w końcu, przewodnik książkowy, zużywając się i niszcząc w podróży, paradoksalnie zyskuje – na sentymentalnej wartości. Strony wilgotnieją od monsunu, okładkę zachlapiesz kawą, rogi stron ubrudzisz poplamionymi palcami, pozaginasz strony, chcąc zaznaczyć najbardziej potrzebne miejsca w książce. Być może porobisz ołówkiem skrótowe notatki na marginesie. Te defekty – typowe dla świata realnego, a niedostępne w rzeczywistości cyfrowej – stają się zapisem twojej podróży. Sprawiają, że niepozorna książka przemienia się w dziennik wyjazdu. Staje się zbiorem stron budzących wspomnienia.

alt drukowane przewodniki

W jaki sposób uczynić swoją podróż jeszcze bardziej wyjątkową? Podpowiadamy w tym artykule.