„Happy Diwali” – przeżyj hinduski Nowy Rok!

18 października 2017, Michał Głombiowski

Podróże

Przez pięć dni Indie toną w blasku światła. Miliardy lampek rozświetlają obchody największego hinduskiego święta – Diwali.

To czas odrodzenia. Zwycięstwa światła nad ciemnością. Nowego początku.

Najbardziej malownicze hinduistyczne święto zamienia Indie w wielki obłok światła. Ponad miliard wyznawców tej religii rozpala lampki oliwne, układa świetlne rzeźby, puszcza w powietrze lub po wodach rzek lampiony. Cały kraj spowija zapach i dym kadzideł.

Przypadające na wczesną jesień święto (w tym roku zacznie się 19 października) trwa pięć dni i często porównywane jest do obchodów Bożego Narodzenia na Zachodzie. Cechuje je bowiem podobny rozmach i pełen optymizmu wymiar. To radosne święto, budzące nadzieję i radość. Być może dlatego celebrują je także – choć nieco mnie spektakularnie – wyznawcy innych religii zamieszkujący Indie: chrześcijanie, sikhowie, muzułmanie.

Diwali jest świętem upamiętniającym zwycięstwo boga Ramy nad demonem Rawaną. Według hinduskiej mitologii, gdy zwycięski Rama powracał wraz z Sitą, Lakszmaną i Hanumenem ze Sri Lanki do Ajodhji, uradowani pokonaniem zła ludzie oświetlali orszakowi drogę lampkami. Odwołując się do tej tradycji, przez pięć dni święta mieszkańcy Indii – szczególnie północnych regionów kraju –ustawiają przed domami rzędy płonących lampek.

Gdy weźmiecie pod uwagę, że w Indiach mieszka blisko 900 mln wyznawców hinduizmu, a każdy z nich rozświetla domostwo nawet setkami ogników, pojmiecie skalę tego święta. Przez pięć wieczorów i nocy Indie płoną miliardami lampionów!

Zacząć od nowa

Obchody Diwali rozpoczyna wielkie sprzątanie. To symboliczny gest, dający nadzieję, że wszystko można zacząć do nowa. Większość dnia mija więc na wymiataniu kątów, wyrzucaniu zbędnych przedmiotów, pucowaniu podłóg i niwelowaniu śladów pozostawionych przez kończącą się właśnie porę deszczową. Domy maluje się nową farbą i przystraja kwiatami. Mocno kultywowanym zwyczajem jest odnowienie garderoby. Już na kilka dni przed rozpoczęciem Diwali, całe rodziny udają się na zakupy. Dzieci otrzymują wtedy podarki, a na stole pojawiają się tradycyjne bengalskie ciasteczka.

Ręce zacierają sprzedawcy biżuterii – to dla nich najlepszy okres w roku. W Indiach wierzy się bowiem, że zakupione podczas Divali złoto lub srebro przynosi szczęście. W Delhi rzesza ludzi rusza więc na najsłynniejszy bazar Chandni Chowk, gdzie można trafić na najlepsze jubilerskie okazje.

Zbliżające się święto – podobnie jak u nas Boże Narodzenie – w ogóle skłania Hindusów do zakupów. Oprócz biżuterii do sklepowych wózków trafiają więc artykuły spożywcze, ale też sprzęt elektroniczny, AGD, towary luksusowe (dotyczy to przede wszystkim większych miast). Swoje żniwa mają też producenci i sprzedawcy sztucznych ogni, fajerwerków i petard.

To one właśnie – obok milionów lampek – rozświetlają wieczorne niebo w całym kraju. I chociaż Diwali w dużej mierze obchodzone jest w rodzinnym gronie – to czas wspólnych posiłków, odwiedzin u znajomych i bliskich – będąc turystą, również możesz w nim uczestniczyć. Każdy jest mile widziany w hinduistycznych świątyniach, w których odprawiane są ceremonialne pudże, a wierni czekają cierpliwie w tłumi, żeby kapłan zostawił na ich czole tiki – czerwoną kropkę chroniącą przed nieszczęściem (możesz śmiało również stanąć w kolejce). Z łatwością trafisz też na publiczne występy tancerzy i grup teatralnych, odtwarzających przy dźwiękach wibrującej muzyki sceny walki Ramy i demona Ravana.

Najhuczniejsze obchody święta odbywają się w Waranasi i to tam trafia większość podróżników. Do jednego z najstarszych miast w Indiach zmierzają całe pielgrzymki. Kulminacja święta następuje w ostatnią noc, gdy ulice przemierzają parady prowadzone przez złote słonie, a Hindusi zmierzają nad Ganges, by zostawić na jego wodach płonącą lampkę. Światełka, zmierzające ku drugiemu brzegowi rzeki to nie tylko wróżba szczęśliwego życia, ale też widok, którego nie zapomina się do końca życia.