Jesień? Uciekaj na Maderę!

8 listopada 2017, Michał Głombiowski

Podróże

Otulona oceanicznym ciepłym powietrzem Madera, jak mało które miejsce nadaje się na ucieczkę przed jesiennym spleenem i zimową zawieruchą.

Po pierwszym łyku wiem, że ten alkohol to poważna sprawa. Sérgio Silva uśmiecha się łagodnie, ale jest najwyraźniej nieco rozczarowany, że opróżnienie małego szklanego naczynia idzie mi opornie.

Sérgio zlał mi przed momentem trzcinowy spirytus wprost z gorzelniczej kadzi. To krystalicznie czysty, miękki alkohol, który potrafi jednak zabić – ma około 80 procent. Na Maderze tradycja jego destylacji sięga setek lat i gorzelnicy od dawien już zyskali w swym fachu nieprawdopodobną biegłość. Ich wyroby cechuje moc pomieszaną z aksamitnością, subtelny aromat i absolutny brak zabarwienia. Ten spirytus po dalszej obróbce i późniejszym rozcieńczeniu zamieni się aguardente – rum z trzciny cukrowej. Napitek osadzony w historii portugalskiej wyspy, uwielbiany przez maderskich rybaków, wychylany wieczorami w zaciszu domowym lub w pogrążonych w półmroku barach.

Malutka fabryka, w której gości mnie Sérgio, w miejscowości Calheta na południowym zachodzie Madery, należy do rodziny Silvy od 1952 r. To jeden z niewielu już na Maderze punktów, w którym trzcina cukrowa zamieniana jest na małe cuda: rum, cukier, melasę, ciasta, kosmetyki.

Niegdyś Madera stanowiła ważne centrum handlowego świata: pierwsze plantacje trzciny cukrowej powstały tu po odkryciu wyspy przez portugalskich żeglarzy w 1418 r. Przez długi czas przynosiły one ogromne zyski. Duża część wyrobów trafiała do Flandrii, a na wyspę jako zapłata płynęły nieraz obrazy. Cenną kolekcję XV-XVII-wiecznych płócien flamandzkich można dziś podziwiać w muzeum sztuki sakralnej w Funchal, stolicy Madery.

Czasy prosperity skończyły się wraz z opracowaniem metody pozyskiwania cukru z buraków. Prostszej, bardziej wydajnej i opłacalnej. Europa odwróciła się od trzciny cukrowej, a na Maderze do dziś pozostały już tylko nieliczne, niewielkie plantacje.

Sérgio Silva wciąż jednak podtrzymuje tradycję. W trakcie wiosennego sezonu można tu trafić na moment wyciskania trzcinowych łodyg i napić się słodkiego, orzeźwiającego soku, który dodaje sił i energii. W pozostałe miesiące czeka rum, likiery, cukier oraz cały szereg ciężkich, pełnych aromatu ciast (spróbujcie koniecznie bolo de mel, tradycyjnie podawane tu na święta bożego narodzenia, dostępne jednak w sprzedaży cały rok).

Sposób na chłód

Otulona oceanicznym, ciepłym powietrzem Madera, jak mało które miejsce nadaje się na ucieczkę przed jesiennym spleenem i zimową zawieruchą. Na wulkanicznej wyspie nawet w lutym temperatury w ciągu dnia sięgają kilkunastu stopni, latem natomiast nie przekraczają 25-27 st. C.

Pełna zieleni, barwnych egzotycznych roślin wyspa tkwi trochę w osamotnieniu, z daleka od reszty świata. Pozwala w łagodny sposób odciąć się od wszystkich problemów, codziennej bieganiny, dając przy tym dostęp do świetnej infrastruktury, europejskiego prawa i szybkiego łącza internetowego. Cyfrowi nomadzi powinni to miejsce zdecydowanie wziąć na celownik.

Zaszyciu się w spokoju sprzyjają rozrzucone po wyspie, często postawione na brzegach malowniczych klifów, ekologiczne pensjonaty oraz quintas – dawne rezydencje książąt i arystokratów, zamienione w wygodne hotele. To wyższy pułap cenowy, wydatek osłodzą jednak wyjątkowe widoki na Atlantyk, wnętrza pełne urzekających detali oraz świadomość przebywania w budynku o długiej i nierzadko zawiłej historii.

W wolnej chwili można wybrać się na wędrówkę plątaniną ścieżek oplatającą Maderę. Mająca łącznie blisko 3 tys. km sieć biegnie wzdłuż lewad – kamiennych kanałów, którymi już w XVI w. transportowano wodę z północy na południe wyspy. Rozbudowany system, wyposażony w śluzy i zbiorniki, zapewniał odpowiednią ilość wody uprawom zlokalizowanym w niższych partiach Madery.

Wzdłuż kanałów biegły dróżki, którymi poruszali się levadeiros – osoby dbające o stan i sprawność tej wodnej sieci. Dziś trasy te przemierzają głównie piechurzy i turyści. Większość ścieżek biegnie przez góry oraz wawrzynowe i wrzosowe lasy (w tych drugich znana nam mikra roślinka osiąga postać 2.5 metrowych drzew). Ich dokładne opisy znajdziesz w lokalnych przewodnikach – wybierz trasę uważnie, część ścieżek jest bowiem trudna do pokonania i wymaga przeciskania się przez gęstwinę oraz wspinaczki po kamienistych zboczach.

Pędem w dół

Ernest Hemingway uznał tę przejażdżkę jako „mocno rozweselającą”. Weźmy jednak poprawkę na upodobanie słynnego pisarza do mocnych trunków, których na Maderze nie brakuje. Niemniej, kilkuminutowy pęd wiklinowym koszem na płozach po ulicach Funchal może zapewnić sporo adrenaliny.

Maderskie sanie – nazywane tu toboganami – są jednym z wielu śladów przeszłości na wyspie. Niegdyś wykorzystywano je do transportowania towarów, głównie warzyw, z gór do centrum miasta. W XIX w. miejsca dorodnych plonów zajęli europejscy kuracjusze, którzy zaczęli ściągać na Maderę, by leczyć schorzenia dróg oddechowych. Kaszlących i niedomagających przybyszów wyparli w końcu z sań turyści – dziś zjazd koszem na płozach z góry Monte jest czystą rozrywką, za którą trzeba zapłacić 30 euro za dwie osoby (lub 45 euro za trzy).

Przejażdżka rozpędzonym wiklinowym pudełkiem po ulicach miasta, pomiędzy samochodami i przez kolejne skrzyżowania zdaje się kompletnie absurdalna, nie mogę się jednak oprzeć pokusie.

Siadam w koszu, a dwóch nieco znudzonych mężczyzn, staje na końcówce płozów za moimi plecami. Odpychając się stopami od asfaltu, nadają pojazdowi prędkość. Z każdym metrem mknie on coraz szybciej. Trasa wiedzie przez cztery kilometry, przecinając prostopadłe ulice, na szczęście jednak zawsze trzyma się drogi z pierwszeństwem przejazdu. Pęd powietrza targa mi włosy i wyciska łzy z oczu. Najwięcej zabawy jest na ciasnych zakrętach, gdy sanie ocierają się o krawężniki lub ustawiają się bokiem do kierunku jazdy. Prowadzący sanie sprawnie jednak je wyrównują, nie pozwalając im przy tym zanadto zwalniać. Poziom emocji jest tu zależny od ich fantazji – jeżeli uda im się rozpędzić sanie do dużej prędkości, jazda przypomina szaleństwo na rollercoasterze. Jeżeli podejdą do swego zadania mniej ambitnie, przejażdżka zmieni się po prostu w dość szybki i przyjemny sposób na dotarcie ze szczytu góry do miasta.

Stąd już blisko do nabrzeża i niewielkiego starego miasta, gdzie można zatopić się w tłum wystający przed malutkimi knajpkami. W ciepłym klimacie życie Funchal toczy się w dużej mierze na powietrzu i potrafi ciągnąć się do późnej nocy. Madera oferuje tak wiele, że szkoda czasu na sen.