Czy jest sens wracać w odwiedzone już miejsca?

14 lutego 2018, Michał Głombiowski

Podróże

Nieskończona liczba miejsc wartych zobaczenia skłania nas do ciągłego podróżowania w nowe miejsca. Tymczasem nie mniej satysfakcjonujące mogą okazać się powroty.

Setki krajów wartych odwiedzenia. Dziesiątki miast, które trzeba zobaczyć. Podsuwane w internecie listy miejsc, które każdy powinien zobaczyć przed ukończeniem 30, 40, czy 50 lat. Nie dziwne, że szybko dochodzimy do wniosku, że szkoda czasu na oglądanie tego, co już znamy. Jest przecież jeszcze tyle do zobaczenia! Czy słusznie?

Przy obecnej swobodzie przemieszczania się i liczbie ofert tanich połączeń o kompulsywność w podróżowaniu łatwo. Presja zobaczenia miejsc i przeżycia emocji, których doświadczyli już inni (chwaląc się nimi w mediach społecznościowych) sprawia, że wpadamy w szaleńczy pęd „zaliczania”. W wirze odhaczania kolejnych miejsc, które trzeba zobaczyć, nie ma zwykle miejsca na powroty. I choć poznawanie nowych miast czy krajów jest z pewnością ekscytujące, powroty mogą się okazać równie atrakcyjne.

alt

 „Hajlajty” już znam

Podróżując do danego kraju pierwszy raz, chcemy zobaczyć wszystkie najbardziej charakterystyczne punkty. To naturalne. Będąc w Chinach trudno przecież zrezygnować z wyprawy do Wielkiego Muru, poznania Zakazanego Miasta, czy wizyty na Placu Tiananmen. Ograniczony zazwyczaj czas pobytu zmusza nas do gonitwy. Chcąc jak najlepiej wykorzystać czas w podróży i sprostać wymaganiom przewodników podsuwających kolejne listy „top ten”, nie potrafimy wyswobodzić się z presji napiętego harmonogramu zwiedzania.

A teraz pomyśl, że podczas pierwszego pobytu poznałeś już wszystkie „hajlajty”. Przyjeżdżasz ponownie i już nic nie musisz. Odpada ci stanie w kolejkach do najbardziej znanych atrakcji. Nie musisz się spieszyć. Robisz, co chcesz.

Możesz wybrać się na zwiedzanie dużo mniej znanych zabytków. Zacząć poznawać miasto od mniej turystycznej strony. Wałęsać się po ulicach i podpatrywać miejskie życie. Strawić czas na leniwym popijaniu kawy w knajpce, do której wszedłeś dlatego, że ci się po prostu spodobała, a nie dlatego, że jest polecana przez przewodniki i blogerów. Lub – jeżeli jesteś miłośnikiem sztuki bądź historii – zacząć poznawać dzieła i zabytki na dużo bardziej szczegółowym poziomie. Pójść do muzeum czy galerii po to, by w spokoju przestudiować detale interesującego cię obiektu. Poczytać o nich i dobrze się im przyjrzeć. I tak, gdy znasz już najsłynniejsze domy i malunki w Pompejach – rzymskim mieście zasypanym przez erupcję Wezuwiusza – możesz poszukać drobiazgów bliższych codziennemu życiu. Jak chociażby ukośne otwory w blokach ulicznych krawężników. Mało kto je dostrzega, oglądając Pompeje po raz pierwszy. Do czego służyły? Cóż… dzięki nim można było „zaparkować” osła, pełniącego w czasach rzymskich rolę dzisiejszego samochodu.

alt

Lubimy to, co znamy

Powiedzenie, że „najbardziej lubimy piosenki, które znamy” można odnieść także do podróżowania. Znane miejsca wolimy od tych nowych. Wizyta w nich, to jak wizyta u starych znajomych. Czujemy się swobodniej, nie tracimy też czasu na rozeznanie się w topografii, siatce połączeń komunikacji publicznej czy panujących zwyczajach. Wszystkie obawy związane z pierwszym pobytem w danym miejscu – szczególnie jeżeli jest ono odległe kulturowo – już się rozwiały. Miejsce jest oswojone.

A psycholodzy są zgodni, że w znanej sobie przestrzeni czujemy się lepiej – z ponownej podróży do znanych już sobie miejsc czerpiemy więc po prostu więcej przyjemności. Wizyta w ulubionym barze, kojący widok rzeki przepływającej przez miasto, sprawdzone zaułki i miejsca dają nam dużo większą satysfakcję niż zalew nowości.

alt

Świeże spojrzenie

Nic nie jest stałe. Dotyczy to także miast i innych punktów. Miejsca żyją. Pojawiają się lub znikają restauracje, zamykają lub otwierają księgarenki, powstają nowe budynki. Zmieniają się ludzie, moda, otoczenie. Przyjazd do miasta, w którym już byliśmy, nie jest nigdy powrotem do tego samego miejsca. Zmieniło się zarówno ono, jak i my sami. Jesteśmy trochę starsi, inaczej patrzymy na świat, niesiemy inny bagaż doświadczeń, często też dysponujemy większym budżetem. Inaczej odbierzemy Paryż widząc go w wieku nastoletnim, inaczej mając lat czterdzieści. Powroty są więc okazją do zaobserwowania jak sami się zmieniliśmy.

Przede wszystkim jednak, stwarzają okazję na spojrzenie na odwiedzane miasto z nowej, świeżej perspektywy. Nie jesteśmy już podróżnikami-nowicjuszami. I nagle okazuje się, że ponowna podróż może dostarczyć równie ekscytujących doznań, jak ta pierwsza.

alt