Życie w vanie – podróżuj kamperem

4 sierpnia 2017, Michał Głombiowski

Podróże

Jeżeli nachodzą was myśli o rzuceniu wszystkiego i wyprowadzce w Bieszczady, lepiej może poszukajcie po prostu przytulnego domku na czterech kółkach i wyruszcie przed siebie.

Vanlife – jak zwie się z angielskiego podróżowanie lub życie w kamperze – przeżywa renesans. Dla osób mobilnych oraz pokolenia cyfrowych nomadów trudno bowiem o lepszy sposób na przemieszczanie się. Samochód pełniący rolę domu – z sypialnią, kuchnią i salonem – oferuje zupełnie nową jakość podróżowania. Koniec z wyszukiwaniem noclegów, czekaniem na samolot lub pociąg. Jedziesz tam gdzie chcesz, w tempie jakie ci odpowiada, a zatrzymujesz się w miejscach zapewniających widoki, jakie oferuje mało który hotel. A czy może być coś lepszego niż dzień rozpoczęty w plenerze, z oceanem, górskimi łąkami lub malowniczymi wioskami na wyciągnięcie ręki?

Okazuje się jednak, że kamper kamperowi nierówny. Na europejskich kempingach aż roi się od ogromnych białych pudeł nowoczesnych pojazdów, których wyposażenie potrafi zawstydzić projektantów najlepszych apartamentów. Rozkładane łóżka, wielostrefowa klimatyzacja, telewizory plazmowe, własne routery, anteny satelitarne i mnóstwo udogodnień ułatwiających przebywanie poza domem potrafią zachwycić. Problem w tym, że auta takie kosztują fortunę (a ich serwis przyprawia o zimny pot), gabaryty natomiast sprawiają, że jeżdżenie nimi przypomina chwilami walkę o przetrwanie. To rozwiązanie wybierane zwykle przez zamożnych emerytów z krajów zachodnich, którzy stacjonują w jednym miejscu nawet miesiącami, a ponad wszystko cenią sobie wygodę.

Mniej znaczy więcej

Mobilni przychylniejszym wzrokiem patrzą na sprawdzone klasyki. Dużo mniejsze, ale spełniające większość potrzeb vany, mające czasem nawet po kilkadziesiąt lat. Są nie tylko tańsze, ale też dużo łatwiej je naprawić, a poruszanie się nimi bardziej przypomina jazdę większym samochodem osobowym niż ciężarówką. Paradoksalnie atutem może być też mniejsza przestrzeń – wymusza ona minimalistyczne podejście do życia, które większość podróżujących zaczyna szybko uważać za własną filozofię życiową.

Na czele stawki stoją kultowe już pojazdy Volkswagena – Transportery, oznaczane kolejnymi numerami serii. Te pierwsze (T1) zadebiutowały równe 70 lat temu. Zaokrąglone kształty, charakterystyczne owalne reflektory i chromowane zderzaki i klamki to dziś wyznaczniki stylu, który z łatwością bije na głowę najnowsze projekty opuszczające właśnie fabryki.

W wersji kempingowej auta te pojawiły się na rynku masowo w latach 60. ubiegłego wieku, a rozsławili je hipisi. Popularne „bulli” (skrót od niemieckiego bus lieferwagen) dziś stały się już klasykiem o pokaźnej wartości – jeżeli egzemplarz w dobrym stanie uda wam się kupić za kilkadziesiąt tysięcy złotych, możecie uważać się za szczęściarzy.

Na szczęście dużo tańsze są auta kolejnych generacji – T3 i T4. Za kilkanaście tysięcy złotych można dostać auto w bardzo przyzwoitym stanie. Wydatek, jeżeli podróżuje się dużo, zwraca się szybko – w kamperze nie płacimy przecież za nocleg. Jest też duża szansa, że i te modele za jakiś czas zdrożeją, zakup możemy więc traktować jako inwestycję.

Do wyboru są również mniej popularne modele fiata, forda, czy mercedesa – zależnie od modelu, bardziej minimalistyczne lub zapewniające nieco więcej wygody.

A może  by tak nie wracać?

W kempingowych vanach jest niemal wszystko, co potrzebne w trasie. Dostęp do prądu, łóżko, bieżąca woda, wygodne siedziska, kuchnia. Reszta zależy już od naszej inwencji i ewentualnych przeróbek.

O tym, że kampery – nawet te wiekowe – z łatwością potrafią pełnić rolę mobilnego domu, świadczą niezliczone przykłady osób, które w nich praktycznie zamieszkały. Poczucie swobody, które zapewnia ten sposób podróżowania, szybko może bowiem stać się uzależniające. Jeżeli tylko mamy pracę zdalną lub pasywny dochód, nic nie stoi na przeszkodzie, by kontynuować podróż miesiącami lub nawet latami. Starzy wyjadacze mają opracowane trasy i po sezonie letnim kierują się po prostu w cieplejsze rejony Europy – do Portugalii, Hiszpanii bądź na Kretę. Bo choć kampery mają system niezależnego ogrzewania, przebywanie w nich podczas mrozu może jednak dać trochę w kość. Jak widać, zawsze znajdzie się sposób, by wypić poranną kawę z widokiem na rozbijające się morskie fale.