Różne drogi do żeglarstwa

8 sierpnia 2017, Wojciech Spisak

Styl życia

Stale słyszę pytanie od różnych ludzi: a dlaczego żeglarstwo? To bardzo proste. To sport, który jak mało który zmusza do myślenia i wyrabia charakter. Ponadto to sport, który w różnej formie można uprawiać od dziecka do późnej starości. Oczywiście na małych wyczynowych łódkach ważna jest sprawność fizyczna i wiek odgrywa rolę, ale na większych jachtach wiek jest raczej sprzymierzeńcem żeglarza, dlatego nikogo nie dziwi 70-letni skipper na morskich regatach.

Większości ludzi kojarzy hasła „wiatr w żaglach” albo „piękny jak statek pod pełnymi żaglami”. Mają one jednoznacznie pozytywny wydźwięk, bo kojarzą się z wolnością, odpoczynkiem i ekologią. Niestety w żeglarstwie przynajmniej tym sportowym jest nieco inaczej. Oczywiście jest absolutnie ekologicznie i na łonie przyrody, ale żeglarstwo na poziomie sportowym to przede wszystkim praca, praca i jeszcze raz praca. Praca nad sprzętem, który trzeba przygotować, zwodować, często modyfikować i ulepszać. Praca nad sobą – ciągłe podnoszenie kwalifikacji i zdobywanie wiedzy. Praca nad załogą, zarówno na treningach, jak i na sucho (szkolenia), żeby uzyskać zrozumienie tego, co się będzie na wodzie działo, a także zgranie całego zespołu.

Praca zaczyna się już od podstaw. Na pierwszych zajęciach małe dzieciaki uczy się otaklowania (postawienia masztu, przewleczenia lin i stawiania żagli), a następnie zwodowania łódki. Po żeglowaniu łódkę trzeba ponownie roztaklować i najczęściej wyjąć z wody a na koniec umyć. To często oznacza, że ponad połowę czasu trzeba poświęcić na pracę przy sprzęcie. Oczywiście im dziecko sprawniej to robi, tym więcej czasu ma na żeglowanie. Ale wynik na wodzie jest składową talentu, umiejętności żeglarza i właśnie pracy nad sprzętem. Bez niej nie ma żeglowania. Co ważne im dalej odchodzimy od rekreacji w stronę wyczynu, tym procentowy udział pracy się zwiększa. Czy w takim razie w sportowym żeglarstwie trzeba widzieć przede wszystkim nudną harówkę? Absolutnie nie. Szczególnie gdy sprawa dotyczy dzieci, żeglarstwo wyrabia wiele pozytywnych cech. Młodzi ludzie po szkółkach regatowych są najczęściej dużo lepiej zorganizowani i zdyscyplinowani od swoich rówieśników. Potrafią się samodzielnie spakować, wiedzą co ze sobą muszą zabrać na wodę, jak ważne jest bezpieczeństwo na wodzie czy jak przygotować sprzęt. Do tego uczą się działać w zespole i wzajemnie się wspierać. W dzisiejszych czasach, gdy mały człowiek za dużo czasu spędza przed ekranem, jest to szczególnie cenne.

A drogi do żeglarstwa mogą być przeróżne. W przypadku dzieci najczęściej są trzy. Pierwsza to gdy rodzice są żeglujący i dziecko niejako skazane jest na żeglowanie często od bardzo wczesnego wieku. My pojechaliśmy po raz pierwszy z dzieckiem 15-miesięcznym, ale muszę się przyznać, że to trochę za wcześnie. Powinno się zaczynać z dzieckiem, które sprawnie chodzi i potrafi się utrzymać na łódce, gdy ona się kołysze na fali. Wiec zaczynać powinny raczej dwu-trzy letnie dzieci, nie młodsze. Druga droga to: rodzice wysłali mnie na obóz żeglarski, bo nie wiedzieli co ze mną zrobić w wakacje. Oczywiście tu sprawa dotyczy starszych dzieci. Ogólnie brzmi słabo, ale w większości przypadków młodym ludziom bardzo podoba się przygoda na wodzie i egzotyczne nazewnictwo części łódki. Myślę, że ponad połowa łapie żeglarskiego „wirusa” na całe życie. Trzecia, najbardziej świadoma wersja to szkółki regatowe prowadzone przez profesjonalnych trenerów. Ta wersja wymaga jednak najwięcej zaangażowania zarówno od dziecka, jak i od rodzica, bo wiąże się z regularnością treningów na wodzie i wydatkami, bo sam klub nie pokryje wszystkich kosztów odzieży, sprzętu i wyjazdów. Oczywiście może to skutkować rozczarowaniami, bo nie każde dziecko nadaje się do szkółki regatowej, albo dziecko przyprowadzone jest za wcześnie i nie jest jeszcze wystarczająco dojrzałe do samodzielnego żeglowania. Niemniej warto spróbować.

W przypadku ludzi dorosłych jest to najczęściej dużo bardziej świadoma droga. Oczywiście bywa i tak: znajomi wynajmują łódkę na Mazurach na dwa tygodnie, może pojedziemy z nimi na wakacje pod żaglami. To na początek jest akurat całkiem dobry pomysł, bo bez żadnych kryteriów czasu czy celu można sprawdzić, czy nam się to podoba. Po takiej próbie można zapisać się na weekendowy kurs w jakiejś profesjonalnej szkole żeglarstwa, wyszkolić się i zdobyć uprawnienia. Sporo dorosłych korzysta też z profesjonalnie organizowanych rejsów morskich. Można w ten sposób na Bałtyku lub Morzu Śródziemnym poczuć smak prawdziwej morskiej przygody pod okiem doświadczonego kapitana. Wielu moich kolegów dopiero po 40-stce zaczynało swoją zabawę z żeglarstwem, od tego, że kupili pierwszą łódkę. Choć sami niewiele potrafili, to zrobili to dla dorastających dzieci. Dlaczego? Bo to znakomita forma wspólnego spędzania czasu z dziećmi w wieku szkolnym, niezależnie od tego, czy traktujemy żeglarstwo jako regularny sport, czy tylko wakacje pod żaglami. Bo wspólna praca i przygody na wodzie to najlepsza integracja z własnymi dziećmi. W Polsce mamy sporo amatorskich rodzinnych zespołów regatowych, dwu, a nawet trzypokoleniowych.

Teraz temat, który pewnie wielu Polakom zaprząta głowę, czyli koszty. W przypadku wyjazdów młodzieży na obóz żeglarski lub rejs śródlądowy to dwutygodniowa impreza oscyluje (zależnie od standardu) w okolicach połowy średniej krajowej pensji. Typowe obozy żeglarskie kosztują od 1300 zł do 1800 zł za dwa tygodnie i w tym powinno być już wliczone wyżywienie, noclegi, kadra szkoleniowa i jachty. Oczywiście, jeśli dziecko śpi w drogim hotelu, a standard sprzętu żeglarskiego jest wysoki, to cena może być nawet dwukrotnie wyższa… Warto jednak uważnie czytać ofertę, gdyż zakres świadczonych usług bywa bardzo różny. Jeden organizator oferuje obóz za 900 zł, ale nie ma w tym wliczonych noclegów albo wyżywienia, a inny może oczekiwać 2200 zł, ale wlicza w to nawet przywóz i odwiezienie dziecka pod dom, a na obozie dziecko ma całą masę innych zajęć szkoleniowych. Więc nie zawsze tanio znaczy tanio. Oczywiście, jeśli dziecko śpi w hotelu, a standard sprzętu żeglarskiego jest wysoki, to cena może być nawet trzykrotnie wyższa… Alternatywą mogą być imprezy organizowane przez harcerzy lub uczniowskie kluby żeglarskie, które mogą Was mile zaskoczyć ceną i dobrą kadrą szkoleniową. To najczęściej bardzo dobry pomysł, bo dziecko uczy się nie tylko żeglarstwa, ale socjalizuje się w grupie, uczy się pracować przy sprzęcie czy wspólnie przygotować posiłki.

Czarter jachtu (wynajęcie na czas określony) na Mazurach lub innym śródlądowym akwenie to podobne, lub nieznacznie wyższe koszty w stosunku do wynajęcia domku kempingowego. Cena czarteru jest bardzo różna, zależna od akwenu, długości czarteru (czasu, na jaki wynajmujemy jacht) i co najważniejsze terminu czarteru. Mały jacht na 4 osoby można wynająć już za 150 zł za dobę, a największe 8-9 osobowe luksusowe jednostki mogą kosztować 600-700 zł za dobę. Co ważne jacht, który w szczycie sezonu kosztuje 400 zł za dobę, w czerwcu czy we wrześniu bez problemu wynajmiemy za połowę tej kwoty. Organizowane rejsy śródlądowe są przeważnie ciut tańsze od obozów, bo wynajęte na ten cel jednostki żaglowe jednocześnie służą jako hotele.Właśnie dlatego przeważnie organizatorzy oferują je za 1100 zł-1700 zł za dwa tygodnie. Oczywiście warto zwracać uwagę, na to co jest w ofercie, bo standard może się bardzo różnić. No i nie należy się dziwić, gdy oferta brzmi 1200 zł, ale bez opłat portowych i innych atrakcji. Dlaczego? Bo na jednym rejsie, gdy stale wieje, uczestnicy żeglują dużo. Gdy jednak trafi się okres bezwietrzny, to organizator szuka jakieś ciekawej alternatywy turystycznej. Wiąże się to z większymi kosztami jak choćby porty, bilety wstępu na atrakcje turystyczne, albo paliwo do silników.

Rejs morski, szczególnie egzotyczny oczywiście wiąże się ze znacznie większymi kosztami, ale pewnie i tak wyjdzie wyraźnie taniej niż egzotyczne wakacje w hotelu. Ceny są bardzo różne. Zależą bardzo od ceny czarteru jachtu, czyli jak wcześniej od akwenu, standardu jednostki i terminu rejsu. Maj, czerwiec i wczesna jesień będą o połowę tańsze niż środek sezonu. Na rejs w Chorwacji, Grecji czy Włoszech trzeba liczyć około 200 zł za dobę rejsu od osoby. Rejs Bałtycki będzie tańszy nawet 30%, ale Karaiby czy Horn, to już zupełnie inne koszty. Oczywiście standard będzie niższy, bo nie mamy basenu, czy samemu trzeba przygotować posiłek, ale więcej wysiłku rekompensuje prawdziwa przygoda.

Sport kwalifikowany, czyli regaty to nieco inna bajka i nie da się jednoznacznie określić kosztów. Dlaczego? Bo zabawa w regaty amatorów na śródlądowej łodzi to minimalnie tylko większy koszt niż zwyczajne żeglowanie. Puchar Polski Jachtów Kabinowych to chyba najpopularniejszy, choć nie jedyny cykl regat dla amatorów na jachtach kabinowych. Prawie na każdym akwenie w Polsce ośrodki żeglarskie oferują żeglarzom możliwości skonfrontowania swoich umiejętności na amatorskich regatach. Wraz ze wzrostem poziomu regat niestety rosną koszty związane z jednostką pływającą i wyjazdami, ale to już temat na inny artykuł.

Niezależnie od tego ile macie lat, czy interesuje Was sport, czy tylko odpoczynek pod żaglami na łonie przyrody warto spróbować. W żeglarstwie chyba każdy znajdzie coś na miarę swoich potrzeb i możliwości fizycznych, a dróg jest bardzo wiele. A dzieci żeglarstwo uczy wielu rzeczy i trochę wychowuje.