Psie i kocie technogadżety

3 stycznia 2018, Andrzej Pająk

Technologia

Psie i kocie technogadżety

Znacie to tęskne spojrzenia waszego kochanego czworonoga, kiedy wychodzicie do pracy? A jak reagujecie na łaszenie się kotowatego? Myślę, że tak samo jak ja: z radością i miłością. Skoro tak, to koniecznie przeczytajcie o tych technogadżetach. Spodobają się nie tylko waszym pupilom.

Każdy zwierzak ma swój rytm dnia. Mój pies około siódmej dopomina się wyprowadzenia na spacer. Chciałoby się jeszcze z 10 minut pospać, ale nie da rady. Nie ważne czy zima czy psia pogoda, trzeba wyjść. Wracamy, a tu dom już działa na pełnych obrotach, walka o toaletę, kawa, śniadanie, a tu jeszcze trzeba znaleźć chwilę, żeby i jemu dać „michę”. Niby nic, ale w tym porannym szale to kolejny obowiązek, który jak się okazuje można uprościć albo zupełnie wyeliminować.

Z pomocą możne mam przyjść niecodzienna miska dla zwierząt. PetNet Smartbowl właściwie jest po prostu metalową miską. Jednak jak się jej dobrze przypatrzeć to na jednej z krawędzi dostrzeżemy osiem niewielkich, prostokątnych diod świecących. To jest jej właśnie jej sekret, dzięki któremu w szybki i prosty sposób wsypiemy naszemu czworonogowi odpowiednią porcję pokarmu.

Cała tajemnica miski tkwi we wbudowanej w jej podstawę wadze, która zamiast pokazywać gramy, podświetla diody na wskaźniku zapełnienia. Zapytacie pewnie jak miska rozróżnia, że wsypywana porcja jest odpowiednia dla malutkiego kotka czy dużego owczarka. Tu dochodzimy do jej funkcji „smart”, czyli łączenia się z zainstalowaną na telefonie aplikacją, w której podajemy rasę, płeć, wiek oraz poziom aktywności. Na podstawie tych danych obliczana jest optymalna dla zdrowia zwierzaka wielkość porcji, jaką ma odmierzyć waga.

Musze powiedzieć, że przy moim nieznającym umiaru jamniku, który ma wrodzoną tendencję do tycia, taka waga bardzo by się przydała. Tym bardziej, że rola aplikacji nie ogranicza się do wyznaczenia porcji, ale też przypomina o karmieniu i o konieczności zakupu nowej karmy, kiedy ta zaczyna się kończyć.

Jeśli jesteście leniwi, albo często wracacie późno z pracy (do tego jeszcze wrócę), to zamiast takiej miski lepiej będzie jak zainteresujecie się automatem wydającym karmę. Petkit Fresh Element może pomieścić niecałe 3 kg karmy, która wysypywana jest do miski o określonych wcześniej porach. Podobnie jak w przypadku SmartBowl, dozowanie i pory posiłków ustawiamy w telefonie.

Zabawa na odległość

Taki dozownik w połączeniu z urządzeniem EverSweet, zapewniającym zwierzakowi dostęp do świeżej wody, pozwala na pozostawienie np.r kotów na weekend bez naszej opieki. Nie namawiam do tego, ale czasem warto skorzystać z dobrodziejstw technologii.  Pytanie tylko czy wasze zwierzaki i wy sami będziecie w stanie znieść tę rozłąkę? Jeśli nie wiecie, to tu również mogą pomóc technogadżety takie jak Pet BitesPetkit Mate czy Kittyo.

Każde z tych urządzeń wygląda inaczej, ale ich funkcjonalność sprowadza się do tego samego. Dzięki wbudowanej kamerze możemy pod naszą nieobecność podejrzeć co porabia w domu nasz pupil. Kiedy widać, że jest smutny wystarczy go zawołać, a przez głośnik usłyszy nasz głos. W ramach pocieszenia można się wtedy będzie z nim pobawić zdalnie sterowanym wskaźnikiem laserowym i nagrodzić smaczkiem, który wyskoczy z podajnika.

Jeśli wasz czworonogi przyjaciel okaże się inteligentny, to może uda się go nauczyć, żeby podszedł do tego urządzenia i w nagrodę za zapozowanie do „selfiaczka” dostał smaczka. A jak wam nie wyjdzie… to te sprzęty potrafią rozpoznać twarz psa albo kota i same mu zrobią zdjęcie, a nawet wydadzą nagrodę.

Czas na spacer i zabawę

Kiedy piszę ten tekst mój jamnik leży pod krzesłem, zerka na mnie i czeka na spacer. Nic tylko zapiąć mu smycz i ruszyć do parku. Jeśli chcecie wiedzieć, gdzie chodzicie z psem, ile wyczłapie on kilometrów (może go akurat odchudzacie…), to wystarczy sięgnąć po taśmową smycz GO-Smart i połączyć ją przez Bletooth z telefonem. Mnie z tej „inteligentnej” smyczy podoba się jednak najbardziej wbudowana latarka, która przydałaby się w kiepsko oświetlonym parku i powiadamianie wibracjami obudowy o nadchodzących połączeniach.

Powiem szczerze, że ja przy moim jamniku mógłbym zrezygnować z funkcji zliczania kilometrów czy pokazywania trasy przez aplikację połączoną ze smyczą. Za to z chęcią wyposażyłbym mojego psa w trackera. Jest to małe urządzenie, będące połączeniem odbiornika GPS i nadajnika GSM, dzięki którym można sprawdzić gdzie aktualnie znajduje się zwierzę. Przy wolno chodzącym kocie czy uciekającym jak mój psie, rozwiązanie takie jak np. Kyon byłoby idealne. W tym rozwiązaniu ciekawe jest to, że dopóki zwierzak znajduje się w „bezpiecznej strefie”, czyli w odległości do 90 metrów od stacji bazowej czy naszego telefonu, tracker nie wszczyna jeszcze alarmu. Dopiero kiedy wyjdzie poza perymetr, zaczyna się jego śledzenie, my dostajemy powiadomienie, a obroża zwierzaka wyświetla komunikat „I’m Lost”.

Śledzenie uciekinierów to jedno, ale są tez psy, które muszą swoje wybiegać. Dla ich właścicieli traker aktywności to takie samo urządzenie jak sportowy zegarek dla biegacza. Poprzez połączenie z aplikacją pozwala na kontrolowanie osiągnieć czworonoga i pilnuje, żeby go nie przeciążyć zbyt dużą dawką sportu. Tu może przydać się rozwiązanie Whistle 3, które oprócz pilnowania potrafi śledzić i analizować aktywność.

Na koniec spaceru jeszcze psiaka trzeba zmęczyć. Ja rzucam mu piłkę. Problem w tym, że kiedy ja już mam dość, mój jamnik ma zupełnie odmienne zdanie. To chyba właśnie z myślą o mnie wymyślono GoDogGo. Nie ma tu w sumie żadnego hightechu, ot technologia rodem z kortu tenisowego. Urządzenie wyrzuca w powietrze piłeczki. Wystarczy, że ustawimy jak daleko ma wylatywać piłka, tak by np. nie znalazła się z płotem i w końcu można poczytać gazetę – pies sam się będzie bawił. Jest tylko jeden warunek: musi nauczyć się przynosić i wrzucać z powrotem piłkę do miski.