Apple to religia. Na czym polega kult nadgryzionego jabłka?

20 lutego 2018, Andrzej Pająk

Technologia

Trudno chyba znaleźć bardziej rozpoznawalną firmę niż Apple’e. Symbol jabłka towarzyszy jej od 1977 roku i jest przedmiotem kultu wśród jego wyznawców. Specjaliści doszukują się w tym czegoś więcej niż tylko oznak zwykłego przywiązania do marki i traktują Apple jak religię.

Czy tak jest w istocie? Niektórzy pierwszego związku z religią doszukują się już w samym logo. Nadgryzione jabłko przecież nieodmiennie kojarzy się z grzeszną Ewą, która poddała się pożądaniu nieznanego i zgrzeszyła. Może właśnie tego pożądania nowej technologii chcieli twórcy Apple’a? Prawda jest bardziej prozaiczna: rajski owoc pojawił się w pierwszym logo firmy zaprojektowanym przez Ronalda Wayne’a, tuż nad głową Issaca Newtona. To, że do dziś jest ono nadgryzione oczywiście nie jest przypadkiem. Twórca kolejnego jabłka, Rob Janoff, specjalnie dorobił „ugryzienie”, żeby łatwo dało się je odróżnić od… pomidora. Nie bez znaczenia była też gra słów to bite / byte, w której gryźć brzmi tak samo jak bardzo technologicznie nacechowany bajt.

alt kult apple

Apple oczyma jezuity

I gdzie ta religia skoro nie ma jej w logotypie? Jezuita Sam Sawyer – trudno sobie wyobrazić lepsze źródło dla takiej wiedzy – na łamach America magazine The Jesuit Review wymienia całą listę cech, które potwierdzającą tezę, że Apple można traktować jako formę kultu religijnego.

Katedrami w tym świecie mają być sklepy Apple’a. Najważniejszym świętem w  „kalendarzu liturgicznym” ma być coroczna konferencja Worldwide Developers Conference, na której od lat mają miejsce najważniejsze premiery. Obok tego głównego misterium, Sawyer wymienia kilka innych: pomniejsze premiery produktów i wigilie spędzane w kolejkach po nowe iPhone’y. Kapłanami Apple’a mają być jego szefowie, którzy mają wiedzę tajemną – znają sekrety firmy i jej plany. Obraz dopełnia postać mesjasza, czyli Steve Jobs, który po iście pasyjnej  walce z nowotworem i swojej śmierci staje się św. Stefanem.

Cyfrowi ewangeliści

Zanim jednak jezuita mógł przeprowadzić taką analizę, musiało wydarzyć się coś wcześniej. Świat Apple’a tak na dobrą sprawę zaczął się w 1984 roku wraz z wprowadzeniem na rynek komputera Macintosh.

Reklama nawiązująca do Orwellowskiego Roku 1984, w której jako diabła ukazuje „peceta”, który zawładnął duszami ludzi. Mac będzie inny. Da wolność i zmieni świat. Apple chce zdobyć świat nie poprzez informacje o megahertzach, pojemnościach dysku czy ilości pamięci RAM, ale poprzez obietnicę lepszej, bardziej kolorowej rzeczywistości. Brzmi to jak głoszenie dobrej nowiny i tak jest w istocie.
W 1983 roku Apple zatrudniło Guy’a Kawasakiego. To właśnie ten człowiek wprowadził ideę, której nadał miano ewangelizacji użytkowników, sam na cztery lata został technologicznym ewangelistą firmy. Kawasaki wraz z innymi pracownikami i użytkownikami zaczął głosić dobrą nowinę, jaką miał być dla użytkowników Macintosh. Jak widać zrobił to bardzo skutecznie, bo dziś stanowisko Chief Evangelist spotkamy w wielu innych korporacjach, które mają nam sprzedawać, zgodnie z koncepcją Kawasakiego, marzenia.

To, że wybór tej drogi był słuszny, potwierdza po latach niespotykane chyba nigdzie indziej dewocyjne wręcz przywiązanie użytkowników do marki, jaką jest Apple.
Tutaj znów skuteczność ewangelizacji w świecie High-Tech potwierdza sam Kościół. Tym razem mowa o ewangelickim, konserwatywnym tygodniku Christ und Welt z 2011 roku. Autorzy, przy okazji omawiania zadań stawianych przed współczesnym Kościołem, wskazują na cyfrowych ewangelistów i stawiają pytanie „Czego chrześcijanie mogą nauczyć się od Steve’a Jobsa” (CHIP 03/2012).

alt kult apple

Touching is believing

Właśnie… „cult of the Mac” nie zrodziłby się, gdyby nie Jobs i jego charyzma łącząca sferę duchowości z technologiczną wizją. Brett T. Robinson w swojej książce Appletopia opisuje, że mistrz Zen Steva Jobsa, powiedział mu kiedyś, że podczas prowadzenia biznesu powinien pozostawać w ciągłym kontakcie ze swoją duchowością. I Jobs tak właśnie robił, pokazując fanom swoje kolejne produkty zarówno od strony praktycznej, ale też opowiadając towarzyszący im mit wyjątkowości, niepowtarzalności i magii. To dzięki „thing different”, „insanely great” i „one more thing” kupując produkty Apple’a mamy dotknąć choćby na chwilę absolutu: najlepszej z najlepszych w danym momencie technologii.

Wyznawcy są przekonani, że komputerom, telefonom, tabletom z nadgryzionym jabłkiem nie grozi żadne niebezpieczeństwo. Nie mają obaw, że dotknie ich jakiś problem, przeszkoda, z którą muszą borykać się użytkownicy Windowsa czy Androida. Apple po prostu działa. Od początku nie potrzeba tutaj było żadnej tajemnej wiedzy o konfiguracji, rejestrach, sterownikach. Te produkty same są magią, bo jak mówi jedno z trzech praw Arthura C. Clarke „każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii”. Użytkownicy wierzą w to i nie przeszkadza im, że ich wybory są ograniczone tylko do tego, co mogą znaleźć jedynie w katedrach Apple Store’ów.

Może chodzi tu o to, że ten kult w przeciwieństwie do wiary, działa przez doświadczanie technologii, a z religią tylko gra. Bo jak inaczej spojrzeć na pierwszą reklamę iPhone’a, w wyraźny sposób nawiązującą do św. Tomasza, który by uwierzyć musiał dotknąć ciała Jezusa. Apple mówi „iPhone. Touching is believing”.

alt kult apple

Dowód na istnienie wiary

Wyznawcy Apple’a doroczne konferencje nazywają mszami u św. Stefana. Antropolodzy (i nie tylko) widzą w Appstorach współczesne katedry, które tak jak w średniowieczu, mają być majstersztykami technologicznej myśli, gdzie prosty człowiek ma wejść i się zachwycić potęgą… No właśnie kogo? Boga? Czy talentem człowieka dotkniętego palcem Boga?

Nie odpowiem na to pytanie, bo istotne jest tutaj coś innego. Coś, co sprawia, że do takiej świątyni weszliśmy. A tym czymś ma być właśnie wiara. Badacze w tym co zbudował Jobs doszukują się religijnych aspektów, ale czy sami fanboye Apple’a wierzą? Czy zdają sobie z tego sprawę?

Pui-Yan Lam z Eastern Washington University opublikował w 2001 roku esej May the Force of the Operating System be with You: Macintosh Devotion as Implicit Religion, w którym opisuje wyniki swoich badań. Cytuje w nich jednego z pytanych przez siebie wyznawców Apple’a, który mówi: „Dla mnie Mac był najbardziej zbliżoną do religii rzeczą, z którą mogłem sobie poradzić”.

alt kult apple

To przecież tylko słowa. Można z nimi polemizować. Nie koniecznie muszą nas również przekonać obserwacje antropologa, który w zachowaniu ludzi oczekujących na premierę iPada Mini w 2012 roku widzi spotkanie jakiejś wspólnoty „religijnej odnowy”.
Ale co powiedzieć na badanie reakcji mózgu na zdjęcia produktów Apple rezonansem magnetycznym?

Doświadczenie przeprowadzone na potrzeby programu Secrets of Superbrands realizowanego przez BBC pokazało, że zdjęcia produktów Apple’a stymulują te same ośrodki mózgu, które neurolodzy wiążą z przekonaniami religijnymi…

Religia czy nie? Postawię tutaj kropkę, wciskając Enter na wysłużonej klawiaturze swojego MacBooka.

alt kult apple