Jakie będą taksówki przyszłości

26 grudnia 2017, Andrzej Pająk

Technologia

Dziś szczytem technologicznego wyrafinowania jest zamówienie taksówki w aplikacji zainstalowanej na smartfonie, gdzie kilkoma kliknięciami można przywołać naszego ulubionego kierowcę. Ma się to jednak w ciągu kilku lat zmienić i zamiast sympatycznego pana Rysia czy Kazia, tam gdzie zechcemy podjedzie samochód bez kierowcy albo… przyleci po nas dron.

Choć drogi na całym świecie jeszcze dobrze się nie zapełniły samochodami hybrydowymi czy elektrycznymi, to już firmy motoryzacyjne, ikony postępu technologicznego, takie jak Google, Intel czy Uber, ale też i mniej znane startupy pracują nad taksówkami autonomicznymi.

Automatycznie, ale jeszcze z kierowcą

Już rok temu na terenie Pittsburgh’a Uber rozpoczął pierwsze testy autonomicznych taksówek. Wciąż jednak nie oznacza to, że można zamówić tam samochód bez kierowcy. Szczęśliwcy, którzy korzystając z aplikacji Ubera zostali wylosowani do eksperymentalnych kursów,  wchodzili do samochodu, w którym oprócz niespotykanych wcześniej ekranów we wnętrzu pojazdu i dziwnych urządzeń na jego dachu (LIDAR-ów, kamer i innych), spotykali również pana kierowcę. Był to „ pan inżynier, którego rola miała ograniczać się do czuwania nad przebiegiem eksperymentu i ewentualnego wprowadzania drobnych poprawek w razie pojawienia się jakichkolwiek problemów.

Mimo jego obecności, pasażerowie mieli korzystać z taksówki tak jakby go w niej nie było, czyli zamiast zagadywać go o pogodę czy wynik meczu, mieli pytać o to… samochód. Jako, że nigdy nie miałem okazji jechać takim samochodem, nie wiem jak czuli się pasażerowie takiej taksówki. Chyba dziwnie… Z panem inżynierem nie można było porozmawiać, a samochód który sam teoretycznie jechał, wydawał się być prowadzony przez człowieka, bo na kierownicy musiały znajdować się ręce człowieka.

Podobnie dzieje się w znacznie większym projekcie Cruise Anywhere, który jest dziełem kalifornijskiego startupu Cruise. Testowe taksówki na razie co prawda wożą po San Fracisko tylko pracowników własnej firmy, ale ich liczba do końca roku ma przekroczyć ponad setkę. To już nie jednostkowy test, a jak widać całkiem poważne przedsięwzięcie. Niestety wciąż z kierowcą-inżynierem na pokładzie. Jak twierdzą przedstawiciele firmy, jego obecność właściwie jest już zbędna, ale wymaga tego amerykańskie prawo.

Jak widać autonomiczne taksówki testują w wielu miejscach, ale tylko w Singapurze taka usługa wyszła poza testy i jest dostępna publicznie. Tak przynajmniej twierdzi firma nuTonomy, która jak na razie oferuje tylko sześć małych autonomicznych samochodów. Na razie jeżdżą tylko po niewielkiej, bo mającej ok. 6,7 km2  bogatej dzielnicy biznesowej i mają ściśle określone strefy, gdzie można wsiąść i wysiąść z taksówki.

Na razie 6 czy 12 samochodów, jakie mają finalnie jeździć na początku 2018 roku, to kropla w morzu tak wielkiej aglomeracji. Ale od czegoś trzeba zacząć. Doug Parker, dyrektor naczelny NuTonomy powiedział Bloombergowi, że według niego autonomiczne taksówki mogą zmniejszyć liczbę samochodów na drogach Singapuru z 900 000 do 300 000. Jak widać jest o co walczyć.

Autonomiczny autobus jest lepszy niż taksówka!

W Greenwich przyszłość taksówek widzą jeszcze inaczej i chcą udostępnić mieszkańcom autonomiczne… no właściwie, co? Nie wiem, jak nazwać te przewożące po pięć osób pojazdy. Są zbyt małe by pisać o nich jak o autobusach, przypominają wagoniki, ale nie jeżdżą po szynach. Projekt GATEway (Greenwich Automated Transport Environment) wykorzystuje komputerowo sterowane elektryczne „pody”, które być może widzieliście na lotniku Heatrow. W przeciwieństwie do wagoników poruszających po płycie lotniska, te które wyruszą na ulice Greenwich nie będą prowadzone po wyznaczonych torach.

Pierwsze testy, ograniczone tylko do ponad setki zaproszonych użytkowników, GATEway ma już za sobą. Tej jesieni autonomiczne pody mają już wozić każdego chętnego bez wyjątków. Zasięg „wagoników”, jak na razie ograniczony będzie do 2 kilometrowej trasy, która łączy cztery najważniejsze punkty półwyspu.

Warto zwrócić uwagę, że w odróżnieniu do wcześniej opisywanych przeze mnie taksówek, w tym pojeździe nie dopatrzymy się kierownicy, ale… wciąż spotkamy osobę, która w razie czego ma spowolnić lub unieruchomić poruszającego się z maksymalną prędkością 15 km/h poda.

Kto powiedział, że musimy tylko jechać po ulicy

Właśnie… przecież wcale nie musimy poruszać się po powierzchni ziemi. W Dubaju w ciągu tego roku odbyły się już co najmniej dwa test podniebnych taksówek, latających bez pilota. Zjednoczone emiraty Arabskie to bardzo bogaty kraj, ale korki w stolicy dotykają każdego. Stąd pomysł tamtejszego Ministerstwa Transportu (RTA) na przeniesienie części tego ruchu w przestrzeń powietrzną.

Jako taksówki maja posłużyć pojazdy, będące w istocie autonomicznie poruszającymi się dronami. Testowany na początku tego roku chiński projekt EHang 184 może lecieć z prędkością 100 km/h na wysokości 300 metrów przez 30 minut. Jedyne co musi zrobić pasażer tego jednoosobowego drona, to wybrać miejsce docelowe, do którego ma go zawieść latająca taksówka.

Podobne parametry oferuje dwuosobowy niemiecki , 18-wirnikowy Volocopter, który był sprawdzany we wrześniu. Choć przedstawiciele RTA zakładają, że podniebne taksówki będą podstawą transportu publicznego w Dubaju, to ze względów prawnych i potrzeby ustanowienia odpowiednich procedur bezpieczeństwa, nie nastąpi to wcześniej niż za pięć lat.

Strach, nie tylko przed lataniem

Według raportu American Automobile Association, aż 75 procent Amerykanów boi się jeździć samochodem autonomicznym. Tego strachu niestety nie niweluje świadomość, że pojazdy sterowane przez sztuczną inteligencję popełniają mniej błędów niż ludzie. Dlatego wszystkie jazdy próbne są nie tylko testem technologii, ale też okazją do poznania obaw pasażerów i również zapoznawania ich z samojezdnymi samochodami.

Sam poważnie się zastanawiam czy wsiadłbym do takiej podniebnej taksówki, choć wiem, że wyposażona jest w zapasowe akumulatory, a nawet spadochron, który ma opuścić ją na ziemie w razie awarii.