Na czym czytać e-booki

29 listopada 2017, Andrzej Pająk

Technologia

Lubicie czytać książki? Trafiają się Wam 700-stronicowe cegły, które ciężko się czyta w autobusie czy na plaży? Jeśli tak, to może czas pomyśleć o przestawieniu się na cyfrowy czytnik, a może tablet. Podpowiadamy co i dlaczego powinniście wybrać.

  • Czytniki e-booków mogą działać nawet 4-6 tygodni bez ładowania
  • Świetnie sprawdzają się na plaży w pełnym słońcu
  • Tablet za to jest uniwersalny, zrobimy na nim setki rzeczy, łącznie z czytaniem książek. Niestety jest cięższy i wymaga częstego ładowania
  • Telefon może nam czytać na głos, np. w samochodzie czy zatłoczonym autobusie

Boom na mogące pomieścić setki cyfrowych książek czytniki rozpoczął się równo dziesięć lat temu, kiedy 17 listopada miał swoją premierę pierwszy Amazon Kindle. Wtedy cały zapas magazynowy tych urządzeń wyprzedał się w zaledwie pięć i pół godziny. To co było w pomyśle Amazon rewolucyjne, to nie tyle sam czytnik, bo pierwszego e-papierowego readera zrobiło Sony w 2004 roku – ale wbudowana w niego księgarnia e-booków.  Oraz zupełnie nowatorska forma dystrybucji treści. W Kindle’u pojawiła się  możliwość bezprzewodowego dodawania książek czy pobierania najnowszych wydań czasopism zarówno po WiFi, ale też i większości modeli za darmo po 3G.

To jednak historia. Czy dziś, ktoś kto jest molem książkowym i chce zacząć czytać ich cyfrowe wydania, powinien sięgnąć po Kindla? A może powinien to być inny model czytnika albo znacznie bardziej wszechstronny tablet?

E-papier w akcji

Od strony technicznej tym co sprawiło, że czytniki e-booków stały się tak popularne był i jest e-papier. Ten nietypowy ekran ma dwie charakterystyczne cechy: wygląda prawie tak samo jak kartka w książce i tak jak ona nie potrzebuje prądu do pokazywania treści. To nie pomyłka, bo e-papier pobiera energię tylko podczas zmiany wirtualnej kartki. Kiedy już ją pokaże zużycie prądu spada prawie do zera. Dlatego e-czytniki można ładować raz na miesiąc czy nawet jeszcze rzadziej.

Na tym nie koniec, bo e-papier z papierem łączy nie tylko nazwa, ale też sposób w jaki obydwa wyświetlają to, co zapisano na ich kartkach. W przeciwieństwie do smartfonów i tabletów, które mają podświetlane od spodu ekrany, obydwa „papiery” odbijają światło. Wiąże się to z ich jedną wielką zaletą i jedną (niewielką) wadą: nie ma nic lepszego niż papier czy e-papier, kiedy chcemy czytać w pełnym słońcu. Tutaj nawet najjaśniejsze ekrany tabletów się nie sprawdzą. To co jest plusem w dzień, staje się jednak minusem w nocy. Tradycyjnej książki wieczorem nie poczytamy bez dodatkowego źródła światła. Do niedawna tak samo było z e-papierem, ale na szczęście to się zmieniło i coraz więcej czytników (niestety nie będą to raczej najtańsze modele) ma wbudowane doświetlanie ekranu, które rozwiązuje ten problem.

Choć rynek czytników jest dość spory, to urządzenia różnych producentów łączy wiele cech wspólnych. Większość e-readerów ma 6-calowy ekran (12×9 cm), którego wielkość idealnie sprawdza się do czytania wielkiej i tej mniejszej literatury. Zdecydowanie gorzej wypada jeśli będziemy chcieli pooglądać komiksy, które zapisane są formie plików PDF i mają po 2 czy 3 kolumny.

Kolejny punkt wspólny to wykorzystywany przez producentów ten sam e-papier. Na dziś najlepsze rezultaty oferują ekrany Carta firmy eInk, które znajdziemy w takich urządzeniach jak: Kindle Paperwhite 3 (99,99 EUR), Voyage (189,99 EUR), Oasis (229,99 EUR), inkBook Prime (569 zł) i PocketBook Touch Lux 3 (450 zł). Starsze modele czytników wyposażone są w nieco gorszy ekran eInk Pearl lub ekrany innych firm, które jednak sugerowałbym pominąć.

Pozostaje jeszcze kwestia rozdzielczości ekranu. Kindle w większości modeli (poza najtańszym) oferuje ekran w wersji HD, który ma gęstość 300 ppi czyli tyle ile przyjęło się, że ma zwykły papier. U konkurencji jest odwrotnie. Większość urządzeń ma słabszy ekran, o gęstości 212 ppi, a jeden z modeli dostępny jest w wersji HD.

Czy to jest istotna różnica? I tak i nie, zwłaszcza jeśli popatrzycie na ceny zakupu. Jeśli szukacie taniego czytnika do 300 zł to traficie na ekran „zwykły” Pearl i brak podświetlania, ale jeśli możecie wydać już 400-500 zł to macie już w czym wybierać.

Trudno opisać wszelkie niuanse związane z e-czytnikami. Dlatego odsyłam Was na moim zdaniem najbardziej fachową polską stronę, gdzie rozwiejecie swoje wątpliwości, czyli do Świata Czytników, pod tym linkiem zawsze znajdziecie zestawienie aktualnych modeli.

Warto wiedzieć, że jeśli zdecydujecie się na Kindla to najlepiej jest go kupić w Amazon.de, gdzie obowiązuje darmowa wysyłka do Polski i dobre ceny. PocketBooki i inkBooki, czyli kolejne dwie najbardziej popularne (wg badania platformy Virtualo) marki e-readerów w naszym kraju, kupicie właściwie wszędzie.

Podsumowując zalety e-papieru to:

  • czas pracy sięgający nawet 6 tygodni bez potrzeby ładowania,
  • gabaryty, czyli niewielka grubość, wielkość i „piórkowa” waga na poziomie 130-230 gramów
  • brak problemów z czytaniem w pełnym słońcu
  • brak rozpraszających i odrywających od lektury aplikacji, takich jak np. Facebook
  • cena zakupu

Wady:

  • konieczność korzystania ze sztucznego światła w przypadku tańszych modeli bez podświetlania ekranu.
  • nie są najlepsze do przeglądania całostronicowych komiksów i dokumentów PDF

Tablet może więcej

E-readery to nie tylko urządzenia do czytania książek. Poza swoją podstawową funkcją oferują dostęp do Wikipedii, słownika czy przeglądarki internetowej. Pozwalają też słuchać muzyki, a w przypadku, bazujących na Androidzie inkBooków, umożliwiają nawet instalowanie wybranych aplikacji. Jednak to wszystko mało w porównaniu z tym co może tablet. Jest w tym jego siła, ale też i słabość.

Muszę się przyznać, że parę lat temu sam przesiadałem się z Kindla właśnie na 7-calowy tablet i taki stan trwa do dziś. Głównym powodem było to, że przeglądam bardzo dużo dokumentów zapisanych w plikach PDF, które na czytnikach po prostu źle wyglądają. Często też wymagają kolorów, których nie oddają poziomy szarości e-papieru. Tablet daje mi również możliwość błyskawicznego przejścia od książki do przeglądania poczty czy sprawdzenia co nowego wydarzyło się na Facebooku, nie mówiąc o zagraniu partyjki w jakaś grę. Gdybym używał czytnika, pewnie odkładałbym go i sięgał po telefon, tak korzystam z jednego urządzenia.

Ta uniwersalność wiąże się jednak z większą wagą tabletu w porównaniu z e-readerem. Weźmy najnowszego np. iPada mini. Jego 8-calowy ekran retina oferuje lepszą gęstość ekranu (326 ppi) od wyświetlaczy eInk HD, ale samo urządzenie waży już ok. 300 gramów. Samsung Galaxy Tab S2 (8-cali, 264 ppi), z kolei waży mniej, bo 262 gramy, ale to wciąż znacznie więcej niż czytniki. Wydaje się, że 100 gramów to niewiele. Zapewniam was, że bardzo szybko dostrzeglibyście różnicę, kiedy musieliście potrzymać w dłoni przez kilka rozdziałów czytnik a potem tablet.

Największą przeszkodą w używaniu tabletów jako czytników jest jego ekran. Jak wcześniej wspomniałem, nawet jeśli będzie najdoskonalszy jakościowo, to wciąż będzie nam świecił w oczy. To może przeszkadzać, bo zamiast pod koniec dnia odpoczywać i uciekać od wpatrywania się z bliska w ekran LCD/OLED to znów będziemy po niego sięgać.

Jeśli się na to decydujemy pamiętajmy przynajmniej o korzystaniu z filtrów eliminujących niebieskie światło, które źle wpływa na nasz organizm i wybierzmy najlżejszy tablet na jaki nas stać.

Zalety:

  • uniwersalność
  • obsługa wszelkich możliwych formatów e-booków
  • łatwy dostęp do aplikacji wszystkich dostawców cyfrowych książek
  • świetne wyświetlanie komiksów, PDF-ów
  • kolory

Wady:

  • waga
  • czas pracy na baterii
  • męczący oczy ekran
  • koszt zakupu

Telefon też może mieć sens

Na zakończenie wspomnę jeszcze o telefonie. Jego zalety sprawdzają się do tego samego zestawu zalet, jakim podałem wyżej. Po stronie wad należałoby jednak dodać „za mały ekran”. Skoro tak, to dlaczego o nim wspominam? Powodów jest kilka.

Pierwszy to taki, że dzięki synchronizacji w chmurze nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zacząć książkę w domu na czytniku, a w zatłoczonym autobusie kontynuować lekturę na smartfonie. Nie jest to może szczyt ergonomii, ale warto mieć świadomość, że telefon może uzupełniać tablet czy Kindle’a, np. dzięki aplikacji Amazon Kindle.

Telefon to także możliwość dostępu do audiobooków, z których mogą korzystać użytkownicy takich wypożyczalni e-książek, jak np. Legimi. Dla mnie właśnie głośne czytanie to powód użytkowania z telefonu tam gdzie nie można skorzystać z tabletu czy readera. Na przykład, kiedy tylko wchodzę do samochodu mój zestaw głośnomówiący od razu łączy się ze smartfonem i kontynuuje czytanie książki, którą wcześniej czytałem na tablecie. Tu z pomocą przychodzi mi aplikacja Moon+ Reader i syntezator mowy Iwona (Android). Takie rozwiązanie pozwala też zabrać lekturę na zakupy. Wystarczy mieć tylko słuchawki w uszach.

Na koniec podam wam miejsca, gdzie warto zaglądać, gdybyście szukali polskojęzycznych wydań cyfrowych. Są to porównywarki cen takie, jak Upolujebooka.pl, Bookto.pl czy podobna witryna prowadzona przez wspomniany wcześniej Świat Czytników. Udanych e-łowów.