Dron na wakacje, czyli jak zrobić jeszcze lepsze selfie

12 czerwca 2018, Andrzej Pająk

Technologia

Marzysz, by wzbić się w powietrze, oglądać świat z wysoka, ale tak się złożyło, że nie zostałeś pilotem ani paralotniarzem. Nic straconego, zawsze możesz kupić sobie drona i dzięki niemu poczuć dreszczyk emocji. Zresztą zdalnie sterowane statki powietrzne to nie tylko frajda z samego latania, ale też sposób na robienie niepowtarzalnych selfie i kręcenia zapierających dech w piersiach filmów z wakacji. Piszemy o tym, jak wybrać dobrego drona i jak latać bezpiecznie.

Jeśli wpiszecie w porównywarkę cen hasło „dron” to pewnie złapiecie się za głowę, kiedy zobaczycie liczbę dostępnych ofert. Dlatego na potrzeby tego tekstu ograniczyłem się do quadcopterów, które sprawdzą się w robieniu selfie i oczywiście pozwolą wam poczuć się jak pilot siedzący za sterami. Mamy nadzieję, że po lekturze będziecie już wiedzieć jak wybrać dobrego drona odpowiednio do swoich potzreb.

Prostota kontra inteligencja

Pierwsza porada jakiej można udzielić komuś, kto zamarzył o dronie brzmi: zacznij od miniwirnikowca za 50-100 zł. Na takim statku nauczysz się latać, choć będzie to bardziej wymagające niż byłaby nauka na drogim sprzęcie. Prosty quadcopter będzie jak samochód bez wspomagania kierownicy, czyli będzie pozbawiony systemu stabilizacji lotu i innych ułatwień, ale o to właśnie chodzi.

Kiedy zasmakujecie w lataniu i odważycie się latać szybko, wcześniej czy później nastąpi jakaś kraksa. Uwierzcie, że wiem co piszę. Jeśli macie się uczyć na własnych błędach, to lepiej by kosztowały one 50 zł, a nie 3000 zł.

Wakacyjny dron to sprzęt, który nie tylko lata, ale filmuje, robi zdjęcia i to łącznie z selfie. Oznacza to, że musi mieć kamerę i to taką, która prześle drogą radiową obraz na smartfona, żebyśmy mogli zobaczyć to co filmujemy. To wymóg, do którego trzeba dodać jeszcze próg jakości 720p. Dziś kręcenie filmów w niższej rozdzielczości nie ma moim zdaniem sensu. Powinniśmy celować w kamery FullHD lub 4K.

Do robienia selfie w wersji minimum potrzebujemy jeszcze jednej funkcji: możliwości zawiśnięcia drona w powietrzu po to, by się spokojnie można było ustawić i zwolnić migawkę.

Twoja twarz może wyglądać znajomo

Ale prawdziwy dron do selfiaków powinien być znacznie bardziej inteligentny i sam robić nam zdjęcia, dzięki wykorzystaniu funkcji rozpoznawania twarzy i postaci. Powinien również być wyposażony w liczne tryby automatycznego filmowania niczym z kinowych hitów. Wystarczy, że na ekranie smartfona wskażemy obiekt, a dron zacznie go śledzić nawet kiedy będzie się on znajdował w ruchu. Może też latać wokół nas po kole, spirali czy odlecieć cały czas trzymając nas w kadrze.

Inteligencja to też systemy zapewniające bezpieczeństwo, takie jak omijanie napotkanych przeszkód, automatyczny powrót do miejsca startu w razie utraty sygnału, awarii telefonu albo zanim wyczerpie się bateria. To dzięki takim systemom można poczuć się bezpiecznie np. odlatując kilkaset metrów od brzegu morza czy lecąc w kierunku drzew.

Inne bajery

Za jakość materiału zdjęciowego odpowiada też gibal, czyli żyroskopowy system stabilizacji obrazu. Bez względu na to czy dron będzie się przechylał podczas lotu raz w lewo, raz w prawo, gibal cały czas utrzyma poziomy kadr. Zatem i tego typu rozwiązanie powinno znaleźć się w specyfikacji technicznej dobrego wakacyjnego wirnikowca.

Jeszcze jedno: większością wideo-dronów można sterować za pomocą smartfona, ale prawdziwą przyjemność i precyzję sterowania daje tzw. aparatura sterująca. To dzięki niej możliwe jest wzbicie się nawet na 500 metrów w górę i oddalenie się od miejsca startu na kilka kilometrów.

Nie zapomnijcie też o 2-3 zapasowych bateriach, bo im tańszy dron, tym krócej lata. Te najprostsze pozwolą na 5-8 minut zabawy, najdroższe pozwolą polatać znacznie dłużej 15-25 minut.

Czym latać?  

Nie traktujcie tej listy jako jakiś test czy zamkniętą propozycję. Chcę wam tylko pokazać kilka dornów, które mają bardzo różne ceny, ale wszystkie zrobią wam selfiaka.

JJRC Elfie (ok. 120-150 zł)

Świetny dron do rozpoczęcia przygody z lataniem. Nie ma co prawda gimbala, ale jego kamerę można przed lotem ręcznie pochylić. Jedna bateria starcza mu na około 6-7 minut lotu. Nie ma GPS-a, sensorów zapewniających bezpieczeństwo, ale potrafi nas w bardzo prosty sposób śledzić.

AEE AirSelfie (ok. 1350 zł)

To również bardzo prosty dron, który wygrywa tym, że można schować go do kieszeni i zawsze mieć przy sobie. Waży tylko 80  gramów i ma wbudowany system stabilizacji lotu. Do robienia selfie wystarczy telefon i jedna ręka. AirSelfie trzeba będzie naładować już po 5 minutach, co znaczy, że to rzeczywiście podręczny dron do robienia szybkich fotek, a nie latania.

Zerotech Dobby Mini (ok. 1200 zł)

Mały, składany, wyposażony w GPS i czujniki, pozwalające na bezpieczne loty w pomieszczeniach. Umożliwia też lądowanie na dłoni pilota, śledzi obiekty. Nie korzysta z aparatury, nie ma gimbala, ale może być sterowany np. głosem. Waży 200 gramów i na jednej baterii lata 7-9 minut.

Hover Camera (od ok. 1800 zł)

Bardzo ciekawy dron, który składa się do małej książeczki. Jest tak skonstruowany, że jego śmigła nie powinny nikomu zrobić krzywdy. Można go sterować gestami, a na liście funkcji znajdziecie też śledzenie postaci i kilka trybów autonomicznego filmowania. Hoover ma nawet wbudowaną lampę, która przyda się do robienia selfie. Brakuje mu gimbala, aparatury i choć potrafi kręcić wideo w 4K to robi to bez stabilizacji, więc realnie musimy korzystać z trybu Full HD. Lata do ok. 9 minut na jednej baterii.

Yuneec Breeze (od ok. 1000 zł z aparaturą)

Pierwszy poważny dron, który wygrywa ceną. 12-14 minut lotu i dwie baterie w zestawie to już całkiem sporo latania. Breez nie jest zbyt szybki (5 m/s), co sprawia, że jest dobry dla początkujących. Wbudowana kamera 4K może być pochylana, ale brak jej dającego dobrą stabilizację gimbala.

DJI Spark (od ok. 1800 zł z aparaturą)

Chyba śmiało można powiedzieć, że na ten moment to król wśród małych dronów. Waży 300 gramów, lata z prędkością do 50 km/h, a jedna bateria wystarczy mu na 16 minut lotu. Ma wbudowane czujniki, które zatrzymają go przed przeszkodą, a procedura Return to Home bez naszej pomocy pozwoli mu wrócić do miejsca startu nawet po 2 km lotu. Waży 300 gramów i mieści się w niewielkiej torbie transportowej wraz z 2 zapasowymi bateriami.

DJI Mavic Air (od ok.  3400 zł)

Potrafi to wszystko co Spark i jeszcze więcej. Po rozłożeniu jest tylko nieznacznie od niego większy, nagrywa filmy w 4K, a trzyosiowy gimbal dba o ich stabilizację (w Spark ma tylko dwie osie). Lata szybciej, wyżej i przede wszystkim dłużej. Na jednej baterii polata nawet ok. 21 minut, a nad jego bezpieczeństwem będą czuwać już nie tylko czujniki przeszkód z przodu, ale i z tyłu. Jedyny problem w tym, że trzeba za niego dać 2x więcej niż za młodszego brata.

Oby nie z głową w chmurach

Latanie w chmurach to wielka przyjemność, ale nawet sterując dronem trzeba to robić z głową (byle nie w chmurach…). Musicie pamiętać, że quadcopter-zabawka, która nie odleci od was dalej niż na10-15 metrów może już być niebezpieczna, jeśli znajdzie się w rękach niedoświadczonego operatora, np. dziecka. Jego bardzo szybko wirujące śmigła mogą pociąć skórę. Im bardziej zaawansowane konstrukcje tym większa spoczywa na was odpowiedzialność.

Drony mimo różnorodnych systemów zabezpieczeń spadają z nieba i się rozbijają. To nie horror-story, ale fakty. Dron rekreacyjny, ważący 300 gramów i pędzący w powietrzu z prędkością 50 km/h to już nie przelewki. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Urząd Lotnictwa Cywilnego i każdego bezzałogowca traktuje jako statek powietrzny, którego obowiązuje prawo lotnicze.

Zasady bezpieczeństwa

Drony o masie do 600 gramów traktowane są w prawie lotniczym, najbardziej ulgowo, ale nie oznacza to, że możemy latać gdzie chcemy, kiedy chcemy i jak chcemy. Jeżeli nie posiadamy stosownych uprawnień to bezwzględnie musimy trzymać się następujących, określonych przepisami, zasad.

#1 Bez względu na masę zawsze musimy mieć drona w zasięgu wzroku.

#2 Dronami nie możemy latać w pobliżu lotnisk. W przypadku małego bezzałogowca do 600 gramów obowiązuje nas zachowanie odległości 1 km od ogrodzenia lotniska i nieprzekraczanie maksymalnej wysokości 30 m lub wysokości najwyższej przeszkody, takiej jak drzewa lub obiekty budowlane znajdujące się w promieniu do 100 m od operatora. Pamiętajcie też, by nie latać obok przyszpitalnych lądowisk dla śmigłowców Lotniczego Pogotowia Lotniczego.

#3 W odległości powyżej 6 km od lotniska można latać do 100 metrów nad terenem. Od 150 metrów zaczyna się przestrzeń, w której latają już samoloty!

#4 Żadnymi dronami nie możemy latać (bez uzyskanej wcześniej zgodny) nad parkami narodowymi, portami morskimi, lotniczymi, bankami, rurociągami, liniami energetycznymi, śluzami, zaporami, muzeami, archiwami państwowymi, by wymienić tylko część z nich.

#5 Na mapie Polski są też strefy, których nie widać, a gdzie latać nie wolno. Takim miejscem jest np. centrum Warszawy, gdzie znajduje się ROL48 (Rejony Ograniczeń Lotów), czyli tzw. strefa Służby Ochrony Państwa, kiedyś BOR.

Bardzo dokładnie, ale też i przystępnie o tym gdzie można latać przeczytacie na portalu światdronów.pl. A wiedzę w pigułce powinniście wynieść po obejrzeniu filmu edukacyjnego przygotowanego przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej i Urząd Lotnictwa Cywilnego.

Najlepiej skorzystać z aplikacji DroneRadar, w której sprawdzimy czy w miejscu w którym się znajdujemy możemy w danej chwili latać, nie narażając się na karę nawet do 5 lat pozbawienia wolności. W tym programie możemy też zgłaszać swoje loty, by wiedzieli o nich inni użytkownicy, w tym kontrola ruchu lotniczego nad Polską.

Jeśli chcesz polepszyć jakość swoich selfie, jednak niekoniecznie z użyciem drona, sprawdź jak robić lepsze foty smartfonem. Pisaliśmy o tym niedawno.

Na koniec życzę wam tylu udanych startów ilu lądowań i pamiętajcie: żaden pilot nie zrobi sobie selfi samolotem, a operator drona jak najbardziej! 😉