W góry czy nad morze? Kilka niezbędnych gadżetów na lato

25 czerwca 2018, Andrzej Pająk

Technologia

Sezon urlopowy już rozpoczęty. Za chwilę wyruszycie by wypoczywać na plażach, zwiedzać urokliwe miasta i chłonąć widoki z górskich szlaków. Każda taka podróż będzie miała inny charakter, ale na żadnej z nich nie powinno zabraknąć kilku technogadżetów, które nie wiadomo kiedy mogą wam się przydać. Oto nasza lista niezbędnych gadżetów na lato!

Powerbank

W wakacje nigdzie nie ruszam się bez przenośnego banku energii, głównie dlatego, że więcej czasu spędzam poza domem. Choć dobrze by było, żeby podczas urlopu oderwać się od wpatrywania w ekran smartfona, to bywają sytuacje kiedy zagląda się do niego częściej niż zazwyczaj.

Dzieje się tak np. podczas zwiedzania obcego miasta, gdy co chwilę zerkamy na mapę i sprawdzamy informacje na temat mijanych zabytków. Pobyt w górach czy nad morzem ma z kolei to do siebie, że bardzo często znajdujemy się w rejonie o gorszym pokryciu sygnałem sieci GSM. W efekcie tego telefon może często gubić i odnajdywać sygnał. Takie przełączanie przypomina trochę włączanie i gaszenie silnika samochodu, kiedy lepiej nie patrzeć na wskaźnik chwilowego zużycia paliwa.

Dlatego by wam nie zabrakło paliwa w telefonie powinniście zawsze mieć przy sobie lekki, ale bardzo pojemny powerbank. 6000-10000 mAh i wyjście USB dające napięcie 5 V / 2 A to niezbędne minimum. Takie parametry pozwolą stosunkowo szybko naładować 2-3 krotnie każdego smartfona.

Nie będę pisał jaki bank energii macie kupić, ale na jeden chcę zwrócić uwagę. Urządzenie nazywa się Juno Power Jumper i nominalnie jest powerbankiem 6000 mAh/2,1 A, ale można go również przełączyć w tryb „monstrum”. Małe urządzenie zamieni się wtedy na chwilę w potężny źródło o napięciu 12 V i prądzie 300 A. Tyle już wystarczy by odpalić samochód, w którym padł akumulator (przewody rozruchowe znajdziecie w zestawie).

Wodoodporna obudowa

Co prawda coraz więcej telefonów jest już wodoodpornych, ale w praktyce przekłada się to najczęściej na dopuszczenie przez producenta użytkowania urządzenia na głębokości do 1 metra nie dłużej niż przez 30 minut. Te parametry określa norma IP67, która mówi, że urządzenie ma ochronę pyłoszczelną (IP6x) i może być na krótko zanurzane w wodzie (IPx7).

Na wakacjach to zdecydowanie za mało. Takie zanurzenie nie jest wystarczające ani przy nurkowaniu z fajką, ani też nic nie pomoże, jak telefon wpadnie do wody kilkanaście metrów od brzegu czy podczas spływu kajakowego.

Musicie szukać obudowy, która spełnia normę IP-68 albo IPX8 (tylko ochrona przed wodą). Obydwie informują, że urządzenie jest odporne na zanurzenie permanentne (cyfra 8). Zauważcie, że nie ma tutaj mowy o głębokości zanurzenia. Tę określa producent obudowy i najczęściej jest to 10 metrów.

Kieszonkowy magazyn danych

Telefon, dron, aparat. Każdy z tych sprzętów podczas urlopu będzie robił setki zdjęć i zapisywał gigabajty filmów. Dla waszej wygody i bezpieczeństwa najlepiej byłoby, gdyby pod koniec każdego upalnego dnia zgrać te cenne materiały na zewnętrzny dysk. By to zrobić prosto i bez konieczności zabierania na wczasy komputera, powinniście pomyśleć nie tylko o klasycznym dysku zewnętrznym, ale o przenośnym serwerze plików z własną siecią Wi-Fi.

Przykładem może być dysk My Passport Wireless Pro firmy WD, który mieści w zależności od wersji od 1 do 4 TB danych i obsługuje łączność w bardzo szybkim standardzie 802.11ac. Bateria starcza mu na 10 godzin pracy, a sieć umożliwia płynne strumieniowanie nie tylko nagrań z telefonu, ale też filmów, które umilą wieczór. Do tego dochodzi jeszcze zintegrowany czytnik kart SD 3.0.

Alternatywą dla WD może być sprytny powerbank MobileLite Wireless Pro. Z jednej strony to akumulator o pojemności 6700 mAh, z drugiej sieciowy dysk (Wi-Fi AC) z wbudowanymi 64-gigabjatami pamięci, które można rozszerzyć stosując kartę SD lub podłączając do niego pamięć czy dysk na USB. Rodzicom podpowiem, że to dobry patent na bank energii dla „dużych” i bibliotekę filmów dla „małych”, które można im puścić podczas podróży samochodem.

I jeszcze jedno: Kingstona można podłączyć do Sieci kablem Ethernet i wtedy zamieni się w mobilny ruter. W niektórych hotelach takie rozwiązanie może uratować rodzinie wieczór.

Mobilny punkt dostępowy

W chwili obecnej każdy pokój czy apartament, który rezerwujecie na wakacyjny pobyt, ma na liście udogodnień darmowy dostęp do sieci Wi-Fi. Na ekranie taka informacja zawsze brzmi dobrze, ale w praktyce hotelowe sieci bardzo często do niczego się nie nadają, bo są przeciążone.

W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak korzystać z własnego transferu danych, którym możemy się podzielić z rodziną czy przyjaciółmi. Możemy to zrobić korzystając z dowolnego telefonu i zamieniając go w mobilny hotspot udostępniający internet LTE poprzez sieć Wi-Fi. Wadą tego rozwiązania jest znacznie szybsze zużywanie baterii. W związku z tym telefon musi być podłączony do zasilania, co nie jest dla niego zbyt korzystne (nagrzewanie się baterii).

Podczas wakacyjnego wyjazdu zdecydowanie lepiej korzystać z małego, przenośnego rutera LTE z osobną kartą SIM. Będzie to zdrowsze dla waszych smartfonów.

Jeśli planujecie wypad na nieznane tereny, albo chcecie mieć 100-procentową pewność, że zawsze będziecie w zasięgu, to powinniście kupić Iridium Go! To również jest mobilny punkt dostępowy, ale nie bazuje on na sieci GSM, tylko na łączności satelitarnej. Działa w każdym zakątku Ziemi. Komunikacja odbywa się poprzez 66 satelitów Irydium. Niestety nie jest tanio, bo samo urządzenie kosztuje ok. 3000 zł, a minuta na karcie pre-paid kosztuje od ok. 3-4,75 zł.

Tuner telewizyjny

Dopóki nie padnie ostatnia bramka na mundialu nie powinniśmy zapominać o tunerze DVB-T podłączanym do telefonu przez microUSB. Urządzenie wielkości małej pamięci USB flash po podłączeniu anteny pozwoli nam na oglądanie wszystkich 60 bezpłatnych kanałów telewizyjnych nawet na plaży.

Jeśli nie będzie wam szkoda transferu danych, to alternatywnie można skorzystać z internetowego odpowiednika DVB-T, aplikacji WP Pilot, gdzie znajdziecie najważniejsze kanały telewizyjne.

Przenośny projektor

W letnie noce niezłym pomysłem może okazać się uruchomienie objazdowego kina na świeżym powietrzu.  Do zrealizowania tego pomysłu najlepiej skorzystać z mieszczącego się w kieszeni plecaka mikroprojektora. Takie urządzenia nie tylko są małe, ale mogą mieć wbudowany odtwarzacz multimedialny i głośnik. Pozwala to na odtwarzanie plików bez potrzeby podłączania projektora do komputera.

Jeśli byście chcieli pograć w „dużym formacie”, to wystarczy podłączyć smartfona, tablet albo komputer przez interfejs MHL (Mobile High-Definition Link).  Wbudowana bateria powinna wam starczyć na 2-5 godziny oglądania.

Ceny malutkich projektorów zaczynają się już od ok. 700 zł. Musimy tylko wziąć pod uwagę, że te najtańsze nie są zbyt jasne (ok. 50-150 lumenów) i mają stosunkowo niską rozdzielczość obrazu (WVGA 854×480 pikseli). Może to niezbyt dużo, ale podczas oglądania meczu na ekranie o przekątnej 200 cm nie powinno to wam zbytnio przeszkadzać.

Pisząc o projektorach mobilnych warto wspomnieć, że projektory można doczepić do telefonów Motorola z serii Moto Z.

Oprócz tych gadżetów na lato, w czasie wakacji, może wam się przydać w telefonie także te kilka technologii.