Jak wybrać najlepszy rower dla siebie? Mini poradnik na wiosnę

3 kwietnia 2018, Andrzej Pająk

Technologia

Kwiecień! Za oknem coraz dłuższy dzień i z tygodnia na tydzień coraz więcej słońca, czyli pogoda idealna, by pomyśleć o rowerze. Jeśli jeszcze go nie macie albo planujecie zmienić, przygotowałem dla was kilka porad jak wybrać najlepszy rower dla siebie.

Wydawałoby się, że rower to nic skomplikowanego, ot, rama, dwa koła, kierownica, siodełko, łańcuch i pedały. Niby prostota, a wybór roweru wcale do łatwych nie należy. Ograniczają nas gust, zasobność portfela i potrzeby. I to od tych ostatnich zaczniemy.

alt jak wybrać najlepszy rower

Górski, miejski, crossowy, turystyczny: czyli jaki?*

Kiedy patrzy się na ścieżki rowerowe, to można odnieść wrażenie, że albo jeździ się po nich na rowerach z miejskich wypożyczalni albo na „góralach”, czy jak kto woli MTB – rowery górskie. To właśnie takiego roweru najczęściej będziemy szukać w sklepach. Pytanie tylko czy jest to rzeczywiście najlepszy wybór?

Ja, po latach jazdy na MTB, mam mieszane uczucia. Bez wątpienia rower górski świetnie sprawdza się na bezdrożach. Pomagają mu w tym szerokie koła, „ubrane” najczęściej w opony o dość agresywnym bieżniku, które wgryzają się w ziemię. Amortyzator z przodu o skoku 100-150 mm połyka bez problemu mniejsze korzenie, tak samo jak każdy napotkany krawężnik.
Ale… mój sportowy rower wymusza bardzo pochyloną pozycję, prawie taką jak na rowerze szosowym. W mieście czy na przejażdżce z dziećmi lub znajomymi po lesie nie jest to szczyt wygody. Również szerokie koła i ich gruby bieżnik w mieście bardziej przeszkadzają (ciężej się jedzie) niż pomagają.

Czym po mieście?

Komfort w poruszaniu się po mieście dają rowery miejskie czy to tzw. holendry, cruisery czy inne dwa kółka, które mają duże, ale równocześnie wąskie 28-calowe koła i bardzo wygodną „kanapę”, czyli szerokie siodełko. Przede wszystkim rower do jazdy po mieście pozwala przyjąć wygodną dla kręgosłupa siedzącą pozycję. To bardzo ważne jeśli planujemy używać roweru jako środka transportu w drodze do pracy, bo na taki rower można wsiąść nawet bez przebierania się w sportowy strój.

Jeśli jednak drzemie w was, tak jak we mnie, dusza wędrowca, to o takim rowerze powinniście zapomnieć. Świetny w mieście, w lesie będzie miał ciężko. Kompromisem pomiędzy rowerem MTB, a środkiem do przemieszczania się po ścieżkach rowerowych jest rower trekkingowy albo crossowy. Jeden i drugi ma 28 calowe koła z wąskimi oponami, które łatwo rozpędzają się na asfalcie, ale też dadzą radę na leśnych duktach. Rower trekkingowy ma tę zaletę, że wyposażony jest w błotniki, stopkę, oświetlenie i co najważniejsze bagażnik, do którego przypniemy sakwy i zapakujemy się na kilkudniową wyprawę.

Rower crossowy to w zasadzie podobna konstrukcja, ale pozbawiona zbędnego balastu, czyli tego, co przed chwilą wymieniłem oraz wyposażona w nieco szersze opony. Bardziej agresywny bieżnik zbliża go do rowerów MTB, a przedni widelec o niewielkim skoku (50-65 mm) daje wystarczającą w lekkim terenie amortyzację.

To co napisałem o rodzajach rowerów to czubek góry lodowej, punkt wyjścia. Ważne, żebyście nie myśleli, że rower = MTB. Po przejechanych kilku górskich maratonach w Tatrach, Beskidach, Karkonoszach, do miasta i do lasu osobiście dziś wybrałbym crossówkę.

Z drugiej strony „góral” też może być uniwersalnym rowerem, jeśli poddacie go kilku modyfikacjom: zmienicie w nim opony na szybkie semi-slicki i jak najwyżej podniesiecie kierownicę (poprzez zmianę mostka, dodanie podkładek itp.), by nieco wyprostować pozycję podczas jazdy.

Nie tylko dla leniuchów: rower elektryczny

Zupełnie osobno wypada potraktować zyskującą coraz większą popularność kategorię rowerów elektrycznych. W zagorzałych rowerzystach budzą śmiech, innym kojarzą się z rowerami dla emerytów. Są też tacy, którzy twierdzą, że to w ogóle nie są rowery…
A silniki elektryczne pojawiają się w wersjach miejskich, turystycznych i coraz częściej górskich. Czy jest to rower dla leniuchów? Bynajmniej! To nie motorower. E-bike sam nie pojedzie. Silnik jedynie ułatwia nam jazdę. Im mniej pedałujemy, tym mniej nam pomaga i odwrotnie: im więcej do całego układu dodamy energii, tym więcej nam odda.

Nie znaczy to, że nagle wkroczymy w nadświetlną. Na e-bike’u nie pojedziemy co prawda szybciej niż 25 km/h, ale wspomaganie powinno nam pomóc utrzymać wyższą średnią prędkość podczas całej trasy.

Korzyści z takiego rozwiązania mogą być różnorodne. Wkładając tyle samo wysiłku, możemy szybciej dojechać do celu. Korzystając z maksymalnego trybu wspomagania, możemy włożyć garnitur, pięknie pachnieć, nie uronić ani kropli potu i w tym samym czasie co na zwykłym rowerze dojechać do pracy. W górach e-bike pomoże nam wjechać tam, gdzie normalnie musielibyśmy już wchodzić.

Dla mnie taki rower to idealne rozwiązanie nie tylko dla osób starszych, ale też nawet dla par gdzie jedno z was jest przecinakiem i chciałoby szybko śmigać po lesie, a drugiemu najzwyczajniej brakuje siły. Rower elektryczny w bardzo efektywny sposób wyrównuje w takich sytuacjach szanse.

Tyle, że nie ma nic za darmo. Elektryki kosztują ok. 30% więcej niż zwykłe rowery, są od nich znacznie cięższe i jak wam zabraknie prądu w akumulatorze, będziecie musieli własnymi nogami przemieszczać dodatkowe 8-10 kg.

Przerzutki, hamulce, amortyzatory

Z rowerami jest podobnie jak z samochodami: im wyższy model tym lepiej wyposażony rower i niestety droższy.
Pamiętam jak w momencie pojawienia się w Polsce rowerów MTB-podobnych, ich właściciele przechwalali się kto ma więcej „przerzutek”. Jeden miał 14 biegów, drugi aż 21. Więcej miało znaczyć lepiej, dziś tendencja jest zupełnie inna.
Spójrzcie na rowery górskie z wyższej półki (5000 zł i więcej). Taki rower ma tylko 11 biegów, a jego napęd składa się z jednej małej tarczy z przodu i kasety z 11 tarczami umieszczonej przy tylnym kole. Dzięki takiemu rozwiązaniu jest prościej i lżej, a każdy bieg jest efektywny i można z niego zawsze skorzystać. W napędzie 3×9, który ma teoretycznie 27 biegów, bezpiecznych jest maksymalnie 15, bo tylko te pozwalają na prowadzenie łańcucha w linii zbliżonej do prostej.

Z tego technicznego wywodu płynie następujący wniosek: jeśli nie jesteście sportowcami to liczba przerzutek i biegów nie ma znaczenia. Rowery miejskie mają tylko 3 przełożenia i tyle im wystarcza. Bardziej istotna jest jakość całego układu napędowego. Im wyższy model przerzutek, tym większa kultura pracy, tym łatwiej zmienić bieg na podjeździe, pod dużym obciążeniem czy podczas deszczu albo kiedy jedzie się w błotnistej mazi.

Zadajcie sobie teraz tylko pytanie: czy jeżdżę po górach, po błocie? czy planuję wyprawę gdzie będę jechać po 50-100 km dziennie? Jeśli odpowiedź brzmi „właściwie nie”, to najważniejsze, żeby przerzutki były dobrze ustawione, a cały napęd systematycznie i prawidłowo konserwowany.

Co jest jeszcze ważne?

Kolejne miejsce gdzie możemy dokonać wyboru to hamulce. Te szczękowe (V-brake) praktycznie nie są już spotykane, a szkoda, bo są lekkie i proste w obsłudze. Hamulce tarczowe lepiej sprawdzają się w mokrych warunkach, ale problem w tym, że w tanich rowerach za ich działanie odpowiada stalowa linka, a nie naprawdę skuteczny układ mechaniczny. Jeśli możecie wybrać szczękowe V-breaki albo cięższe mechaniczne tarczówki, to wybierzcie te pierwsze. Tym bardziej, że bardzo tanim kosztem można je „upgradować” do poziomu profesjonalnego, który kilka lat temu sprawdzał się na ciężkich górskich trasach.

Naszym następnym przystankiem jest hasło „amortyzacja”. Generalnie jestem na tak. Lubię kiedy rower buja się na muldach, płynie, delikatnie się kołysząc po kamieniach. Tyle tylko, że do miasta, do lasu nie potrzebujemy fulla (rower z przednią i tylną amortyzacją), ani też przedniego widelca ze skokiem 150 mm. W zupełności wystarczy 50-65 mm. Musimy pamiętać, że pochłanianie nierówności przez amortyzator to zaleta (odpoczywają ręce, jest bezpieczniej, kiedy wpadamy w niewielką dziurę), która jest równocześnie wadą. Minusami amortyzatora jest nie tylko większa masa, konieczność serwisowania i dobrania odpowiedniego ustawienia, ale też wpływ na efektywność jazdy. Amortyzator „buja” na podjazdach i na asfalcie, energia zamiast na prędkość zamienia się na jego wahania.

Dlatego „jestem na tak”, ale dobry amortyzator czy to mały czy duży, powinien mieć blokadę skoku, która zamieni go w sztywny widelec.

Rozmiar ma znaczenie

Kiedy już wybierzecie rodzaj roweru, model i kolor, pamiętajcie by wybrać odpowiedni dla siebie rozmiar upragnionych dwóch kółek. Robimy to albo na podstawie wzrostu, albo bazując na długości wewnętrznej strony nogi (stojąc: od stopy do kroku). Jak zmierzyć i jak ten pomiar przenieść na wielkość ramy dowiecie się na stronach producenta roweru, który przypadł wam do gustu.

To oczywiście tylko punkt wyjścia. W przypadku rowerów górskich, ale też crossowych, powinniśmy sprawdzić w jakiej odległości od kroku znajduje się górna rura ramy, gdy staniemy tuż za siodełkiem. 10 cm to niezbędne minimum, które zapewni bezpieczeństwo naszym wrażliwym częściom intymnym w razie nagłego zeskoczenia z pedałów. Im więcej podjeżdżamy, tym ta wartość powinna być większa. Ja mam więcej niż 15 cm.

Rozmiar roweru to jedno, ale każda rama charakteryzuje się indywidualną geometrią, wpływającą na to, jak rower zachowuje się podczas jazdy, jak się prowadzi itp. Jeśli chcecie więcej dowiedzieć się o tym więcej wejdźcie na stronę wrower.pl.

Wiem, że możecie czuć niedosyt, ale wybór roweru to tyle niuansów, że trudno je opisać w tak krótkim materiale. Dlatego odsyłam was do moich kolegów, którzy na ten temat wiedzą chyba wszystko. W dziale Porady magazynu bikeBoard powinniście znaleźć większość odpowiedzi na wasze pytania.

Miłej jazdy!

* Z pełną świadomością pominąłem rowery szosowe. Wychodzę z założenia, że ktoś kto je wybiera jest świadomy dlaczego to robi.