Odkurzacz autonomiczny posprząta za ciebie

11 stycznia 2018, Andrzej Pająk

Technologia

Kto z was lubi sprzątać? Wiem, że są takie osoby, ale większość z nas traktuje tę czynność jako przykry obowiązek do wykonania. Dlatego wizja, że każdego dnia po przyjściu z pracy do domu zobaczymy pięknie odkurzone podłogi, wydaje się kusząca. Tylko żeby tak się stało, musimy wynająć firmę sprzątającą albo zagonić do pracy robota sprzątającego.

Choć odkurzacze autonomiczne są na rynku już od ponad dziesięciu lat, to cały czas można powiedzieć o nich, że wciąż zdobywają rynek. Według mnie, głównym powodem takiego stanu rzeczy jest mała świadomość tego, co takie urządzenia tak naprawdę potrafią i – niestety – wciąż ich wysoka cena.

Oto robot

Roboty sprzątające najprościej można opisać jako zminiaturyzowane odkurzacze. One również na różne sposoby wciągają z podłóg  i dywanów kurz, ale w przeciwieństwie do starszych braci, robią to bez naszej pomocy.  Jest to możliwe dzięki zestawowi czujników, które pozwalają robotom omijać przeszkody, nie spadać ze schodów czy odróżniać dywany od podłóg.

Najtańsze urządzenia, kosztujące ok. 300 zł, to właściwie takie inteligentne szczotki. I to nie nawet szczotki Kasie, jakimi być może posługiwali się nasi rodzice. W najprostszym robocie znajdziemy tylko boczną szczotkę obrotową (lepiej by były dwie!), która zamiata kurz, piasek i inne zanieczyszczenia pod spód robota, skąd wciąga je układ ssący. Takie rozwiązanie nie jest niestety skuteczne w konfrontacji z dywanami.

Również autonomia tanich robotów pozostawia wiele do życzenia. Ich czujniki ograniczone są do minimum. Wykrywają najczęściej przeszkody w momencie zderzenia  z nimi i nie zawsze są wyposażone w zabezpieczenie przez zjechaniem ze schodów. Nie znajdziemy w nich również algorytmów uczących się mapy konkretnego pomieszczenia, a tylko kilka trybów pracy, takich jak ruch spiralny, w którym robot porusza się od miejsca, w którym został postawiony i sprząta do momentu jego zatrzymania. Inny tryb to trzymanie się ściany i zamiatanie samych krawędzi, co np. sprawdza się w kuchni czy przedpokoju.

Innymi słowy, w tanim robocie nie tylko musimy sami oczyścić pojemnik z kurzem, ale również sami musimy go włączyć, naładować i pokazać, gdzie ma sprzątać. Jeśli miałbym coś doradzić, to w przypadku takich urządzeń napiszę, że nie ma sensu sobie zawracać nimi głowy. Lepiej kupić elektryczną szczotkę albo bardziej współczesną wersję poczciwej Kasi.

 

Droższy znaczy lepszy

Im więcej zdecydujemy się zainwestować, tym bardziej uniwersalnego i inteligentnego możemy spodziewać się urządzenia. Jedyny problem w tym, że ceny takich robotów zaczynają się od ok. 1000-1500 zł, a kończą na prawie 5000 zł.

Pierwsza cecha, która wyróżnia bardziej zaawansowane odkurzacze autonomiczne, to znajdująca się pod jego obudową, walcowata, obracającą się szczotką, taką jaką powinniście znać z dużych odkurzaczy. To ona dopiero sprawia, że kurz wytrzepywany jest z dywanów. Ale nie jest to takie proste, bo szczotka szczotce nierówna. Może być jedna, a mogą być też dwie szczotki, z których jedna będzie silikonowa i poradzi sobie z włosami.

Droższe odkurzacze mają również więcej sensorów. Tutaj producenci sięgają po różne rozwiązania. Efektywne poruszanie się po pokoju pełnym krzeseł i innych przeszkód może być wspomagane przez czujniki ultradźwiękowe czy technologię laserową i algorytmy SLAM (Simultaneous Localization and Mapping) wykorzystywane w samochodach autonomicznych. W najdroższych modelach znajdziemy jedną lub dwie kamery, które albo widzą obraz 360° albo na podstawie widoku sufitu orientują się w terenie.

Którego robota wybrać

Nie da się niestety prosto odpowiedzieć na pytanie czy np. laser będzie lepszy od kamery. Teoretycznie, bez tej ostatniej, robotowi trudno jest pracować w pomieszczeniach większych niż 80 m2. Jednak, tak naprawdę każda metoda lokalizacji może być dobra, jeśli korzysta ona ze skutecznych algorytmów. Odpowiedzi na  pytanie co będzie lepsze, musicie szukać w testach konkretnych urządzeń (np. tutu). Od jakości nawigacji zależy z jednej strony dokładność sprzątania, a z drugiej jego czas. Robot zamiast jeździć po pokoju chaotycznie, pokonuje drogę w przemyślany sposób, bez niepotrzebnych powrotów w miejsca, które już odwiedził.

Kolejna różnica to możliwość ustawienia harmonogramu tak, żeby robot wysprzątał dom wtedy, kiedy my będziemy w pracy. Harmonogram w połączeniu z automatycznym powrotem do stacji ładującej, kiedy akumulator zaczyna zbliżać się do zera sprawia, że to urządzenie rzeczywiście jest samodzielne i zastępuje nas w pracach domowych. Tu pozwolę sobie na uwagę: jeśli wasz salon ma np. 60 m2, to nie zdziwcie się, że znajdziecie odkurzacz w połowie drogi do stacji dokującej. W tak dużych pomieszczeniach autonomiczne pozostają tylko najlepsze roboty, które mają pojemną baterię i odpowiednią inteligencję, która dobrze wyliczy moment i optymalną trasę powrotu do bazy.

Dodam jeszcze, że topowe roboty, oprócz sensorów, które odpowiadają za nawigację, mają też na wyposażeniu takie ciekawostki jak czujnik brudu, który nie pozwala mu oddalić się od zabrudzonego miejsca, dopóki go nie posprząta. Inna, przydatna cecha to funkcja zwiększania siły ssania w momencie najechania na dywan. Jeżeli macie dużo kabli leżących na podłodze to szukajcie robota, który ma zabezpieczenie przed wciąganiem np. kabli od ładowarki i potrafi się wyplątywać z przewodów.

O czym jeszcze warto wiedzieć

Wszystkie roboty są stosunkowo niskie i powinny bez problemu wjeżdżać pod łóżka czy stojące na wysokich nóżkach szafki. Jednak zanim wybierzecie robota, upewnijcie się czy nie zabraknie wam 1 cm do tego byście mieli porządnie posprzątane tam, gdzie zwykłym odkurzaczem sięgacie raz na pół roku.

Kiedy mówimy o wjeżdżaniu pod łóżka, to warto też sprawdzić czy dany model robota potrafi poradzić sobie ze zwisającą narzutą. Część urządzeń potraktuje ją tak samo jak ścianę i od niej odjedzie. Te najlepsze sprawdzą czy to, co jest przed nimi jest miękkie i spróbują wjechać w przeszkodę.

Innym udogodnieniem, w przypadku lepiej wyposażonych odkurzaczy, są wirtualne ściany. Są to zasilane z akumulatorów lub baterii osobne urządzenia wysyłające wiązkę podczerwieni długą na 2-3 metry, którą możemy zablokować wjazd do jakiegoś pomieszczenia albo podzielić duży pokój na dwa mniejsze obszary. Wirtualna ściana może też emitować wiązkę podczerwieni w bliskiej odległości wokół siebie (50-60 cm) i zabezpieczać kocie czy psie miski przed wjechaniem w nie robota.

Wirtualna ściana może też pełnić funkcję tzw. latarni, która po pewnym czasie otworzy się, przepuści robota do kolejnego pokoju i od razu zamknie, by ten posprzątał w kolejnym pomieszczeniu.

Czerń i długowłose dywany, czyli to, czego odkurzacz autonomiczny nie lubi najbardziej

Zwróćcie też uwagę na głośność pracy odkurzacza, jeśli zamierzacie używać go podczas waszej obecności w domu. Tym bardziej, że nawet najlepsze roboty nie należą do demonów szybkości. Sprzątanie przez 30 minut dużego pokoju wcale nie należy do rzadkości, dlatego najlepiej by robot robił swoje kiedy nas nie ma w domu.

Pamiętajcie również, że roboty nie lubią czerni. Idealnie czarne podłogi, czarne kwadraty na dywanach urządzenia sprzątające traktują jak dziurę, w którą mogą wpaść i od niej odjeżdżają. Również nie radzą sobie z „włochaczami” – dywanami typu Shaggy. Ich długi włos jest dla nich przeszkodą nie do pokonania.

To o czym jeszcze nie napisałem, to sterowanie autonomicznego odkurzacza. Mimo że jest on zazwyczaj samodzielny, to możemy zarządzać jego pracą z poziomu telefonu. Na wyposażeniu znajduje się również pilot, za pomocą którego możemy wskazać odkurzaczowi miejsce do posprzątania czy wymusić czyszczenie dywanu poza harmonogramem.

Jeśli te wszystkie funkcje, to wciąż dla was za mało, to oprócz robotów odkurzających, na rynku dostępne są też urządzenia wyposażone w nakładkę mopującą. Wtedy urządzenia zamiast odkurzać, mopują, ciągle nasączając ścierkę z mikrofibry, którą przejeżdżają po podłodze. Gdyby tego było mało, to możemy poszukać urządzenia hybrydowego, które równocześnie odkurza i mopuje. Czy to działa? Musimy mieć świadomość, że robot mopujący z niewielkim zbiornikiem wody raczej tylko zwilży podłogę, niż ją umyje. Za to w połączeniu z zastosowaniem płynu antybakteryjnego, takie rozwiązanie ma sens. Nie jest to jednak sprzęt do umycia zabłoconej podłogi. Do tego nadal trzeba używać mopa.