W co grać, czyli renesans planszówek

17 kwietnia 2018, Andrzej Pająk

Technologia

Pamiętacie Fortunę? A może jesteście już z pokolenia, któremu planszówki kojarzą się nie tylko z Monopoly, ale już z Carcassonne, Osadnikami z Catanu czy Wsiąść do pociągu. Nieważne, do której grupy należycie, mam dla was wiadomość: planszówki mają się dobrze, a tytuły, które wymieniłem to tylko czubek prawdziwej góry lodowej i warto sięgać po inne. Tym bardziej, że gry robione przez Polaków rozchodzą się jak ciepłe bułeczki i zdobywają miliony w kampaniach crowdfundingowych.

W naszym domu mamy ponad 40 gier planszowych. Dla kogoś kto nie gra w „gry bez prądu” może wydawać się, że to dużo. Ale jak popatrzycie na kolekcje członków Facebookowej grupy Gry Planszowe, liczącej ponad 25 500 subskrybentów, to stwierdzicie, że tyle pudełek z grami to nic wielkiego.

U nas, pewnie tak jak i u innych osób, wszystko zaczęło się „standardowo” od spotkania w licealnych i studenckich czasach z Fortuną, Monopoly, Scrabble. Potem długo, długo nic, aż w domu zaczęły się pojawiać coraz to ciekawsze gry… dla dzieci. Były pomysłowe (Sprawdźcie np. Bóbr BillyNino Delfino), ale my dorośli potrzebowaliśmy czegoś bardziej „dorosłego”.

Tak odkryliśmy zupełnie nowy dla nas świat planszówek. Zaczęło się od tych najbardziej popularnych, ale jakże innych od konwekcji Eurobiznesu, tytułów na które trafia każdy: Carcassonne, Osadnicy z Catanu, Wsiąść do pociągu i nawiązujące do klimatu PRL-u Pan tu nie stał oraz Kolejka.  W międzyczasie pojawiły się też różne lekkie „karcianki”, takie jak Cytadela, Sabotażysta czy imprezowe Jungle Speed.

W pewnym momencie okazało się, że te wszystkie „bardziej skomplikowane” gry, wcale nie są takie trudne i są dopiero wstępem do planszowego szaleństwa. Gry bez prądu mogą być równie epickie jak największe hity, które znamy z konsol. Czy wiecie, że Gloomhaven, najbardziej rozbudowana gra świata, zresztą obecnie numer jeden w rankingu gier planszowych publikowanym na stronie Board Game Geek, waży prawie 10 kg i zapewnia rozrywkę na wiele, wiele godzin?

Piszę o tym, bo w poszukiwaniu tej „bardziej zaawansowanej” gry trafiłem na Robinsona. Jest to tytuł z masą świetnie wykonanych tekturowych i drewnianych komponentów, niezwykle wymagającymi scenariuszami, klimatem i kooperacyjną mechaniką, która sprawia, że nie gramy w niej przeciwko sobie, ale walczymy z grą. Robinson był dla nas grą wymagającą, przy której, podczas pierwszych rozgrywek, non stop trzeba było sięgać do instrukcji, ale opłacało się.

Zaczęło się od Portalu

Ten tytuł opłacał się również polskiej firmie Portal Games. Firma swoje wyjście poza Polskę zaczęła co prawda już w 2008 roku, gdy wydała w języku angielskim Neuroshimę Hex – toczący się w postnuklearnym świecie pojedynek heksagonalnych armii (polecam fanom taktyki!), ale prawdziwy sukces na międzynarodowej arenie gier przyszedł dopiero w 2012 roku.

Wydanie Robinsona w wersji anglojęzycznej pozwoliło mu się wspiąć na bardzo wysokie, bo 12 miejsce rankingu Board Game Geek. Po latach i pojawieniu się wielu nowych gier, polska gra wciąż jest na dobrej, bo 34 pozycji. By uzmysłowić wam jak dobrej, wystarczy powiedzieć, że BBG notuje w swoim rankingu 15 291 gier.

Upłynęły kolejne 2 lata i Portal, jak czytamy w Forbesie, wprowadził na rynek amerykański kolejną grę. Byli to Osadnicy: Narodziny Imperium (126 miejsce) i w ciągu pół roku sprzedał 10 tysięcy egzemplarzy, dwa razy więcej niż w tym samym czasie wcześniej Robinsona.

„Wspieraczkowe” szaleństwo

Wysokie miejsce w rankingu BBG to tylko jeden z powodów do chwały. Do mnie równie mocno przemawia powodzenie kampanii crowdfundingowych, jakie miały miejsce w 2018 roku. Gry, o których napiszę, na razie zajmują bardzo odległe miejsca w rankingu, ale to co działo się podczas ich kampanii robi wrażenie.

Wysyp polskich sukcesów zaczął się w styczniu od gry Nemesis, wymyślonej przez wrocławskie wydawnictwo Awaken Realms. Choć firma miała już kilka mocnych sukcesów podczas fundowania swoich gier na Kickstarterze, to tego co się wydarzyło chyba się nikt nie spodziewał.

Ich pierwszą dużą grą była planszówkowa adaptacja bardzo ciekawej i dobrze przyjętej na świecie gry komputerowej This War of Mine, stworzonej przez 11 bit studios i opowiadającej o dramacie współczesnej wojny, a konkretnie walce o przetrwanie cywilów w mieście nękanym starciami (pomyślcie tu o Kosowie, które było dla twórców inspiracją). Papierowa wersja przygotowana przez Awaken Realms, która jest moim zdaniem lepsza od cyfrowego pierwowzoru, zebrała w 2016 roku w ciągu zaledwie 5 dni około miliona złotych.  W sumie, zamiast oczekiwanych 40 000 funtów (ten cel osiągnęła po niecałej dobie) zebrała 621 811 funtów i dziś zajmuje 186 miejsce w BBG.

Obcy w grze

Kolejny tytuł, Lords of Hellas, to gra, na którą składa się ponad 120 figurek, ponad 160 kart i prawie 200 innych dodatków. Zebrała ona 1 717 792 funtów przy minimum ustalonym na 50 tysięcy. Tyle że to wciąż nic w porównaniu z najnowszym dziełem, jakim jest Nemesis. Fabułą najnowszej gry pełnej pięknych figurek jest walka o przetrwanie na statku kosmicznym opanowanym przez obcych, co po obejrzeniu prototypu gry od razu nasuwa skojarzenia z filmowym cyklem Alien. Być może to właśnie w tym tkwi spektakularny sukces tej kampanii, podczas której gra została ufundowana zaledwie w czasie 4 minut, a po 24 godzinach miała już na koncie 1,5 miliona dolarów, by po trzech tygodniach zebrać w sumie 4,39 mln dolarów.

Kilka dni po zakończeniu kampanii Nemesis, ruszyła kolejna akcja wspierająca polską grę. Tym razem był to UBOOT robiony przez opolskie studio Phalanx. Wystarczy rzut oka na planszę, żeby zobaczyć, jak wiele różni tę grą od Monopoly. Zadaniem graczy jest wcielenie się w załogę niemieckiej łodzi podwodnej z okresu II Wojny Światowej, której trójwymiarowy model mamy przed sobą. Rozgrywkę na stole wspomaga aplikacja służąca do wprowadzania kursów czy pokazywania celów w peryskopie. Trzeba przyznać, że rozmach, z jakim zrobiony jest ten tytuł, który wydawca nazwał „podwodnym kooperacyjnym thrillerem wojennym”, robi równie duże wrażenie, jak gry Awaken Realms. Znalazło to również odbicie w zdobyciu 686 652 funtów na Kickstarterze, a minimalną kwotą potrzebną do wydania tej gry (65 000 GBP) zebrano w 40 minut.

Wikingowie wracają do gry

Ale to nie był koniec „wspieraczkowego” szaleństwa, bo równolegle do tych dwóch międzynarodowych kampanii, świetny wynik uzyskała gra karciano-kościana Valhalla, która przenosi nas do świata Wikingów i ostatecznej bitwy podczas mitycznego Ragnaroku.

Ten projekt jest wyjątkowy z kilku powodów. Po pierwsze, autorem gry jest Łukasz ‚Wookie’ Woźniak – człowiek, który do tej pory głównie był znany z recenzowania gier na kanale YouTube „Gry planszowe u Wookiego”. Po drugie, akcja zbierania pieniędzy na Valhallę odbywała się nie na arenie międzynarodowej, a była skierowana do polskich graczy.  Po trzecie kampania wystartowała na zupełnie nowej platformie crowdfundingowej, nazwanej zagramw.to i wymyślonej przez Wookiego. Efekt: w 35 minut zebrany cel, czyli 50 000 zł, w dwa dni ponad 150 000 zł, a na koniec kwota 527 763 zł i przekroczenie złażonego celu o 1056%.

Jeśli zajrzycie na wspieram.to, pierwszą historycznie polską platformę crowdfundingową, to po wybraniu udanych kampanii w kategorii „Gry bez prądu”, zobaczycie jakim dużym zainteresowaniem cieszą się planszówki w naszym kraju. Sukcesy wydawanych tu gier może nie są aż tak spektakularne, jak te wymienione wcześniej – polskie Stworze, które dzierży palmę pierwszeństwa, zebrało w 2017 roku 311 008 zł (691% celu) – ale jest ich za to bardzo dużo.

Dość powiedzieć, że w tym tygodniu startuje kampania gry karcianej Żercy, osadzonej w świecie mitologii słowiańskiej. Czy okaże się sukcesem? To już zależy od nas.

Kochamy planszówki

Czy to wszystko świadczy o renesansie planszówek? Czy my Polacy tak pokochaliśmy ten typ gier? Nie wiem, ale jedno jest pewne, gry bez prądu to satysfakcja, wyzwanie oraz okazja do towarzyskich spotkań czy świetna forma spędzenia czasu z dziećmi. Polecam tym bardziej, że są takie tytuły, które sprawdzą się na plaży czy w pociągu. Jeśli zastanawiacie się w co zagrać, to odwiedźcie wspomnianą na wstępie grupę Gry Planszowe albo zapoznajcie się z prawdziwą kopalnią recenzji na portalu ZnadPlanszy.pl, gdzie opisane jest ponad 1900 gier planszowych.