Bądź bardziej fit! Technogadżety, które zmotywują was do ruchu.

10 kwietnia 2018, Andrzej Pająk

Technologia

Nie wiem jak wy, ale ja należę do tych osób, które lubią pokonywać samych siebie. Z własnego doświadczenia wiem, że w tej rywalizacji z własnym cieniem bardzo pomocne okazują się fajne cyfrowe gadżety sportowe. Nie tylko zbierają dane, które można sobie do woli analizować, ale przede wszystkim motywują do większego wysiłku. Zobaczcie jak bardzo smart może być bidon na wodę albo… obcisłe spodenki na rower.

Przypominajka na rękę

Pierwszym techno gadżetem, jaki pomoże nam wyrobić nawyk wstawania od biurka, by rozprostować kości i rozruszać mięsnie, a potem regularnie spacerować czy biegać są trackery aktywności fizycznej. Są to lekkie, niewielkie opaski, które w najprostszych wersjach 24 godziny na dobę zliczają każdy nasz krok, monitorują sen i na podstawie naszego ruchu oceniają czy siedzimy przed telewizorem, sprzątamy czy akurat biegamy. Wszystko po to by na koniec dnia poinformować nas czy udało się wyrobić odpowiednią dla naszej kondycji zdrowotną normę.

Takie najprostsze bransoletki jak Polar Loop 2, o którym pisałem już rok temu, są stosunkowo tanie (ok. 400 zł) i oprócz sportowych funkcji mogą też służyć do wyświetlania powiadomień o nadchodzących SMS-ach czy połączeniach.

Nieco więcej możliwości ma równie mały i dyskretny Garmin vívofit 4 (ok. 350 zł). Na jego małym, ale kolorowym wyświetlaczu zobaczymy nawet pogodę, a wbudowana bateria ma wystarczyć na cały rok działania! Mnie w tym urządzeniu podoba się jeszcze funkcja Toe-to-Toe, która pozwala rywalizować z naszymi pociechami noszącymi dziecięcą wersję takiego „zegarka”, czyli vívofit jr. 2 (ok. 400 zł)

Na drodze do rekordu na 5 km

Jeżeli jednak razem z nastaniem pięknej pogody postanowiliście wytrwać w realizacji planu 6-tygodniowego i pod koniec maja zamierzacie przebiec bez zadyszki 5 km, to zamiast prostego trackera aktywności powinniście od razu wybrać bardziej zaawansowaną opaskę fitness.

Przygodę z bieganiem dobrze rozpocząć z pomiarem pulsu, który powinien wam pomóc zapanować nad intensywnością biegu. Nie jest to złoty środek, ale daje pewien punkt odniesienia. Lepiej biegać wolniej, ale regularnie, niż pobiec na zabój, a potem trzy dni się regenerować.
Tutaj pomocne będą takie urządzenia jak Polar A370 (ok. 700 zł) czy Garmin vívosmart 3 (550 zł tutaj nasz opis). Jedno i drugie urządzenie jest stosunkowo małe i mierzy non stop puls wprost z nadgarstka. Polar pozwala wybrać jeden z treningów biegowych i na bieżąco informuje o jego wpływie na naszą sprawność.

Obydwa urządzenia potrafią wyznaczyć pułap tlenowy (VO2 max), czyli wskaźnik kondycji aerobowej. Brzmi fachowo, ale nie ma się czego obawiać, wynik pomiaru pokazany jest w bardzo prosty sposób na skali poziomu kondycji – od słabego do doskonałego. Pułap tlenowy jest także wykorzystywany do obliczania wieku sprawnościowego – wskaźnika, który w łatwy do zrozumienia sposób przedstawia poziom kondycji dla danego wieku.  Niestety w Polarze potrzebny jest do tego specjalny czujnik pracy serca zakładany na klatkę piersiową.

Vívosmart 3 choć ma monochromatyczny ekran to wyposażony został w funkcję treningu siłowego, która pozwala skupić się na wykonywanych ćwiczeniach, licząc powtórzenia i serie za użytkownika. Generalnie, urządzenie automatycznie rozpoznaje co robimy i po synchronizacji z telefonem zapisuje wszystko w aplikacji.

Wadą opisanych urządzeń jest brak wbudowanego GPS-a, który zapisywałby ślady przebieganych przez nas kilometrów i poprawiał dokładność pomiaru odległości. Jeśli to dla was istotne, to sięgnijcie po wyższe modele jednej z firm, np. zegarek do biegania Polar M430 (ok. 740 zł) czy dyskretną opaskę Garmin vívosport (820 zł). Plusem tej ostatniej, oprócz GPS-a i opisanych wyżej możliwości jest funkcja LiveTrack, która może przekazywać w czasie rzeczywistym informacje o lokalizacji waszym bliskim. LiveTrack powstał z myślą o śledzeniu nas podczas zawodów, ale równie dobrze może być sposobem na zapewnienie sobie dodatkowego bezpieczeństwo, kiedy biegamy samotnie po lesie.

Jeśli szukalibyście bardziej klasycznego zegarka to warto przyjrzeć się ciekawej konstrukcji Garmin Vivomove HR (ok. 900 zł), gdzie na analogowym cyferblacie pokazywane są „cyfrowe” komunikaty niczym w Vívosmart 3.

To dopiero początek. Jeśli chcecie jeszcze bardziej zaawansowane urządzenia to musicie liczyć się z wydatkiem powyżej 1000 zł. Topowe modele Garmina dedykowane dla triatlonistów potrafią kosztować nawet 3000 zł, ale na starcie nie ma sensu wydawać pieniędzy na funkcje, z których raczej nie skorzystacie.

Podstawa to dobre nawodnienie

Pewnie wiecie, że nie tylko w upały, podczas aktywności fizycznej, trzeba zadbać o prawidłowe nawodnienie organizmu. Okazuje się, że tutaj również swój udział może mieć nowoczesna technologia.

Najtańsze inteligentne bidony, takie jak Sportline Hydracoach kosztują już ok. 170 zł i mierzą nasza konsumpcję płynów w ciągu doby. O tym, ile już wypiliśmy, informuje mały wyświetlacz, a wbudowany komputerek przypomina o konieczności nawodnienia i dozuje odpowiednią dawkę płynów dobraną stosownie do naszych cech osobniczych. Bardziej zaawansowany bidon Moikite Gene (ok. 350 zł) czy Hidrate (55 USD) idą o krok dalej i dodatkowo jeszcze łączą się z naszym smartfonem.

Pro-ciekawostki

Na zakończenie przenieśmy się w świat zawodowców, którzy, zanim staną na starcie, spędzają setki godzin na morderczych treningach, w których od pewnego czasu rolę odgrywa tzw. internet rzeczy. Sam pulsometr to tutaj tylko jeden z wielu nowoczesnych sensorów wykorzystywanych podczas treningu. Wszystko po to, by wygrać z czasem, choćby o tę jedną tysięczną sekundy. Sami zobaczcie:

Kolarze, by skupić się na jeździe na czas i nie odrywać wzroku od drogi, korzystają z okularów, w których widzą informacje o tym jak szybko pedałują, ile generują mocy, jaki mają jeszcze dystans do pokonania.

Tenisiści korzystają z rakiet, które analizują każdy jej ruch. Siatkarze używają monitorów śledzących wysokość skoku czy liczbę skoków. Pięściarze trenują z podobnymi urządzeniami ukrytymi pod bandażami bokserskim.

A co powiecie na inteligentne spodenki sportowe? To nie żart. Firma Myontec stworzyła pakiet Mbody Live, składający się ze specjalnych przylegających ściśle do ciała spodenek, monitorujących stan napięcia mięśni ud i pośladków. Aplikacja zainstalowana na telefonie łączy się poprzez Bluetooth z ukrytym w spodenkach modułem kotrolującym sensory i informuje czy podczas treningu mięsnie są prawidłowo i, co najważniejsze równomiernie obciążone. Wszystko po to, żeby uniknąć kontuzji i przetrenowania.

Zobaczcie to na filmie, a ja tymczasem idę pobiegać.