Ikona Mobilnych – Kora

3 sierpnia 2018, Jacek Górecki

Kulturaludzie

Przedstawić Korę w skrócie jest niemożliwym. W świecie, kiedy co drugi młody człowiek śpiewający, projektujący ubrania, bądź robiący zdjęcia nazywa się artystą to znacznie traci na wartości. A to właśnie Kora jest tego słowa kwintesencją. Niezależna, wolna, twórcza, czerpiąca z życia, wyprzedzająca myśleniem innych, a przy tym otwarta na ludzi, dialog. Czarna Madonna, nasza Ikona Mobilnych.

Maanam w języku perskim znaczy “Kocham Cię” i tak w skrócie można opisać Korę, jedną z najważniejszych artystek polskiej muzyki czy właściwie kultury. Miała w sobie miłość do życia, do ludzi. Szalenie kochała zwierzęta, przyrodę, wiatr i drzewa. To była cudowna miłość, pełna otwartości, wolności i szacunku. A do tego jeszcze pełna pasji i szaleństwa. Niebanalna, której inni mogą jej zazdrościć. Taka była Kora, takie było jej życie i muzyka.

Krakowski spleen

Wszystko zaczęło się w Krakowie, oceanie wolnego czasu. W 1951 roku przyszła na świat jako Olga Jackowska. Ale świat nie był dla niej łaskawy od początku. Ojciec opuścił rodzinę, matka zachorowała na gruźlicę, kiedy Kora miała zaledwie cztery lata. Oddała ją do domu dziecka prowadzonego przez zakonnice i tam Olga zaczęła się kształtować jako dojrzewająca dziewczynka. Dotknęła świata pełnego zgnilizny i niesprawiedliwości. W późniejszych wywiadach i wspomnieniach opowiadała o siostrach, które znęcały się nad dziećmi, o ich koszmarnych metodach wychowawczych.

Koszmar przeżyła zresztą na własnej skórze. Będąc pięć lat pod ich opieką, doświadczyła ohydnych zachowań i molestowania przez księży. Opowiedziała o tym dopiero niedawno, dla magazynu Wprost, oto jego niewielki fragment: “W domu dziecka spędziłam pięć lat i tak naprawdę to właśnie tam dostałam pierwszą lekcję uległości wobec nienormalnych zachowań księży. Pamiętam niedzielne poranki. Gdy proboszcz wreszcie skończył śniadanie, rozpoczynało się spotkanie z dziećmi. Pod sutanną miał spodnie, a w tych spodniach cukierki w głębokich kieszeniach. Nie dawał nam ich sam. Dziewczynki musiały podchodzić po kolei i grzebać w tych kieszeniach, by znaleźć cukierka.”

Lucciola

Po tym koszmarze wróciła do matki, do Krakowa, gdzie jako nastolatka wkroczyła w świat pełen sztuki i życia w krakowskim spleenie. To tam została hipiską, ale nie chodziło tylko o modę, ale myślenie wykraczające poza nietolerancję i niezrozumienie. Wolność to był jej stan umysłu. Mówiono o niej miss hipisów, gdyż już wtedy swą urodą, zachowaniem, stylem, pewnością siebie była o krok przed innymi. W tym okresie poznała też Marka Jackowskiego, swojego pierwszego męża i założyciela zespołu Maanam.

Razem z grupą przyjaciół i znajomych tworzyli coś na wzór komuny. Razem mieszkali, tworzyli muzykę, teatr, kabarety. Przecierali szlaki w stalinowskiej Polsce. Młodziutka Kora była wówczas zafascynowana Ewą Demarczyk, Piotrem Skrzyneckim, Markiem Grechutą i całą krakowską poezją. Zresztą, jak opowiadała po latach o swoich inspiracjach, to zawsze wielką jej częścią były kobiety. Kobiety o potężnym głosie, w którym kryło się całe cierpienie ich życia: Billie Holiday, Edith Piaf, Maria Callas, Eartha Kitt.

Po to jesteś na świecie

W połowie lat 70′ powstał Maanam. Cały kraj ich pokochał i dosłownie oszalał na ich punkcie w 1980 roku. To był ów pamiętny występ na festiwalu w Opolu. Publiczność była zmiażdżona ich występem, porażona. Jeszcze przecież niedawno, na tej scenie stawały wokalistki w długich zwiewnych sukienkach pełnych kwiatów, posągowe bądź szalenie dziewczęce. A tu nagle obcięta na jeża Kora wyskakuje w energicznym stylu i śpiewa “Boskie Buenos” i “Żądzę pieniądza”. To był kamień milowy polskiej muzyki, witający nowe pokolenie, które chce iść do przodu. Pokolenie podobne współczesnym millenialsom, ludzi otwartych na świat, wolnych, bez podziałów. Pokolenie, które stworzyło Solidarność, a jej muzycznym głosem była z pewnością Kora i Maanam.

Oddech szczura

Te wszystkie tragiczne doświadczenia sprawiły, że Kora niezwykłą rolę przywiązywała do teksu piosenki. Utwory jej autorstwa były niczym najlepsza poezja. Uważała, że zła melodia nie jest w stanie zepsuć piosenki, natomiast zły tekst już tak. Obok jej tekstów nie dało się przejść obojętnie. Wszystko dlatego, że Kora śpiewała je tak, jakby wyrażała poglądy, z niezwykłym przekonaniem. Była absolutnie świadoma wypowiadanych słów i nawet jeśli były one mocno kontrowersyjne dla rozmówcy czy słuchacza, to i tak przyciągały go z ciekawości. Miała w sobie magnetyzm.

Jej kreacja była tylko jej, bez narzuconych schematów, zasad, aktualnych trendów. Była prawdą zarówno w życiu jak i na scenie. Osobą, która jak mało kto miał odwagę uciekać przed codziennością i systemem Polski, zarówno w latach 80′ jak i w ostatnim czasie. Jej mąż Kamil Sipowicz w dniu śmierci Kory powiedział: “Umarła demokracja, umarła Kora”. To było dzień po podpisaniu przez Andrzeja Dudę nowelizacji ustawy o sądownictwie.

 

Takie utwory jak “Oddech szczura”, “Stoję, stoję” czy “Szare miraże” były zapisem codzienności, życia w beznadziei stanu wojennego. Ale też życia, które tworzyli ludzie razem. Tylko razem widziano najlepszą przyszłość, co dziś niestety jest mało możliwe. Kilkanaście miesięcy przed śmiercią, w jednym z wywiadów, artystka wyznała, że tekst do “Kreona” jest bardziej aktualny dziś, niż wtedy. Co jest przerażające. “Co to za dom, fundamenty w nim drżą. Brat bratu gardło podrzyna. Jest zawsze rola dla Kreona. Jest heroiczna Antygona”.

Łatwo się domyślić, że ta jej prawda i odwaga w tekstach nie ułatwiały jej kariery, zwłaszcza w czasach cenzury. W przypadku piosenki “Parada słoni i róża” zarzucono jej, że tekst jest metaforą wojny Związku Radzieckiego z Afganistanem. Fontanny piasku miały być, zdaniem cenzury, wybuchami radzieckich bomb. Podobnie było w ostatnim czasie, kiedy to, śpiewając o swoich doświadczeniach z domu dziecka, została zlinczowana przez polski Kościół.

Się ściemnia

Wraz z Maanamem artystka zawsze była o krok przed wszystkimi, a właściwie, wielokrotnie znacznie dalej. Nie chodziło tylko o wyznaczanie trendów, ale przede wszystkim łamanie stereotypów czy tworzenie czegoś nowego. To był do końca niezwykły głos wolności i świeżości. Jej śpiew to była melorecytacja połączona z krzykiem, krzykiem o wolność. Wolność pojawiająca się w jej tekstach z milion razy jest nieprzypadkowa. I tak w zasadzie było do końca.

Zawsze była krok przed innymi. Jak chociażby w teledysku do utworu “Się ściemnia”, czyli pierwszego polskiego teledysku wyemitowanego w zagranicznym MTV. Byli tacy, którzy specjalnie zakładali telewizje kablowe, żeby tyko ten teledysk w całości zobaczyć w swoim domu. Taka była jej siła, którą w ostatnich latach przekłada na edukację młodych muzyków czy walkę o ulepszenie warunków w szpitalach i praw dla pacjentów w Polsce, legalizację marihuany czy związków partnerskich.

Szał niebieskich ciał

Wiadomość o śmierci Kory zasmuciła wiele milionów ludzi. Ten ostatni, lipcowy, sobotni poranek byłem czarnym dniem. W Internecie zaczęły się lawinowo pojawiać czarno-białe zdjęcia na wszystkich kanałach social media i wyrazy smutku w komentarzach. Zaproszony do studia jednej z telewizji Milo Kurtis, współzałożyciel Maanamu wyznał: “dla was Kora umarła, dla mnie nie umarła, wszyscy płaczą i narzekają, a ja się cieszę, że przestała cierpieć”. Kora była niekwestionowanym znakiem wolności, który nad ranem 28 lipca odszedł z tego świata. To było tuż po tej nocy niepodobnej do innych, nocy, kiedy planety trwały w szale niebieskich ciał. Gdy szalały, szalały, a zaćmiony księżyc, w swej krwistej czerwieni, powitał swoją Czarną Królową.

Poznaj inne postacie, które również zasługują na miano Ikony Mobilnych: Aleksander Doba oraz Krzysztof Hołowczyc.