Maja Berezowska – Sex skandalistka

30 listopada 2018, Jacek Górecki

Kulturaludzie

Niewiele jest takich postaci, które swoją twórczą pracą niemal przez całe życie narażały się na najgorsze. Maja Berezowska, polska malarka i graficzka od skandali nie stroniła. Najpierw była przez wielu wyszydzana, by później, za swoje prace zostać skazaną na śmierć. Oto jej pasjonująca historia.

Wszystko zaczęło się w Belle Epoque, burzliwym okresie przemian, a zarazem momentu wielkiej niewiadomej co do tego, co przyniesie XX wiek. Jak wiemy, było to stulecie, które jak żadne inne na dobre zmieniło ludzkość. Na parę lat przed jego rozpoczęciem, w domu inżyniera Edmunda Berezowskiego na świat przychodzi dziewczynka, Maja. Berezowski za życia był cenionym podpułkownikiem armii rosyjskiej i budowniczym kolei transsyberyjskiej. W Wojsku Polskim został nawet tytularnym generałem brygady. Jego częste zmiany zamieszkania powodowały, że w tej tułaczce uczestniczyła jego rodzina. I tak, edukacja kilkuletniej Mai rozpoczęła się w Petersburgu, a po kilku latach studiowała na uczelniach artystycznych w Krakowie czy Monachium.

Skandalistka mimo woli

Mimo iż nigdy nie lubiła się wyróżniać, przynajmniej nieświadomie, od dziecka była na językach wszystkich. Tak jak wtedy, kiedy to w latach szkolnych zauroczyła się postacią amerykańskiej tancerki Isadory Duncan, wielkiej legendy, która zainspirowała Berezowską do przyjścia na lekcje ubraną w grecką tunikę. Po skończeniu edukacji już w 1916 debiutowała ilustracjami do opowiadania Kornela Makuszyńskiego. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wzięła ślub z dwanaście lat starszym Kazimierzem Grusem, malarzem, karykaturzystą i scenografem.

To był moment jej rozkwitu i współpracy z wieloma prestiżowymi tytułami prasowymi. Zamieszczała swoje rysunki w wielu pismach satyrycznych. Szczególny rozgłos przyniosły jej ilustracje do „Dekamerona” Boccacia, w których zawarta erotyka przez wielu była nie do przyjęcia. Przez wielu było to traktowane jak pornografia! Prócz ilustracji zajmowała się też projektowaniem scenografii i kostiumów do kabaretów rewiowych, w których występowała chociażby Zula Pogorzelska czy Hanka Ordonówna.

Nie zadzieraj z Hitlerem

Tuż przed wojną wyjechała do Paryża, gdzie zaczęła współpracować z największymi tytułami prasowymi, takimi jak chociażby Le Figaro, Le Rire czy Ici Paris. Dla tego ostatniego przygotowała słynny cykl 11 karykatur przedstawiających postać Adolfa Hitlera. Prace zatytułowała „Przygody miłosne słodkiego Adolfa”. Skomentowała je, że chciała ośmieszyć dyktatora, jako że gardziła szowinizmem i rasizmem, który przez jego działania się rozprzestrzeniał. To był rok 1935, a więc już czuć było w powietrzu wielkie napięcie.

Z racji tego, incydent wywołał awanturę. Jak wspominała później na łamach prasy Berezowska, „Ambasada niemiecka wystąpiła, że to obraza głowy państwa, odbył się proces na którym bronił mnie słynny wówczas prawnik i polityk Albert Sarrault. Skazano mnie na 500 franków grzywny. W apelacji, Sarrault wołał: „to wstyd dla Ville Lumiere! W mieście artystów skazywać artystkę za jej dzieło!” Grzywnę zmniejszono do symbolicznej kwoty, ale gdy hitlerowcy przyszli do Polski, przypomnieli sobie o mnie, niestety!”.

Ciało na wojnie

Tego, co czekało artystkę później, chyba nikt nie mógł przewidzieć. Był rok 1941. Berezowska zostaje przechwycona w czasie łapanki i osadzona na pół roku w warszawskim więzieniu na Pawiaku. Ale i tam musiała tworzyć. Dzięki przesyłanym przez siostrę przyborom rysowała towarzyszki z celi i sceny z życia więziennego. Wszystko po to, by zabić w sobie ból, który trzymała i strach, który wówczas wszystkich ogarniał. Rysunki te były czymś w rodzaju przetrwania, a przede wszystkim dawały wytchnienie, które pozwalało nie zwariować. I nagle przychodzi maj roku 1942. To wtedy Berezowska zostaje wywieziona do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück.

Skazana wyrokiem śmierci artystka zaczyna trzy lata piekła za życia, w których kilkakrotnie wyznaczano ją do gazu. Cudem udało się jej przeżyć. Ale nie przestała i tam tworzyć. Kontynuowała prace nad portretami więźniarek, które później przesyłały je rodzinom, a nawet projektowała kukiełki i stroje dla aktorów do obozowych szopek bożonarodzeniowych. W maju 1945 roku, po wyzwoleniu obozu przez wojska radzieckie, wraz z grupą Polek wyjechała z Ravensbrück do Sztokholmu, na rehabilitację zorganizowaną przez Szwedzki Czerwony Krzyż. Stworzone w tym okresie prace wystawiała w Szwecji i Danii.

Erotyka za żelazną kurtyną 

Wystawy w Szwecji dały jej niemały rozgłos, ale przede wszystkim zakupione zostały przez muzea i galerię oraz do zbiorów prywatnych, w tym do prywatnej kolekcji króla Szwecji Gustawa Adolfa. Po wojnie, obraz jej życia wcale nie wyglądał lepiej. Wróciła do Polski rok później, w 1946 roku. Wydanie w 1956 „Piórek” Jana Sztaudyngera z jej ilustracjami, ówcześnie śmiałymi obyczajowo, było jednym z symptomów politycznej odwilży i nadchodzących zmian. To był przecież czas, kiedy erotyka groziła rozsadzeniem systemu od środka. Podejście socjalizmu do seksualności było bardzo restrykcyjne. Właściwie wszelka erotyka była zakazana. Berezowska w ten przaśny i zakazany świat wprowadziła dużą dawkę zmysłowości, która dla wielu była kontrowersyjna i obraźliwa.

Jej twórczość działała na wielu, przez to też fala listów, jaka do niej docierała, była potężna. Warto przytoczyć chociażby jeden z nich: „Jestem młodym człowiekiem, w chwili obecnej żołnierzem i równocześnie kocham sztukę. Za dziełem sztuki poszedłbym w piekło, za sztuką ludową, w poszukiwaniu jej, przeszedłem Polskę wzdłuż i wszerz. Kupiłbym każdy Pani rysunek, gdyby żołd był chociaż dziesięciokrotnie wyższy. „Szpilek” nie lubię czytać, a jednak kupuję je tylko ze względu na istnienie w nich strony z Pani rysunkami – to nie blaga, zresztą nie znoszę kłamstwa. Oglądając Pani rysunki, zapragnąłem zdobyć jeden chociaż oryginał. I ten właśnie list jest prośbą oń. Ale nic nie chcę za darmo. Mam trochę ambicji i żebrał nie będę, chcę kupić go. Jeśli droższy jest niż mój jednorazowy żołd – prosiłbym o rozłożenie na raty”.

Berezowska odkryta na nowo

Pretekstem do przypomnienia tak istotnej, acz mało znanej postaci jest wydana niedawno przez Wydawnictwo Czarne książka „Berezowska. Nagość dla wszystkich” autorstwa Małgorzaty Czyńskiej. To portret niezwykły. Obraz wielkiej skandalistki, ale i damy polskiego rysunku i grafiki. Kobiety, która w najpiękniejszy sposób uczyła ludzi odpowiedniego podejścia do ciała czy własnej seksualności. To podejście pełne miłości, szacunku i fascynacji, o czym dziś w niezwykle nachalnej i wulgarnej sztuce się zapomina. Jak wyznała w wywiadzie dla tygodnika „Szpilki” w 1977 roku, „Bez miłości nie byłoby życia. Dla mnie nie ma nic wspanialszego niż ciało ludzkie i póki żyję, będę je rysować. Jak najpiękniej”. I niech to zdanie towarzyszy nam jak najdłużej!