Malcolm McLaren – rewolucjonista mody i punk rocka

22 stycznia 2019, Katarzyna Turowicz

Kulturaludzie

Intelektualista, introwertyk, idealista. Romantyk, marzyciel, buntownik. Określenia podobne do tych można by mnożyć niemal w nieskończoność. Cała ta pozornie niepasująca do siebie układanka elementów składa się na obraz jednego człowieka – Malcolma McLarena. Dziś obchodziłby swoje 73. urodziny, a jego punkowe życie i równie punkową działalność opisał Jon Savage w książce „Historia punk rocka. England’s Dreaming”.

Boys will be boys

Urodził się 22 stycznia 1946 roku jako Malcolm Robert Andrew McLaren, najstarszy syn Emily Isaacs i Petera McLarena. Po gwałtownym rozpadzie krótkiego małżeństwa rodziców, Malcolma i jego brata Stuarta wychowywała babcia Rose Isaacs. „Musiałem kwestionować wszelkie poglądy, ponieważ ona tego oczekiwała” – wspomina czasy dzieciństwa McLaren. Już wtedy jako mały chłopiec uznawał bunt za swój sposób komunikowania się ze światem, a wychowująca go babcia słała do szkoły kolejne listy tłumacząc, że „chłopcy pozostaną chłopcami”.

Brak artystycznych korzeni nie zamknął przed nastoletnim Malcolmem drzwi do świata sztuki. Choć Harrow School of Art i inne podobne szkoły nie spełniły oczekiwań młodego McLarena, to zupełnie wchłonął go popularny w latach 60. ruch sytuacjonistyczny, a za nim również samodzielne życie i świat mody. W takich okolicznościach jego drogi skrzyżowały się z Vivienne Westwood.

Swastyki, skóry i 430 King’s Road, czyli SEX

Zanim nad drzwiami wejściowymi do 430 King’s Road w Londynie ostatecznie zawisł stworzony z różowej pianki napis „SEX”, wspólny sklep Malcolma McLarena i Vivienne Westwood nosił nazwy Let It Rock czy Too Fast To Live, Too Young To Die. Czasy tego ostatniego dobrze wspomina Chrissie Hynde, późniejsza liderka grupy The Pretenders: „Najfajniejsze w ich ciuchach było to, że dążyli do osiągnięcia całkowitej antytezy mody. To mi się bardzo podobało, bo było przesiąknięte wszystkimi cechami Panny, cała ta dbałość o szczegóły. Zaczęłam się pokazywać w ich rzeczach, np. w gumowej spódniczce, kabaretkach i butach na wysokim obcasie. To był pierwszy sklep, jaki kiedykolwiek odwiedziłam, gdzie pomyślałam sobie, że mogłabym tylko tam się ubierać, nie potrzebowałabym chodzić do innych miejsc”.

 

 

Bluzki nadpalone papierosami, skórzane kurtki nabijane ćwiekami czy ozdabiane swastykami krótkie spódnice jak ta przygotowana przez Malcolma i Vivienne na potrzeby filmu „Mahler” z 1974 roku, to tylko niewielka część bogatego i ekscentrycznego asortymentu sklepu SEX. Miało szokować i szokowało, a wśród stałych klientów Westwood i McLarena była m.in. grupa New York Dolls. Do częstych bywalców sklepu należeli też Glen Matlock, John Lydon, Steve Jones i Paul Cook  – oryginalny skład zespołu znanego później jako Sex Pistols.

Tu chodzi o chaos

W pierwotnym założeniu McLarena, Sex Pistols mieli być niekonwencjonalną reklamą sklepu, ale od początku – najpierw nazwa. „Rotten chciał ograniczyć nazwę do słowa Sex. Tylko Jonesowi podobała się w całości. Cook przyznał, że jest sensowna, ale wolał coś normalniejszego. Matlock, jak prawdziwy szóstoklasista, wziął stronę Johna. Ale i tak ujawnili się jako Sex Pistols. Nie pozwoliłem na żadne protesty. To ja rządziłem i nie miałem zamiaru tracić czasu z bandą wypierdków występujących jako Sex. Miałem konkretne plany, chciałem sprzedać kupę spodni”.

 

Nawet jeśli władza McLarena w Sex Pistols jako managera daleka była od absolutnej, to trzeba przyznać, że siła rażenia ich muzyki i wizerunku była ogromna. Grupa wbiła klin w ówczesne muzyczne standardy, a to w połączeniu z ich występami elektryzowało publiczność. „Moje życie zmieniło się, kiedy zobaczyłem Sex Pistols. Od razu mnie wciągnęło, musiałem spróbować coś zorganizować. Nagle mieliśmy dokąd iść, pojawiło się coś, w co bardzo chciałem się zaangażować. To mocno uderzało do głowy” – wspomina Howard Devoto, wokalista grup Buzzcocks i Magazine.

No Future for Sex Pistols

Parafraza słów utworu „God Save The Queen” otwierająca ten passus okazała się dla Sex Pistols prorocza. Założony w 1975 roku zespół nie przetrwał nawet pięciu lat.

Kiedy uważnie prześledzi się historię grupy, można odnieść wrażenie, że chmura problemów wisiała nad nią od samego początku. W styczniu 1978 roku przyszło wyładowanie – trzy miesiące po premierze pierwszej (i jedynej) płyty zatytułowanej „Never Mind the Bollocks, Here’s the Sex Pistols”, na początku trasy po Stanach Zjednoczonych, skłócony zespół… zakończył działalność. „Mam dość pracy w Sex Pistols” – wyznał John Lydon w wywiadzie dla „New York Post” z 19 stycznia 1978 roku tym samym będąc pierwszym, który ogłosił rozpad grupy.

Krótki żywot Sex Pistols zapisał się w historii muzyki albumem do dziś uważanym za jeden z najlepszych lat 70., a także ugruntował pozycję McLarena w świecie sztuki. I nawet jeśli nie udało im się zniszczyć branży muzycznej, to bez wątpienia tchnęli w nią nową jakość.