Notatnik kulturalny #73

5 listopada 2018, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

„Pink Punk” Agnieszka Chylińska

Warner Music Poland

Nasza ocena: 2/6

Co to się stało? Jedna z najciekawszych wokalistek muzyki polskiej po 89. roku nagrała płytę, którą parę lat wcześniej wyśmiałaby w krótkim komentarzu w talent show, w którym od lat występuje. Agnieszka Chylińska, bo niej mowa, jest symbolem buntu pokolenia lat 90., pokolenia millenialsów, którzy tak jak ona, chcieli farbować włosy na niebiesko, rzucać szkołę i krzyczeć do nauczycieli „fuck off”! Kiedy bunt się skończył, a macierzysty zespół O.N.A. rozwiązał się ku zaskoczeniu wszystkich, artystka ruszyła w solo na parkiet, by się wytańczyć przy odbiciach dyskotekowych kul, a przy tym pośpiewać o miłosnych rozczarowaniach. Lecz to co przyszło teraz, jest niewiarygodne. Bowiem Chylińska wraca do buntu łącząc go z zamiłowaniem do tego różowego, uroczego kiczu z dwóch poprzednich płyt. Efekt? Nieudany.

„Pink Punk” to płyta z pozoru bardzo dobrze wyprodukowana. Bartek KrólikMarek Piotrowski stanęli momentami na wysokości zadania, tworząc dobrze skrojone pop melodie z ostrzejszym zacięciem, ale raczej dla jakieś dojrzewającej nastolatki niż dojrzałej artystki, która pogubiła swoją tożsamość. Przy tym wszystkim drażni sama Chylińska. Sprawia ona wrażenie nieuczciwej w tej punkowej grze, która trąci pozerstwem. Jakby zabrakło pomysłu na kontynuacje poprzedniej drogi i nieco odświeżenie wizerunku zatartego poprzez udział w roli jurora we wspomnianym talent show. Drapieżność, która wylewa się chociażby z kawałka „Szok” szybko przemienia się w bezbarwne granie dla nastolatków (nieznośna „Schiza”), którzy za buntowników uznają artystki pokroju Pink, Katy Perry czy Avril Lavigne, a w najlepszym wypadku chłopaków z Green Day. Rewolucji nie ma! No chyba, że żołądkowa, pełna niestrawności. This punk is dead!

„Re_covery” MajLo

Wydawnictwo AGORA

Nasza ocena: 4/6

Jeszcze parę lat temu o dobrych songwriterów w Polsce było trudno. Niewielu chłopców brało gitarę, aby na niej grać i wyśpiewywać o swoich emocjach, rozczarowaniach, uniesieniach, tych wszystkich powodach, które sprawiają, że wrażliwcy opowiadają o sobie. Ten nowoczesny folk, który rozpropagował dekadę temu Bon Iver znajduje dziś swoje kolejne odbicie. I tak po bardzo udanych ostatnich krążkach Daniela Spaleniaka, Fismolla czy Patricka the Pana przyszedł czas na MajLo, inaczej Macieja Milewskiego, który obdarował nas swoim drugim albumem zatytułowanym “Re_covery”.

Słowo „obdarował” jest tutaj nieprzypadkowe, bowiem po przesłuchaniu tego materiału odnosi się wrażenie, jakby był on skrojony na naszą miarę, na naszą głowę. Subtelny, pozwalający dotknąć nam naszej często głęboko schowanej wrażliwości, stonowany i pełen harmonii. Oparty o prostotę, dźwięki gitary i fortepianu dotyka istotnie wielkiej głębi. Taki album, który na brzydkie czasy i brzydką porę roku jest wybawieniem, promykiem, przy którym będziemy się ogrzewać, nawet jeśli uronimy przy nim łzę. A to już niezwykła zasługa autentyczności Milewskiego, który po prostu gra i śpiewa, a nie jest tylko jest.

„Krzesła” reż. Piotr Cieplak

Teatr Polonia w Warszawie

Nasza ocena: 3/6

Piotr Cieplak od paru spektakli ma bardzo dobrą passę, by wspomnieć chociażby dwa wyśmienite tytuły ubiegłego sezonu w Teatrze Narodowym – „Elementarz” oraz „Ułanów”. Tym razem swoją nieograniczoną wyobraźnię zamyka w teatrze absurdu i sięga po rzadko dziś wystawiany tekst „Krzesła” mistrza Eugène Ionesco. W tym absurdzie przegląda się na scenie Teatru Polonia po raz drugi, bowiem ponad 10 lat temu wystawił on z wielkim sukcesem „Szczęśliwe dni” Samuela Becketta, gdzie Krystyna Janda i Jerzy Trela odzierali z warstw absurdu życie i jego sens przemijania.

„Krzesła” Ionesco, podobnie jak u Becketta, pozwalają nam na obserwację podstarzałej pary, gdzie on i ona rozprawiają się nad swoim niespełnieniem i światem, którego poszczególne elementy schylają się ku upadkowi. Ten rozpad reżyser oparł na stonowanej koncepcji pełnej symboli i gestów. Wspiera się na wyciszonej scenografii Andrzeja Witkowskiego, który z krzeseł układa zasypujący nas kopiec pełen absurdu i rozgoryczenia pojawiającego się w odbiciu końca życia.

W tym rozgoryczeniu życiem bardzo dobrze radzi sobie Leon Charewicz, który tworzy kreację pełną współczucia, prawdy i rozżalenia do samego siebie. Jego gra w końcowym szaleńczym monologu niezwykle boli i przejmuje. Niestety w tym absurdzie gubi się partnerująca mu Ewa Szykulska, która szybko popada w zbytnie  przerysowanie każdej swojej wypowiedzi i gestu, gubiąc przy tym naniesioną przez Cieplaka magię teatru, a przy tym rozpraszając wszelkie dywagacje nad sensem istnienia podjęte przez Charewicza. Sukces połowiczny, ale jak to w życiu, o dobraną idealnie parę piekielnie trudno!

„Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918”

Muzeum Narodowe w Warszawie

Nasza ocena: 5/6

Takie wystawy są z góry niebezpieczne. No bo jak słyszymy, że Muzeum Narodowe szykuje wystawę na uczczenie rocznicy obchodów odzyskania przez Polskę niepodległości to już mamy niemały dreszczyk. Samo skrzyżowanie słów „narodowe” z „niepodległością” przez obecny stan kraju i wiele jego dziwnych haseł, wywołuje w nas nie takie emocje jakie powinno, czyli nieprzyjemne. Na całe szczęście wystawa „Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918″ dzięki swej uczuciowości, nie moralizuje, nie udaje obowiązkowej lekcji, którą w tym roku musi przejść każda instytucja. Rzetelnie nas za to wprowadza w świat kraju, który bogactwem sztuki się mieni!

Na wystawie zaprezentowane zostały prace m.in.: Jacka Malczewskiego, Zofii Stryjeńskiej, Tadeusza Makowskiego czy Witolda Wojtkiewicza. Wraz z nimi został ukazany obraz wojny i walki o niepodległość Polski. To niezwykle istotna opowieść o polskich artystach, którzy często swoją sztukę musieli konfrontować z politycznymi czy społecznymi zmianami w kraju. To już nie obowiązkowa lekcja, a przyjemność, która może wywołać wzruszenie i zachwyt nad nie zawsze docenianym pięknem polskiego malarstwa.

Czy widzieliście już nasze rekomendacje kulturalne z zeszłego tygodnia? Nie? W takim razie trzeba to nadrobić 🙂