Notatnik kulturalny #62

13 sierpnia 2018, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

„Raw Silk Uncut Wood” Laurel Halo

Latency

5/6

Laurel Halo to nie jest łatwa do zaszufladkowania artystka. Zresztą, o to jej chodzi. Wszystko co wydaje, pochodzi z jej głębi, stanu w którym się znajduje. Eksperymentatorka. Czwarty album w dorobku młodej Amerykanki jest także pierwszym mini-albumem, na który składa się sześć nowych utworów. Wszystko jest dość wywrotne i nieoczekiwanie nabrało innego oblicza. Rok po nagraniu świetnie przyjętego “Dust”, na którym wokalistka mieszała ambient z jazzem i idm-em, tym razem nagrywa tajemniczy, oniryczny “Raw Silk Uncut Wood”, na którym nie usłyszymy jej pięknego głosu, a całość pozostaje albumem instrumentalnym.

Ten album jest niesamowitą impresją, przejściem w inny wymiar. Bólem, który przeszywa nostalgię. Ale słuchacze, jak już wspominałem, nie dostaną tego w warstwie tekstowej, której po prostu nie ma. Muzyka jest tu skrojona do minimum. Wytwarzane dźwięki oparte na klawiszach i różnych innych odgłosach wydają się kosmiczne, wręcz metafizyczne. Nowy krążek Laurel jest ucztą duchową, chociaż jak można przypuszczać, patrząc na zniewalającą okładkę, raczej zapuszczeniem się w obszary większej świadomości, która pogrąża nas w smutku. Album do słuchania i kontemplacji. Album dla odważnych.

„Dożyłem 25 lat i nie będę nic zmieniał” Holak

Asfalt Distro

4/6

Sztuka osadzona w konkretnym gatunku, która właściwie jednak wychodzi poza wszelkie jego ramy, jest wciąż rzadkością, bo to jest odwaga. Jak więc grać hip-hop, który nie jest oparty tylko na jego żelaznych zasadach. Tę odwagę nosi w sobie od początku swojej muzycznej drogi Holak. Polski… raper, albo po prostu muzyk. Muzyk, który zanurzony w swoim świecie szeroko pojętej młodości, komentuje jej słodko-gorzką rzeczywistość. Bo kiedy inni wciąż zatrzymali się na hip-hopie, który przykleił ich do ławki pod blokowiskiem, a drudzy opowiadają o milionach zarobionych w Radiu Eska, to Holak, czy to solowo czy wspólnie, w Małych Miastach, opowiada o miłości i o tym, że jej pożegnanie może też być pełne poetyki. Ba! W jednym z utworów „podśpiewuje” sobie nawet Andrzeja „Piaska” Piasecznego.

„Dożyłem 25 lat i nie będę nic zmieniał” to nie tylko tytuł drugiego solowego albumu Holaka, ale także motyw słowny, który powtarza się czy wręcz rozpoczyna każdy utwór na płycie. Płyta jest nieprzekombinowana w warstwie muzycznej, podróżująca w nurcie przeważnie lekkiego, przyjemnego brzmienia, które ma być tłem dla opowieści. A opowieść, tak jak powyżej wspomniałem, jest czasem fascynacją, czasem rozczarowaniem, wspomnieniem pełnym nostalgii i wyciągania wniosków, a także chwilowym uniesieniem. Takie albumy powinny trafiać do ludzi, szczególnie tych dzieciaków, które myślą, że życie kończy się tylko na tamagotchi. A przecież, wracając do Holaka, trwają jeszcze wakacje, które są od tego, by się uczyć. Ten album to jest dopiero złoty środek!

„Dzieci szóstego słońca” Ola Synowiec

Wydawnictwo Czarne

5/6

Meksyk jawi się nam jako, z jednej strony najniebezpieczniejsze miejsce na ziemi, pełne narkotykowych mafii, przemocy, zabójstw, a z drugiej jako obraz ziemi niemal świętej, gdzie czczenie kościoła katolickiego jest na poziomie przebijającym nawet naszą polską „wiarę”. Nic bardziej mylnego. Udowadnia to Ola Synowiec w swoim fantastycznym reportażu “Dzieci szóstego słońca”. Wchodząc w sam środek tego różnorodnego państwa, pokazuje jego potężne bogactwo kulturowe.

Dowodzi tego chociażby liczba 60(!) języków urzędowych i niezliczona ilość wyznań i kościołów, które w nowych czasach powstają w Ameryce Łacińskiej jak grzyby po deszczu. To zupełnie inny obraz wiary, niż ta, którą znamy z panujących schematów. Potwierdzeniem tego jest odbywający się karnawał z okazji Święta Zmarłych, powstały jako fikcyjna scena w filmie o przygodach Jamesa Bonda. Po premierze filmu fani byli zaskoczeni, że owego święta w Meksyku nie ma, więc na potrzeby fanów i turystów je stworzono…

Te wspomniane grzyby nie są tutaj też żadnym przypadkiem, bowiem Meksyk to stolica grzybów halucynogennych. Czci się tutaj taką wiarę i Boga, w jakiego chce się wierzyć, odchodząc coraz brutalniej od narzuconych zasad i wartości kościoła katolickiego. Liczy się tutaj metafizyka i jak opisuje to Synowiec, w Meksyku nawet ateiści w coś wierzą. Homogeniczność religijna jest tutaj czymś niemożliwym. Mieszają się tutaj mormoni, arabowie, islamiści czy judaiści. Jednym słowem religia czy wiara polega tutaj na wolności, a nie na przekonaniach narzuconych przez kogoś setki lat temu. Ale ich potrzeba jest też tak silna, że przybiera czasem zaskakujące formy kultu i ruchów New Age’owych.

Porzućcie więc wszelkie poradniki pozytywnego myślenia i książki „szukające w nas światła”. “Dzieci szóstego słońca” to najlepsza lektura, żeby zrozumieć, że najważniejsza w życiu jest wolność, umysłu, wyboru. Nawet jeśli jak w przypadku Indian z południowego Meksyku jest on oparty na kulcie butelki Coca-Coli czy Duchu Świetnym w spreju, którego można kupić na bazarze w Meksyku.

„+ – 1968”

Muzeum Plakatu w Wilanowie

4/6

Rok 1968 posiada w sobie wiele znaczących dat, które w tym roku obchodzą swoje 50 rocznice. Tytułowa data wystawy w Muzeum Plakatu w Wilanowie to jednocześnie rok inauguracji działalności pierwszej tego typu instytucji na świecie, której misją stała się archiwizacja dokumentów współczesnej ikonosfery. Tak dla przypomnienia, Polska Szkoła Plakatu była wówczas jedną z najciekawszych i najważniejszych na świecie. Bowiem plakat czyli grafika, obraz, był i powinien być sztuką. To się jednak nieco zmieniło,  przynajmniej w masowej świadomości. Z racji, iż to miejsce często jest niesłusznie pomijane przez miłośników galerii i muzeów, w tę rocznicę szczególnie warto o nim mówić.

Na aktualną wystawę składa się wybór plakatów reprezentatywnych dla tego okresu. Pokazuje ona na kilku poziomach interpretacyjnych, najbardziej charakterystyczne style i tendencje połowy lat 60. Ograniczony do 170 plakatów tematyczny wybór prac ilustruje najważniejsze wydarzenia tamtego burzliwego czasu. Na wystawie zaprezentowano prace światowej sławy twórców, takich jak: Andy Warhol, Roy Lichtenstein, Robert Indiana, Peter Max, Martin Sharp, Frank Stella czy Tadanori Yokoo.

Plakat to takie niepozorne dzieło sztuki, które, jak udowadnia wystawa w Muzeum w Wielanowie, niesie w sobie ogromną wartość. Poza tym, jestem przekonany, że wystarczy jedna wizyta w tym miejscu i stare plakaty staną się waszym uzależnieniem. Wystawa z okazji 50. rocznicy otwarcia jest do tego uzależnienia idealną okazją.