Notatnik kulturalny #67

24 września 2018, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

„Kamerdyner” reż. Filip Bajon

Next Film

4/6

Srebrne Lwy na tegorocznym festiwalu w Gdyni powędrowały do Filipa Bajona i jego najnowszego filmu „Kamerdyner”. Filmu kręconego przez trzy lata, a zapowiadanego przez jeszcze kolejne trzy, filmu, który swoim niemal 20 milionowym budżetem przebił nasze ostatnie rodzime produkcje. Do tego temat idealnie wpisujący się w obchody setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Mamy rodziną sagę rodu von Kraussów rozpisaną na 45 lat, przechodzącą zarówno pierwszą jak i drugą wojnę światową, a także ciągle zderzającą się w całkowicie dziś pomijanym przez historię konflikcie polsko-niemiecko-kaszubskim. To monumentalna opowieść przypominająca książkę Tomasza Manna „Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny”. Temat, który w polskim kinie zdarza się bardzo rzadko.

Zadanie było więc ryzykowane, ale Filip Bajon zaskakuje. Jego nowy film jest odbiciem od ostatnich czerstwych produkcji ze “Ślubami panieńskimi” na czele. „Kamerdyner” to kino stworzone niezwykle świeżo, uczciwie i rzetelnie. W gruncie rzeczy to opowieść kameralna zamykająca się w dużej mierze w przestrzeni imponującego pałacu von. Kraussów. Opowieść o niezrozumieniu, które zaczyna się jak zawsze od rodziny, żeby chwilę później przelewać się dalej. To kino przepięknie sfotografowane, ubrane w scenografię, kostiumy i masę rekwizytów, które zwyczajnie sprawia przyjemność, podobnie jak podbijająca ton muzyka Antoniego Łazarkiewicza. Właściwie byłoby to kino w pełni kompletne, gdyby nie teoretycznie wątek główny filmu, mezalians, do którego dochodzi pomiędzy córką hrabiny i kamerdynerem. Ale ta miłość wbrew obaw w filmie jest jedynie tłem, nieco bezbarwna, ckliwa, pokazana często bez pomysłu, bez głębi. Właściwie mogłoby jej nie być. Całe show w tym filmie kradnie wybitny Janusz Gajos (kaszub Bazyl Miotke), który podobnie jak za rolę w “Klerze” został skandalicznie pominięty przez jury Festiwalu w Gdyni. Niezwykle głęboką i przejmującą postać tworzy także Anna Radwan i nieco demoniczny, znów zaskakujący Adam Woronowicz. Co do młodszego pokolenia to uznajmy, że tak jak z wątkiem miłosnym…

To z pewnością jeden z najważniejszych filmów w bogatym dorobku Filipa Bajona, jeśli nie najważniejszy. Zbudowany z rozmachem, będąc jakby kwintesencją słowa epickość. Takiego filmu nie mieliśmy od lat. Właściwie pomijając wiele „super-produkcji”, także Bajona tak uczciwie, a zarazem monumentalne kino skończyło się na „Nocach i dniach” Jerzego Antczaka. Na całe szczęście pięknie sfotografowana miłość do kina i ckliwa miłość dwójki bohaterów nie przyćmiła przekazu jaki niesie ze sobą „Kamerdyner”. W tym filmie jest poukrywanych wiele istotnych kwestii, najczęściej wypowiadanych przez Bazyla Miotkę, który nawołuje ludzi do tego by w końcu zaczęli rozmawiać. Minęło tyle lat, a my wciąż w tym samym milczeniu. Takiej rzetelnej i wyrafinowanej w swojej wielkości rozmowy w polskim kinie dawno nie mieliśmy!

„Raj” The Dumplings

Warner Music Poland

6/6

Nasza muzyka mieni się wielobarwnością, jest ambitna, świeża, niczym nie ustępując zagranicznym produkcjom. I jeszcze parę lat temu, kiedy i zespół The Dumplings zaczynał stając się niemałą sensacją wszystko było jakby nieśmiałym początkiem. Z tematem elektroniki tworzonej przez młodych ludzi, którzy dopiero lizali smak życia. Dopiero dojrzewali. Byli nierzadko naiwni, beztroscy i mieli do tego absolutne prawo. W końcu przy swoim debiucie mieli zaledwie piętnaście lat! Dziś przychodzi nam zmierzyć się z ich trzecią płytą zatytułowaną „Raj”, która zaskakuje dojrzałością, formą, niesamowitym progresem. To najlepsza polska płyta tego roku!

„Raj” jest z jednej strony świadomą kontynuacją po electro-popowej drodze, którą Justyna Święś i Kuba Karaś wyznaczyli sobie na początku. To co wybija The Dumplings na tle reszty masowo powstałych w owym czasie zespołów grających muzykę elektroniczną to teksty. Świeś piszę coś na miarę poezji. Są one nieoczywiste, niepokojące, będące jak przerażający głos wewnętrzny młodego pokolenia, które nie wie jak ma żyć, szczególnie w niesamowitym utworze „Przykro mi”. Zmierzenie się z tytułowym rajem jest mroczne, rozczarowujące, gorzkie, ale nie dla słuchacza, który dostaje niejednoznaczny, głęboki, wyśmienity album przepełniony poukrywaną różnorodnością. To muzyczne złote skarby od Karasia mieniące się elementami techno czy ambientu. A tym, którzy już narzekają, że to co innego, że to już nie to samo radzę podobnie jak młodym artystom dojrzewać wraz ich muzyką. Bo nie ma nic piękniejszego, niż poszerzanie swoich horyzontów i edukowanie słuchaczy. To właśnie zrobili ze sobą The Dumplings. To dojrzała płyta, płyta tylko dla odważnych.

„Ćma” Reni Jusis

Sony Music

4/6

Nie byłoby elektroniki i wielu dzisiejszych młodych zespołów gdyby nie dwie matki chrzestne tego gatunku w Polsce. Z jednej strony Novika rozwijająca się na niezależnym polu muzycznym, z drugiej Reni Jusis, która przebiła się swoją muzyką na pierwsze miejsca list przebojów, stając się swego czasu najbardziej topową wokalistką w kraju, której hymn “Kiedyś Cię znajdę” śpiewali wszyscy. Ale Reni nie jest tym częstym zjawiskiem, które raz wybucha i odcina kupony od tego co było. To niesamowicie charyzmatyczna, poszukująca i otwarta na nowe artystka. Udowadnia to na najnowszej płycie “Ćma”, która podobnie jak poprzedni krążek “Bang!”, będący powrotem po wieloletniej przerwie pokazuje jak pomimo upływu dwudziestu lat od debiut można być świeżym i wyznaczającym trendy artystą. Wystarczy myśleć.

Artystka wciąż myśli i czuć to zarówno w tekstach jak i muzyce. Można by rzec, że jest elektroniczna do bólu, przepełniona wielobarwnością i brakiem ograniczeń. To elektronika, która cytując przysłowie jest do tańca i do różańca. Wyrafinowana, eklektyczna, a zarazem bardzo spójna, inteligenta w swym tanecznym wydaniu. A to wszystko wśród tekstów komentujących zawirowany świat dzisiejszej rzeczywistości. Jest też coś niezwykle pysznego na samym końcu, to gościnny udział aktora Jakuba Gierszała, który fenomenalnie przypomniał i zinterpretował wiersz Stanisława Barańczaka “Jeżeli porcelana to wyłącznie taka”. Szkoda, że za tą elektroniką jak ćmy do światła nie idą już jak niegdyś te miliony. Szkoda, że tak łatwo się zatrzymujemy. Reni Jusis pokazała swój kolejny etap muzycznej podróży. Podobnie jak w przypadku The Dumplings gorzkiej i prześwietlającej nasze czasy. Cierpkiej podróży nocnej ćmy, która z utęsknieniem czeka na poranek, by przeistoczyć się w wielobarwnego motyla. Też czekam na takie czasy.