The Dom – mekka artystów

5 października 2018, Jacek Górecki

Kulturaludzie

Andy Warchol, The Velvet Underground, Alan Ginsberg czy inni najważniejsi poeci ery bitników w jednym miejscu? Taki był właśnie założony przez Polaka klub The DOM, dziś Narodowy Dom Polski w Nowym Jorku.

Nie ma chyba innej stolicy nocnego życia, niż Nowy Jork. Jedyne miejsce na ziemi, w którym nigdy się nie zasypia. Kolebka jazzu, teatrów, niewielkich studyjnych kin poupychanych w przejściach, najlepszych musicali czy niekończących się rozmów o sztuce toczonych przez nowe ruchy malarzy i poetów. No przynajmniej kiedyś tak było, w latach 60. Wtedy wówczas Stanley Tolkin otworzył miejsce, które stało się przebojem na modnej, kulturalnej mapie miasta. Pretekstem do przyjrzenia się tej historii jest wydana właśnie przez Wydawnictwo Czarne książka Jana Błaszczaka – „The DOM”. Jak próbuje zakreślić Błaszczak. „Nazwisko „Tolkin” pochodzi najpewniej od polskiego „Tolczyński” lub „Tulczyński”, wywodzącego się od miejscowości Tulczyn na Podolu. Miasteczka, w którego okolicach dochodziło do pogromów ludności żydowskiej.”

To był rok 1964, w Polsce głęboki PRL, w Ameryce Sidney Poitier jako pierwszy czarnoskóry aktor odbiera właśnie Oscara za pierwszoplanową rolę w filmie “Polne lillie”. W tym samym roku Stanley Tolkin, jeden z “polonusów” z sukcesem prowadzi niewielki bar nazwany swoim imieniem, postanawia przejąć dość duży obiekt i otwiera klub The DOM, który szybko okazuje się złotym interesem. A zwykłe spotkania z lokalnymi artystami, z czasem przyciągają coraz to znakomitsze nazwiska ze świata sztuki. To tam chociażby w 1966 roku odbyła się premiera performance’u „Exploding Plastic Inevitable” z udziałem muzyków The Velvet Underground.

To właśnie ogrom tego miejsca między innymi zadecydował o sukcesie klubu. Wówczas większość spelun i mini klubów nie mieściła wielu gości, a pragnący rozmów do rana jazzmani czy bitnicy szukali czegoś co ich wszystkich pomieści. Jak wspominał sam Tolkin to było miejsce dla każdego, kto chciał oderwać się od rzeczywistości i przenieść w świat sztuki. “Na początku pojawili się artyści, później nauczyciele, pisarze i w pewnym momencie mieliśmy wszystkich: speców od reklamy, lekarzy mieszkających w pobliskich kamienicach, początkujących prawników i budowlańców” – wyznał Polak w jednym z wywiadów.

Największym przełomem było pojawienie się w klubie Andy’ego Warchola, który wyświetlał tam swoje filmy. Ale Toklin już wcześniej sprawiał, że w jego miejscówkach odkrywano największych artystów. Tak jak na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, na skrzyżowaniu Dwunastej Ulicy i alei B, gdzie w jego pierwszym barze do serwowanych pierogów z kapustą grano jazz, blues czy folk, a w tym pierwsze nagrania mistrza Milesa Davisa.  Pojawienie się Warchola sprawiło, że klub nie miał już żadnej konkurencji, a za nazwiskiem artysty pojawiali się najbardziej wpływowi ludzie z Manhattanu. To w klubie The DOM pojawiała się chociażby Jackie Kennedy w towarzystwie prezentera telewizyjnego Waltera Cronkite czy legendarny włoski reżyser Michelangelo Antonioni z aktorką Claudią Cardinale. By wspomnieć na koniec samego Salvadora Dali, który został wyrzucony na ulicę, kiedy pijany próbował wykonać słynny trik ze ściągnięciem obrusu spod szklanek i kufli.

Dziś w miejscu słynnego klubu znajduje się to co na każdym kroku, czyli ogromny, szklany wieżowiec. Ameryka nie lubi być sentymentalna, więc łatwo jej zastąpić historię czymś nowym. Ale na znak wspomnienia kultowego klubu na Greenpointcie mieści się Narodowy Dom Polski, który kultywuje tradycje Polaka. To tam ponownie gromadzi się światek artystyczny. Najczęściej występują tam gwiazdy z Polski, muzycy, którzy przyjeżdżają zagrać koncerty dla tamtejszej polonii. Ale obok zespołów takich jak Bajm czy Lady Punk pojawiają się też najlepsze amerykańskie perełki sceny alternatywnej jak kilka lat temu Panda Bear czy Le Tigre. Może ktoś jeszcze kiedyś wpadnie na takie miejsce gdzie Warchol, Dali i Kennedy słuchają poezji bitników, gdzie punk miesza się z hipisami i jazzem, a wszystko do podanych na stole pierogów z kapustą.