Timothee Chalamet – nowy książę kina

11 stycznia 2019, Jacek Górecki

Kulturaludzie

Każda era w kinie ma swojego buntownika. Buntownika z wyboru. Buntownika bez powodu. Był nim niegdyś bez wątpienia James Dean, później Marlon Brando, Al Pacino. Był nim nie tak dawno młodziutki Leonardo DiCaprio, na którego punkcie dzieciaki w latach 90. oszalały. Dziś, kiedy kino mierzy się z nowymi czasami otrzymaliśmy nowego księcia, a jest nim Timothee Chalamet.

Wracając do czasów Jamesa Deana, to cała jego postać, zachowanie, ubiór, role, które otrzymywał, wszystko to łączyło się ze sobą na obraz, w którym kochały się i na którym wzorowały miliony młodych ludzi. Czerwona kurtka i biały top czy postać rebelianta w filmie „Buntownik bez powodu” to już klasyk młodzieży z połowy lat 50. Zresztą podobnie było z Marlonem Brando w „Tramwaju zwanym pożądaniem”, kiedy to ludzie oniemieli, jak ten założył na siebie biały podkoszulek potraktowany jako element garderoby, a nie jak wcześniej element bielizny dla żołnierzy. Do tego, ten jego bezczelny, wręcz agresywny ton i zachowanie. Później byli kolejni, w których kochały się kobiety, a wzorowali mężczyźni. Jeszcze przecież niemal dekadę temu takim wzorem był Ryan Gosling czy to za sprawą romansidła „Pamiętnik” czy buntowniczego klasyka millenialsów filmu „Drive” ze słynną już białą kurtką z wyszywanym na plecach skorpionem. Do tego kamienna, niepokojąca twarz, spokojny głos i… idealnie ułożone włosy.

Nowy młody gniewny?

Dziś, kiedy wszystko się pomieszało, kiedy kino otrzymuje niemal codziennie ogromną porcję filmów, seriali czy produkcji łączących przeróżne formy, wykreowanie nowego superbohatera, buntownika, księcia czy jak go inaczej nazwać, wydawało się niemożliwe. Przecież za szybko się nudzimy, przecież my się nie chcemy wzorować, inspirować, bo przecież tak istotny jest indywidualizm, kreacja osobista… A jednak od wielu miesięcy nie ma ważniejszego nazwiska od księcia Chalameta. Młodego, dziś dwudziestotrzyletniego chłopaka, który zagrał już w tak głośnych i nagradzanych filmach jak „Tamte dni, tamte noce”, „Lady Bird” czy ostatnio „Mój piękny syn”, za który prawdopodobnie za parę dni otrzyma drugą nominację do Oscara. Bezczelny!

Wróćmy jednak do początku, kiedy to jako młody chłopak marzył o karierze piłkarza, spędzając na boisku niemal cały swój wolny czas. Nad łóżkiem porozklejane miał plakaty swoich sportowych idoli. W miarę dojrzewania stopniowo to porzucał. Szczególnie istotnym momentem było dostanie się do szkoły teatralnej im. Fiorella LaGuardii w Nowym Jorku. To prestiżowe miejsce obudziło w nim kreatywność do tego stopnia, że zanim zdecydował się pójść w stronę aktorstwa, rozkochał się w rapie. Mało osób wie, że wówczas rozpoczął swoją krótką karierę jako Lil’ Timmy Tim. Z tego okresu pochodzi jego jedyna piosenka, w której rapuje o miłości do swojej nauczycielki od statystyki!

Chłopak córki Madonny

Chalamet w kinie zadebiutował dość wcześnie, ale mało znaczącymi epizodami. Dopiero rola dzieciaka w filmie „Interstellar” Christophera Nolana dała mu promyk popularności. W tym samym okresie został też chłopakiem Lourdes Leon czyli chłopakiem córki Madonny. Tak, tej Madonny! Wysoko mierzył zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Ale udało się tylko utrzymać pozycję w pierwszym zadaniu. Właściwie rozwinął się tak, że na jego punkcie dziś ludzie mają obsesję.

Popularność młody aktor uzyskał w 2017 roku, kiedy do kin wszedł obraz Luca Guadagnino „Tamte dni, tamte noce”. Na potrzeby tego filmu Chalamet nauczył się specjalnie języka włoskiego. Rola młodego chłopaka, który wchodzi w intymną relację z nieco starszym Olivierem była pretekstem do pytań o orientację seksualną aktora. Chalamet przez cały ten czas chronił swoją prywatność. Notorycznie pokazuje się z przepięknymi kobietami i nie komentuje pytań o seksualność. Uważa, że nie wszystko jest na sprzedaż. Jednak w czasach kiedy musimy wszystko o wszystkich wiedzieć, gdy zamiast zakochiwać się w kimś czy kibicować mu, wolimy hejtować, w czasach, gdzie nie ma wzorów i idoli, taki niepozorny Timothee, pół-Amerykanin, pół-Francuz jest na językach całego świata.

Przełom

Wszystko to wybuchło w tym roku, kiedy po latach poszukiwań i wielu przesłuchaniach powierzono mu rolę Nica w „Mój piękny syn” (tu przeczytacie naszą recenzję filmu).Problem młodego człowieka walczącego z uzależnieniem wydawał mu się fascynującym wyzwaniem, ale też początkiem do rozpoczęcia debaty o narkotykach wśród młodych ludzi, temacie mocno do tej pory omijanym w amerykańskich mediach. Zresztą jak przyznał Timothee w jednym z wywiadów, narkotyki to dla dzieciaka, który wychował się w Nowym Jorku żadna nowość, co gorsze, jak zaobserwował, znacznie bardziej przerażająco to wyglądało niż jak w opisywanych latach 70.

To wszystko powoduje, że młody chłopak stał się dla wielu idolem, wyśnioną miłością. Tematy, problemy jakie poruszają filmy, w których gra, są odbiciem świata młodych ludzi. Do tego wszystkiego sam Chalamet, który choć lubi eksperymentować z modą, to jest niezwykle skromny. Do tego grzeczny i dobrze wychowany. Taki ideał, w którym dziś kochają się nie tylko kobiety, ale i młodzi mężczyźni.

Przyszłość należy do Timothee

Co czeka nas w najbliższych miesiącach z Timothee Chalametem w roli głównej? Proszę się nie obawiać, projekty są niezwykle interesujące i potwierdzają tylko, jak starannie młody aktor wybiera role. Zresztą tutaj warto też wspomnieć, że odrzucił on role w kasowej kontynuacji „Spidermana”, który po dwukrotnym przeczytaniu scenariusza wydawał mu się zwyczajnie mało ciekawy. A więc będzie w tym roku długo wyczekiwany Woody Allen i film „A Rainy Day in New York”, główna rola w filmie o królu Henryku V, którą opowie nam David Michód czy drugi film Grety Gerwig, która tym razem postanowiła przypomnieć wielokrotnie przenoszoną na ekran książkę „Małe kobietki”, gdzie Chalamet zagrał obok Saoirse Ronan, Emmy Watson i samej Meryl Streep. Na koniec projekt, na który czekamy najbardziej, nowy film Wesa Andersona, który tym razem szykuje zwariowany i kolorowy musical, gdzie obok naszego księcia pojawią się Tilda Swinton, Bill Murray, Benicio Del Toro czy Francis McDormand. Trzymamy za Timothee mocno kciuki i coś czujemy, że ta globalna miłość do niego lada moment tylko się powiększy!