Wszystkie twarze Meryl Streep

19 stycznia 2018, Jacek Górecki

Kulturaludzie

Kobieta. Żona. Matka czwórki dzieci. Działaczka społeczna o lewicowych poglądach. Ateistka. A przy okazji wybitna aktorka mająca na koncie 20 nominacji do Oskara i 30 nominacji do Złotego Globu. Debiutowała pięć dekad temu. Wówczas Andrzej Wajda powiedział o niej, że nie ma potencjału na wielką gwiazdę. Zagrała u niego w spektaklu będąc jeszcze w szkole teatralnej, a później stała się potęgą.

Nie do końca jest możliwe ocenić jej talent. To kwestia, która zawsze będzie sporna, posiadająca swoich przeciwników i zwolenników. Zresztą o jej rolach rozpisywano się niejednokrotnie. My, z okazji zbliżającej się pomału 90. ceremonii rozdania Oscarów (4 marca), podczas której zapewne wśród nominowanych znajdzie się i Streep, postanowiliśmy przybliżyć sylwetkę tej aktorki kameleona i bogini kina. Posiada ona również kilka nieczystych kart w swoim życiorysie, a także fakty, o których często się nie wie. Nadrabiamy te zaległości. Oto wszystkie, a z pewnością inne twarze Meryl Streep.

Początek wielkiej kariery

Na początku była szkoła, wybrała uniwersytet teatralny w Yale. Nie była ulubienicą studentów, zresztą od dziecka miała problem z rówieśnikami. Często wspomina, że jej dzieciństwo nie należało do najprzyjemniejszych, była nielubiana i śmiano się z jej urody. Jak mówi sama o sobie była brzydka, miała za duże okulary na nosie, aparat ortodontyczny i krótkie, niezbyt estetyczne loczki. Wszystko to raczej ją postarzało. W szkole teatralnej rówieśnicy zdawali sobie sprawę, że jest najlepsza i nie było to dla jej kolegów łatwe do przyjęcia, woleli ją omijać. Inaczej było z profesorami, którzy rozkochiwali się w jej talencie. Na każdym przedmiocie dostawała najlepsze oceny, nawet w szermierce. Na trzecim roku studiów zagrała pierwszą ważną rolę. To była rola u samego Andrzeja Wajdy w spektaklu Biesy na podstawie powieści Fiodora Dostojewskiego. Był nią zachwycony, ale raczej nie wróżył jej wielkiej kariery, powiedział, że nie ma potencjału na wielką gwiazdę. Czasem i największy mistrz się myli.

Polskie inspiracje

Jej opus magnum to rola Zofii Zawistowskiej, byłej więźniarki obozu oświęcimskiego w filmie Wybór Zofii. Ale Meryl ten sukces zawdzięcza w głównej mierze polskiej aktorce Elżbiecie Czyżewskiej. Pierwszy raz poznała ją podczas wspomnianej współpracy z Wajdą. Jak mówi, Zofię stworzyła z Czyżewskiej, ukradła, jak przyznaje, jej akcent, szczególnie sposób wymawiania samogłosek. Zresztą, to cały klucz budowania postaci przez Streep, która nie ukrywa, że buduje role na okradaniu z zachowań podpatrzonych u innych ludzi, bardzo często mężczyzn. Od samego początku aktorka miała to szczęście, że pracowała z największymi reżyserami w historii kina, ale też partnerowali jej najbardziej pożądani amanci. Za kamerą Woody Allen, Sydney Pollack, Clint Eastwood, Robert Altman, Mike Nichols, w objęciach zaś Kevin Kleine, Dustin Hoffman, Jeremy Irons, Jack Nicholson, Robert DeNiro czy Robert Redford i można by tak wymieniać i wymieniać…

Wyrazista na ekranie i w życiu prywatnym

W parze z kolejnymi rolami idzie zwykłe życie. Jeżeli tak można określić życie Meryl Streep. Matka czwórki dzieci, żona tego samego męża od czterdziestu lat. Na koncie też mało skandali, szczególnie jak na Hollywood. Ale z pewnością kwestią kontrowersyjną jest jej podejście do religii. To temat jej odległy, a o samej przynależności do jakiegokolwiek kościoła powiedziała kilka lat temu tak: “Nie uznaję żadnej doktryny. Nie należę do kościoła, świątyni czy synagogi lub aśramy.” Jest to dość rzadko spotykane podejście do tematu wiary w Hollywood, zresztą obok niej, drugą największą ateistką w świecie filmów była Kathrine Hepburn i często musiała się z tego tłumaczyć.

Dziś Meryl Streep nazywana jest królową nie tylko kina, co wszelakich nagród. Na swoim koncie ma zarówno aktorską Złotą Palmę, Srebrnego Niedźwiedzia, a także 3 Oscary i 9 Złotych Globów. Ale zanim została najbardziej utytułowaną aktorką w historii, zaczęła od wielkiej wpadki. Otóż, podczas rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej w 1980 roku, aktorka nominowana była za drugoplanową rolę w filmie Łowca Jeleni. Nie spodziewała się wygranej, dlatego tuż po otrzymaniu statuetki zdenerwowana pobiegła do toalety, zostawiając tam swojego pierwszego Oscara. Na całe szczęście, po paru minutach nagroda powróciła do młodziutkiej aktorki. Później było już tylko z górki, chociaż, jak żartuje sama aktorka, każda kolejna nominacja u niektórych wywołuje oburzenie. Odbierając trzeciego Oscara, za rolę Margaret Thatcher, zażartowała z siebie, rozpoczynając przemówienie od słów: Znowu ona! Jednym z największych krytyków jej talentu jest obecny prezydent Ameryki Donald Trump, który w zeszłym roku stwierdził, że Streep to jedna z najbardziej przecenianych aktorek w historii kina. Oczywiście była to reakcja na przemówienie Meryl, która, choć nie użyła jego nazwiska, dość ostro skomentowała politykę, którą on uprawia.

Zresztą dla Streep, podobnie jak wielu innych wybitnych aktorów, nie wystarcza tylko rola aktora. To tylko część jej potęgi, którą od lat świadomie buduje, m.in.: walcząc i zabierając głos w słusznej sprawie. Tak było chociażby w ostatnich miesiącach, kiedy na fali skandali seksualnych w Hollywood, wywoła do odpowiedzi obecną pierwszą damę mówiąc wprost: „Chcę, żeby Melania Trump przemówiła. Ona ma wiele istotnych rzeczy do powiedzenia.” Sama aktorka opowiedziała w tym samym czasie o swoich przykrych początkach pracy w zawodzie. W wywiadzie dla New York Timesa wyznała, że na planie Sprawy Kramerów ,podczas kręcenia pierwszej sceny, Dustin Hoffman naprawdę ją mocno spoliczkował. To było dla niej przekroczenie ważnej granicy. Ale już za wieloletnie milczenie w sprawie afery Harveya Weinsteina, oskarżonego o molestowanie kilkudziesięciu aktorek, została bardzo mocno skrytykowana przez środowisko, nazwana nawet przez Rose McGowan hipokrytką.

Ta sama, a zawsze inna

Granica w zachowaniu czystości w zawodzie jest dla niej niezwykle cenna. Meryl przyznaje się do tego, że nie interesuje ją aktorstwo polegające na zatracaniu się w roli. Metoda Stanisławskiego, która narodziła się w latach 50., polegająca na budowaniu postaci od strony realizmu psychologicznego, często bazując na własnych, osobistych przeżyciach, jest jej daleka. Jak wspomniałem, aktorka buduje postaci podpatrując u innych zachowania. Ale nie jest to do końca ułatwienie zadania. Wystarczy wspomnieć porażającą metamorfozę w roli rabina Isidora Chemelwitza w arcydziele telewizyjnym Anioły w Ameryce. Ważnym elementem przy tworzeniu postaci jest dla niej także muzyka. To od niej zaczyna się wielomiesięczna praca. Charakter każdej jej postaci budowany jest na początku za pomocą muzyki klasycznej. Tak było chociażby w przypadku wybitnej kreacji Clarissy Vaughan w filmie Godziny. Wówczas namiętnie, a wręcz obsesyjnie słuchała Richarda Straussa, który ostatecznie został wykorzystany przez reżysera Stephena Daldry w jednej ze scen filmu.

Żelazna dama kina

O tym, która aktorka jest tą najwybitniejszą w historii kina nie da się rozstrzygnąć. Jest to też zupełnie niepotrzebne. Dla jednych będzie to z pewnością Meryl Streep, inni wymienią Cate Blanchett, jeszcze inni cofną się o kilka dekad, by podziwiać wielkość Bette Davis czy nieocenionej, wielkiej Kathrine Hepburn. Zdania zawsze będą podzielone. Jedno jest pewne, drugiej takiej jak Streep nie ma. To aktorka, która z każdą rolą porywa za sobą tłumy. Jest dziś najlepszą propagatorką kina. Na filmy z jej udziałem po prostu się czeka. Tak jest chociażby z wchodzącym w styczniu do polskich kin, długo wyczekiwanym filmem The Post w reżyserii samego Stevena Spielberga, w którym Meryl wcieliła się w postać Kay Graham, wydawczyni dziennika The Washington Post, która ujawnia tajemnice polityczne ukrywane cztery dekady przez władze USA.

Ten rok to także druga część przebojowego musicalu Mamma Mia! oraz kontynuacja legendarnego filmu z lat 60. o przygodach Mary Poppins. A dalej to już tylko Oscary, kolejne nominacje, laury i role, o których będzie mówić cały świat. Jest jeszcze jedna ważna kwestia. Jej talent to jedno, drugie to los szczęścia, którego nie miały jej koleżanki w podobnym wieku. Szczęścia do scenariuszy nie można jej odebrać, chociaż teraz już posiada taką pozycję, że sama je wybiera i kupuje. To naprawdę jest żelazna dama kina.