Wywiad: Marcelina

6 grudnia 2018, Jacek Górecki

Kulturaludzie

Marcelina to jedna z najciekawszych wokalistek młodego pokolenia. Po przekroczeniu trzydziestki postanowiła ubrać się w ulubiony odcień różu i zarażać pozytywną energią na swoim czwartym solowym krążku zatytułowanym „Koniec wakacji”. Jej pozytywne nastawienie do życia jest idealne na każdą pogodę i porę roku. Przeczytajcie naszą rozmowę z artystką, a potem posłuchajcie jej!

Jacek Górecki: Na najnowszej płycie zaczynasz tańczyć. Twój taniec, który przerywa sen, to krok w stronę dorosłości?

Marcelina: Dorosła czuję się już od dłuższego czasu, natomiast rzeczywiście ostatnio oswajam bardzo temat końców i początków. Sinusoidę, jaka panuje w życiu. Mam wrażenie, że dzięki temu ona ma mniejszą amplitudę! Wychodzenie poza strefę komfortu staje się w pewnym momencie po prostu czymś naturalnym i normalnym. Wydaje mi się, że po trzydziestce nastaje taki fajny czas, że jeśli przerobiło się pewne tematy, to w końcu człowiek się wyluzowuje i z przyjemnością bierze na siebie pewną odpowiedzialność, bo przestaje chodzić tak po omacku. Nabiera większej świadomości i też akceptacji. No i z tym dystansem po prostu o wiele lepiej się żyje.  A przede wszystkim tu i teraz. Jak w tańcu.

A gdybyś miała opisać wydarzenie z dzieciństwa, które Cię ukształtowało, które było jedynym z tych smaków oranżady? 

Myślę, że chyba właśnie wakacje. One się dzieliły na wakacje u dziadków w górach, domki na drzewach, bieganie po lasach, budowanie szałasów, ogniska, bandy dzikich dzieci, bo cały czas tworzyliśmy jakieś bandy, które polowały na inne bandy (śmiech). No i wakacje na wczasach pracowniczych w Dąbkach nad morzem. Tam to dopiero były bandy. Były kucharki walące w gong, że już czas na śniadanie i wszyscy szli posłusznie ze sztućcami na stołówkę! Zupełnie teraz nie mogę sobie wyobrazić, że jako dorosły człowiek jadę na taki turnus z ludźmi z pracy i posłusznie chodzę na śniadania! Z drugiej strony piękna była ta komuna, że dorośli siedzą przed domkami, pija kawę i jędza ciastka, a dzieciaki samopas biegają po lesie, układają szyszki, jeżdżą rowerami i maja swoje bandy. Takie trochę piękne, trochę dziwne. Ale zdecydowanie to są bardzo silne wspomnienia, które mnie ukształtowały i zapewniły jakieś sentymenty!

Jesteś sentymentalna? 

Od dziecka piszę pamiętniki. Kocham ładne zeszyty, zapisuję tam różne rzeczy. Lubię przedmioty z duszą. Stare meble, stare domy, architekturę, w której jeszcze chodziło o estetykę, a nie tylko funkcjonalność. Lubię synestezję wspomnień, że niekiedy jeden zapach porusza całą machinę w głowie, bo z czymś mocno się kojarzy. Ale raczej nie jestem sentymentalna do przesady. Kiedy czuję, że sentymenty zaczynają powodować jakiś dyskomfort, brać górę nad logika, to potrafię od sentymentów się odciąć.

A jak to jest w Twoim pokoleniu, twoim otoczeniu, czy ludzie lubią zaglądać do przeszłości,  czy raczej żyją tu i teraz, bez zastanawiania i wspominania? 

Myślę, że ludzie za bardzo roztrząsają przeszłość i planują przyszłość, a za mało żyją tu i teraz. Za mało się zwyczajnie JEST!

Na nowym albumie bardzo często pojawia się motyw ucieczki, ucieczki właśnie w przeszłość czy przyszłość, miejsce z dala od tego dzikiego tłumu.

Lubię duże miasta i pęd, jaki w nich panuje. To wszystko mnie bardzo nakręca, ale potem muszę od tego odpocząć. góry są dla mnie taką ucieczką czy wręcz oazą. Tam totalnie oddaję się rodzinie i zamieniam się w kurę domową. Zakładam wygodne ciuchy, maluję ściany, robię coś pożytecznego. Muzyka też jest pożyteczna oczywiście, ta pasja mnie nie odstępuje na krok, ale po prostu robię takie rzeczy, które zbliżają mnie do korzeni.

Do współpracy nad albumem zaprosiłaś Kubę Karasia? Jak wyglądał proces powstania płyty?

Pojechaliśmy w okolice Szklarskiej Poręby w trojkę: Kuba Karaś, Kamil Kryszak (gitarzysta) i ja. Zamknęliśmy się tam na 10 dni i stworzyliśmy cały materiał. Dlatego mówię, że dobrze się bawię na tej płycie. To był bardzo dobry, twórczy czas przypominający bardzo kreatywne kolonie. Rozstawiliśmy cały potrzebny sprzęt i zamknęliśmy się razem w czterech ścianach zanurzając się w bajce, jaką była ta płyta. Mieliśmy zobaczyć czy nasze trio w ogóle działa, czy może uda się nagrać parę pomysłów. W końcowym efekcie powstała płyta. Wcześniej dużo rozmawialiśmy o inspiracjach, wysyłaliśmy sobie tonę muzyki, brzmień, wiedzieliśmy dokładnie, jaki klimat ma powstać.

Skoro już rozmawiamy o dźwiękach, co muzycznie miało największy wpływ przy pracy nad płytą? 

Myślę, że moja fascynacja Alexandrą Savior. Ale też to, że wszyscy w trójkę mieliśmy lot na określone klimaty w tym samym czasie, Kuba chciał trochę odejść od elektroniki, którą robi na co dzień, ja chciałam jej trochę wprowadzić, a Kryszak był idealnym dopełnieniem.

Ten świat ubierasz w kolor różowy, czy jak to się dziś mówi „millenial pink”. 

Od dziecka lubię ten kolor. Ta muzyka kojarzyła mi się z czymś wyrazistym, z wyjściem z szarości. Kiedy myślałam o oprawie graficznej, wiedziałam, że to będą takie kolory.

Nawiązując do tytułu naszego portalu mobilni czy też grupy millenialsów, do której docieramy, czym dla Ciebie jest mobilność?

Więc chyba powinnam być waszym ambasadorem! Jestem cyganem mieszkającym w zasadzie w samochodzie. Cały czas przemieszczam się między Warszawą a Szklarską Porębą. W samochodzie powstaje najwięcej tekstów, pomysłów. W podróżach najlepiej się myśli, główkuje. Prawo jazdy to chyba jedna z moich ulubionych funkcji (śmiech). Czuję się wtedy wolna i niezależna. Kiedy jadę na wakacje, to najchętniej podróżuję samochodem, w którym mogę spać, zatrzymać się wszędzie, spać pod gwiazdami czy nawet zabrać psa ze sobą. Mobilność to dla mnie możliwość bycia wszędzie.

Na koniec Twój wymarzony koniec wakacji?

Wakacje to stan umysłu. Dla mnie mogą się nigdy nie kończyć.

Rozmawiał Jacek Górecki

Wywiady z ciekawymi ludźmi to nasza specjalność! Przeczytaj nasze rozmowy z Filipem Chajzerem, Urszulą DudziakMisią Furtak.