To już koniec „kręcenia” liczników?

1 lutego 2018, Marek Wieliński

Motoryzacja

Choć w 2017 roku import używanych samochodów nieco wyhamował, to i tak sprowadzamy z zagranicy zdecydowanie więcej aut, niż kupujemy nowych w salonach. Niestety, wybierając auto z drugiej ręki podejmujemy spore ryzyko. Nie mamy pewności co do stanu technicznego, a sprzedawcy chcą często ukryć powypadkową historię. Największą plagą są jednak tzw. korekty liczników, czyli oszustwa dotyczące przebiegu. Sytuację, przynajmniej częściowo, ma zmienić nowy system CEPiK 2.0.CEPiK 2.0 ograniczy „kręcenie” liczników.

CEPiK 2.0 ograniczy „kręcenie” liczników

Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców to baza, w której gromadzone są między innymi dane o samochodach, motocyklach i innych pojazdach poruszających się po polskich drogach. Liczba zbieranych informacji rośnie i zgodnie z założeniami ma również pomagać kupującym używane auta w uniknięciu oszustw.

Jednym z najpopularniejszych i najłatwiejszych z nich jest „kręcenie”, czyli tzw. korekta licznika. Oznacza to, że zmieniane są wskazania przebiegu samochodu, który nagle potrafi „odmłodnieć” nawet o kilkaset tysięcy kilometrów. Operacja taka jest banalnie prosta i przede wszystkim tania. Wystarczy zaledwie 150 zł, aby sprzedawany samochód ze starego rzęcha stał się okazją, którą „Niemiec jeździł tylko do kościoła” i którą „trzymał pod kocem”.

Oczywiście, aby uwiarygodnić wskazania licznika, sprzedawcy często dodatkowo „picują” wnętrze auta. Jednak to też nie jest duży koszt w stosunku do zysku. Wystarczy wymienić kilka elementów, jak pedały czy skórę na kierownicy, a inne potraktować chemią, by wyglądały na mniej zużyte. O skali tego zjawiska mówią szacunki ekspertów, według których aż 90 proc. importowanych do Polski samochodów przechodzi korektę licznika. Tak, prawie wszystkie…

Mniejszy przebieg prezentowany na zegarach podnosi wartość samochodu o kilka tysięcy. Nic więc dziwnego, że nieuczciwi handlarze masowo stosują taki rodzaj oszustwa. Tym bardziej, że z powodu wymagań klientów koło się zamyka. Kupujący uznają psychologiczną granicę 200 000 kilometrów i nie chcą samochodów o większym przebiegu. Taki, który ma ok. 100 000 km lub mniej, to „ideał”. Nie ma znaczenia, że w przypadku kilkunastoletniego auta z silnikiem Diesla z Niemiec, takie samochody praktycznie nie istnieją, ponieważ robią w kilka czy kilkanaście lat po tym rozległym kraju przebiegi rzędu pół miliona kilometrów.

Tylko że kupujący po prostu nawet nie spojrzy na auto, które tyle przejechało i właśnie tyle ma na liczniku. Dla handlarzy oszustwo nie oznacza jedynie większego zarobku, ale wiąże się z tym, czy w ogóle będą w stanie sprzedać dany egzemplarz.

“Kręcenie” liczników – polska plaga

Oczywiście, kwestia licznikowych oszustw nie dotyczy tylko samochodów sprowadzanych zza granicy, ale jest też popularna w przypadku pojazdów użytkowanych w Polsce – nawet od nowości. Ten drugi proceder w pewnym stopniu udało się ograniczyć dzięki temu, że od kilku lat diagności podczas obowiązkowych badań technicznych mają obwiązek odnotowywania aktualnego przebiegu. Później wystarczy już tylko mieć numer VIN, numer rejestracyjny i datę pierwszej rejestracji (wszystkie te informacje są zapisane w dowodzie rejestracyjnym), aby na stronie historiapojazdu.gov.pl sprawdzić przebieg podczas kolejnych kontroli.

To nie wszystko. Jeśli mamy do czynienia z pojazdami zza granicy, można sięgnąć do podobnych baz danych, prowadzonych w innych krajach i sprawdzić, co pokazywał licznik danego auta przed sprowadzeniem go do Polski. Wprowadzany właśnie CEPiK 2.0 ma to jeszcze ułatwić, gdyż sam będzie agregował dane z innych krajów. Co ważne, dotyczy to nie tylko wielu państw europejskich, ale np. też amerykańskiego systemu CarFax.

Niestety, jeszcze przez pewien czas nie będzie to rozwiązanie idealne, gdyż np. Niemcy cały czas pracują nad dołączeniem do europejskiego systemu wymiany danych, a jak wiadomo, to właśnie z tego kraju importujemy najwięcej używanych aut.

Kontrola liczników i nie tylko

Warto przy tym wymienić kolejną zaletę nowego CEPiK-u. Mają być w nim odnotowywane konkretne problemy, które wynikły podczas badań technicznych, dzięki czemu nabywca samochodu będzie lepiej znał jego przeszłość.

Nowy CEPiK to potrzebna zmiana, lecz z pewnością nie zlikwiduje całkowicie problemu „kręcenia” liczników. Wszystko dlatego, że i tak da się to ukryć, a sama korekta nie jest niczym zabronionym. Oszustwem jest dopiero niepoinformowanie klienta o takiej zmianie. Jednak, nawet w razie reklamacji, kupującemu trudno jest udowodnić, że za oszustwem stał handlarz, a nie jeden z pośredników, przez których ręce wcześniej przeszedł pojazd. Dlatego ostatecznym rozwiązaniem problemu byłoby dopiero zakazanie korekt liczników – za wyjątkiem określonych prawnie, wyjątkowych sytuacji, jak np. wymiana silnika.