Kultowy Ogórek ma ponad 70 lat i zaczyna nowe życie

20 lipca 2018, Marek Wieliński

Motoryzacja

Wszystko zaczęło się w 1947 roku od szkicu ołówkiem. Ben Pon, zajmujący się importem samochodów do Holandii, zobaczył w zakładach Volkswagena prostą platformę na kołach. Potraktował ją jako punkt wyjścia do większego projektu. Na kartce z notatnika naszkicował projekt Transportera, wykorzystującego podzespoły Volkswagena Garbusa. Dziś na całym świecie jeździ już kilkanaście milionów Transporterów.

Pierwsze generacje, podobnie jak Garbus – z którym współdzieliły wiele części – zyskały miano kultowych. Obecnie są ulubionymi klasykami amerykańskich surferów. Początkowo auto powstawało w Wolfsburgu, a od 1956 roku – w Hanowerze. Dziś jest symbolem tego miasta, podobnie jak herbatniki Leibniz, pióra Pelikana i opony Continentala. Jego historia trwa nieprzerwanie od 71 lat i już wiadomo, że jeszcze długo się nie skończy.

Dwa lata po tym jak powstały pierwsze szkice, ówczesny dyrektor fabryki Volkswagena, Heinrich Nordhoff zaprezentował cztery prototypy: dwa furgony, kombi i minibusa. Zapewnił, że Transporter będzie równie solidny i trwały jak Garbus. To nie przypadek, bo do zbudowania pierwszej generacji wykorzystano silnik o pojemności 1.1 litra i mocy 25 KM oraz osie z Garbusa. Centralną ramę rurową przykryto samonośnym nadwoziem, zdolnym pomieścić osiem osób i przewieźć ładunek o masie 750 kg. W zamyśle VW Bus, znany jako Volkswagen Ogórek był wielozadaniowym pojazdem osobowo-dostawczym. To właśnie definicja „minibusa”.

Rok 1950 – początek produkcji w Wolfsburgu

Produkcja seryjna ruszyła 8 marca w Wolfsburgu. Dziennie powstawało 10 pojazdów, a do końca pierwszego roku wyprodukowano 8001 Transporterów. Popyt był ogromny, bo za cenę 5850 marek mogli sobie na niego pozwolić drobni sprzedawcy i rzemieślnicy. Samochód szybko stał się eksportowym hitem. Transporter woził wszystko: złom i gruz, zaprawę murarską i cegły, bułki i pastę do podłóg, gazety i papierosy. Tak zyskał miano roboczego woła czasów gospodarczego cudu.

Już w 1951 roku na wystawie samochodowej w Berlinie pokazano Transportera w wersji kampingowej. Dostawcze auto z umieszczonym z tyłu silnikiem awansowało do roli wygodnego środka transportu dla turystów odwiedzających Alpy. Z czasem odkryli go również hipisi. Wraz z nimi, pierwsze egzemplarze pojawiły się w Indiach. Hipisi i surferzy najbardziej upodobali sobie, wyposażoną w aż 21 okien, turystyczną odmianę Samba z dwukolorowym lakierem, otwieranym dachem i mnóstwem chromowanych dodatków.

Cztery lata po rozpoczęciu produkcji – z fabryki w Wolfsburgu zjechał 100-tysięczny Transporter, a do wyboru było już 30 wersji. Dziennie produkowano 80 egzemplarzy i… więcej się już nie dało, ponieważ w tych samych zakładach szła pełną parą produkcja Garbusów.

Rok 1956 – przeprowadzka do Hanoweru

Potrzebował nowej fabryki i taką mu właśnie zbudowano w Hanowerze. Dziś produkowana jest tam obecna, szósta już generacja, oznaczona symbolem T6 – a także pickup Amarok, lakierowane są również nadwozia Porsche Panamery. W zakładach zatrudnionych jest już ponad 14 500 pracowników i zbudowano w nich największą w Europie linię pras. Stosuje się najnowsze technologie, jak druk 3D i lekkie roboty. Transporter powstaje również w polskiej fabryce w Poznaniu.

W 1962 roku fabryka w Hanowerze świętowała wyprodukowanie milionowego Transportera. Po modelu T1 – w 1967 roku ruszyła produkcja następcy, dłuższego od poprzednika modelu T2. Jego przednia szyba nie była już dzielona na dwie części, a źródłem napędu stał się silnik 1.6 o mocy 47 KM. Co ciekawe, produkcję tego modelu kontynuowano najpierw w Meksyku, a następnie – aż do 2013 roku – w Brazylii. Powstały tam wersje zasilane etanolem oraz nawiązująca do jego korzeni odmiana „Flower Power”.

W roku 1979 pojawił się model T3. Była to już całkiem nowa koncepcja, choć nadal miała umieszczony z tyłu silnik. Obok chłodzonych powietrzem, montowano w nim także nowocześniejsze, chłodzone cieczą jednostki. W 1985 roku zaprezentowano, bazującego na modelu T3, pierwszego Multivana i wprowadzono do sprzedaży odmianę Syncro z napędem na wszystkie koła. Pojawiła się też bogata wersja wyposażenia – Caravelle i kempingowa – Westfalia.

Rok 1990 – całkowita zmiana konstrukcji

W 1990 roku ruszyła produkcja modelu T4. Przełomowego, ze względu na całkowitą zmianę konstrukcji. Napęd i silnik przeniesiono na przednią oś, zaś w 1993 roku ruszył montaż modelu T4 w nowej fabryce w Poznaniu, gdzie początkowo powstawały wersje skrzyniowe i Caravelle. W 1996 roku pod jego maskę trafiły pierwsze silniki TDI.

Rok 2003 przyniósł nam wersję T5, doposażoną w napęd na cztery koła z międzyosiowym sprzęgłem Haldex. Po liftingu – w 2009 roku – na liście wyposażenia pojawiła się szybka dwusprzęgłowa, 7-biegowa skrzynia DSG i asystent pasa ruchu.

Od 2015 roku w Hanowerze i Poznaniu produkowany jest – współczesny nam – model szóstej generacji, czyli T6. Otrzymał nowoczesną stylistykę i nowe silniki – zarówno diesle TDI, jak również mocne, benzynowe jednostki TSI. Na liście dodatkowego wyposażenia znalazło się adaptacyjne zawieszenie o zmiennej charakterystyce tłumienia, a także aktywny tempomat z radarem i funkcją automatycznego hamowania przed przeszkodami.

Co będzie dalej?

W przyszłym roku poznamy zapewne, zbudowaną na nowej platformie MQB wersję T7, która na rynku na dobre zadomowi się w roku 2020.

Prawdziwą bombę Volkswagen szykuje za to na rok 2022. Będzie to powrót klasycznego „Bulika”, lecz w zupełnie nowej formie – autonomicznego samochodu z napędem elektrycznym. Jego zapowiedź, koncepcyjny model I.D. Buzz mogliśmy oglądać na tegorocznym Poznań Motor Show, a wcześniej na Salonie Samochodowym w Genewie.

I.D. Buzz powstał na nowej platformie MEB, służącej do konstruowania różnej wielkości pojazdów elektrycznych. Akumulatory i sinik znalazły się pod podłogą, dzięki czemu wygospodarowano nad nimi mnóstwo przestrzeni dla pasażerów oraz ich bagażu. Zasięg Buzz’a to ok. 600 km. Historia Bulli’ego zdaje się nie mieć końca.

Podoba Ci się kultowy Volkswagen Ogórek? Poznaj inne klasyki, które jednak spotkał mniej szczęśliwy los, i które na dobre zniknęły z naszych ulic.