Sztuka poszukiwania, czyli gdzie najlepiej jeść w podróży

13 listopada 2018, Michał Głombiowski

Podróże

W Trójmieście i w Warszawie, pomiędzy którymi krążę, mam mapę ulubionych knajp i restauracji. Niektóre z nich znam od momentu, gdy powstały, część odkryłem przypadkowo, inne ktoś mi pokazał. Czy to znaczy, że znam całą kulinarną scenę tych miast i byłbym w stanie zaprowadzić przybysza z innego kraju do najlepszej knajpy? W żadnym razie!

To mit tak stary, jak samo podróżowanie. Jadąc gdzieś, kierujemy się powtarzanymi do znudzenia wskazówkami o tym, by podążać tropem miejscowych, którzy zawsze wiedzą, gdzie można najlepiej zjeść. Może i tak, tyle, że mityczny „lokales” może mieć zupełnie inny kulinarny gust niż ty. Jeżeli jest miłośnikiem papryczek jalapeño, a ty przy pierwszym kęsie pikantnego dania wybiegasz z krzykiem z knajpy, na nic ci się jego rady nie zdadzą. Jak więc znaleźć w podróży kulinarny raj?

 

#1 Zapomnij o TripAdvisor!

Miało być szybko, wygodnie i pewnie. Tysiące użytkowników polecających dane miejsce nie może się przecież mylić! Tyle teorii. W praktyce okazuje się, że serwisy typu TripAdvisor, Yelp, czy Zomato co rusz wyprowadzają w pole. Dlaczego? Nawet jeżeli pominiemy drobne (i mniej drobne) szachrajstwa właścicieli knajp, płatne recenzje i trolling, pozostaje problem zbyt szerokiego spektrum użytkowników. Recenzję może napisać każdy, a nie wszyscy mają wystarczające kompetencje, by należycie ocenić potrawy – często wynika to z braku wiedzy, przede wszystkim jednak z braku doświadczenia. Jeżeli ktoś przez większość życia jadł odmrażaną pizzę, każda spróbowana we Włoszech będzie wydawać mu się kulinarnym majstersztykiem.

Zadziwiająco często na tego typu serwisach pojawiają się też malkontenci, którzy obniżają oceny np. za wyszczerbiony talerz lub krzywo ułożone sztućce. W przypadku gdy tego typu sprawy tobie nie przeszkadzają, od razu możesz uznać, że ich recenzje do niczego ci się nie przydadzą. Równie często goście restauracji nie potrafią dostosować oceny do okoliczności – w zwykłych, rodzinnych knajpkach oczekują obsługi rodem z restauracji z gwiazdkami Michelin, i jeżeli jej nie otrzymują, swoje oburzenie wylewają na internetowych stronach.

W szeroko dostępnych ocenach trudno zazwyczaj dopatrzeć się konkretów, które mogłyby pomóc zorientować się, czy twoje upodobania kulinarne są zbliżone do gustów recenzentów. Ktoś może rozpływać się nad danym lokalem tylko dlatego, że zjadł w nim naleśniki, a te kojarzą mu się z dzieciństwem. Wystawi wysoką notę, nawet jeżeli to najgorsze naleśniki w mieście. A co, jeżeli ty jako dziecko jadłeś kaszkę mannę?

W Berlinie uparłem się zjeść śniadanie w knajpce polecanej przez TripAdvisor. Po drodze minąłem z dziesięć lokali, które wyglądały całkiem w porządku, ale twardo parłem do celu. W efekcie musiałem odstać 20 minut w kolejce, by zjeść niezłe – ale w sumie niezbyt wyróżniające się pośród innych – śniadanie w towarzystwie samych turystów. I to ma być ta przygoda, dla której opuszczamy dom?

#2 Zrób research

Poszukaj recenzji osób, które znają się na tym co robią. Szukaj artykułów profesjonalnych pisarzy, dziennikarzy, recenzentów kulinarnych. Kieruj się sprawdzonymi nazwiskami. Jest duża szansa, że dziennikarz New York Timesa, który pisze o jedzeniu, będzie potrafił stworzyć recenzję, z której dowiesz się dokładnie, czego należy się spodziewać w odwiedzanym miejscu. Nie będzie to tylko sucha ocena („wspaniałe jedzenie” – „co za speluna”), ale tekst uwzględniający preferencje smakowe piszącego, jak i jego doświadczenie i wiedzę. Taką rolę mogą oczywiście pełnić też blogi i serwisy w sieci. Szukaj jednak specjalistów, a nie samozwańczych recenzentów, którzy nie potrafią wyjść poza określenia typu: pyszne, paskudne, wspaniałe, smakowało mi.

#3 Spytaj barmana

Barmani i kelnerzy to niekończące się źródło informacji. A zazwyczaj są tuż pod ręką – w restauracji lub barze twojego hotelu. Oni też muszą gdzieś jeść lub wyskakiwać na drinka i możesz być pewny, że nie robią tego w miejscu pracy. Znają się na temacie, wiedzą, jakie pułapki mogą kryć dane lokale, potrafią szybko przejrzeć oszustwa lub małe nawet niedociągnięcia. Większość z nich lubi rozmawiać i chętnie dzieli się wiedzą. Wystarczy zapytać. Unikaj jednak ogólników typu: która restauracja w mieście jest najlepsza? Bądź konkretny: gdzie wybierasz się na śniadanie, gdy masz trochę czasu i jesteś głodny jak wilk? Gdzie zabierasz dziewczyną na romantyczną kolację? Czy masz ulubione miejsce na wieczornego drinka? Jaki adres wybierasz, gdy masz ochotę na ramen? (a nie: „gdzie jest dobra azjatycka kuchnia?”).

#4 Nie przygotowuj się

Zaraz, zaraz, przecież w punkcie 2….  Ok, przygotowania są ważne i mogą się opłacać. Niezłym pomysłem w każdym razie, co jakiś czas, może być jednak także zawierzenie własnej intuicji. Jeżeli nie umierasz właśnie z głodu i masz nieco czasu, wybierz się na długi spacer po mieście. Patrz. Słuchaj tego, co podpowiada ci instynkt. Nim się kieruj, a nie recenzjami. Unikaj przy tym turystycznych miejsc – tłum hipsterów, menu w języku angielskim, modne wnętrza to pierwsze sygnały, by wzmóc czujność. Szukaj tak długo, aż znajdziesz miejsce, które cię zainteresuje, które wygląda obiecująco.

I nie bój się małych spelunek, ulicznych jadłodajni, niemodnych restauracji pamiętających ubiegły wiek. Często właśnie w nich znajdziesz najlepsze jedzenie i najlepszą atmosferę. Pamiętasz, gdzie Anthony Bourdain jadł zupę z Barackiem Obamą w Wietnamie? Tak, w oświetlone jarzeniówkami wnętrze z kaflami na ścianach i mikrymi plastikowymi krzesełkami może okazać się kulinarnym Edenem. A jeżeli nie? Cóż, potraktuj to, jako element przygody. Przecież w drogę wyrusza się po to, by poznawać świat. Do tego trzeba ciekawości, trochę odwagi i pogodzenia się z tym, że nie zawsze wszystko będzie jak w bajce.

Ruszyć na kulinarne podboje można wybierając jeden z 4 kierunków świata. Podpowiadamy w naszym artykule gdzie jechać na północ, południe, wschód i zachód i co tam warto zobaczyć.