Na własnych zasadach, czyli wszystko o podróżowaniu samochodem

6 sierpnia 2018, Michał Głombiowski

MotoryzacjaPodróże

Mówcie, co chcecie, ale najlepiej podróżuje się samochodem

Podróżowałem na wszystkie chyba możliwe sposoby: pieszo, koniem, rowerem, łodziami, statkami, samolotem. Samochód wygrywa niemal zawsze.

Jazda rowerem jest cudowna, ale zajmuje mnóstwo czasu, a przy pierwszym chłodnym i deszczowym dniu, zaczynasz z rozrzewnieniem myśleć o dachu nad głową i ogrzewaniu. Autobusy i koleje są w porządku – możesz poznać nowych ludzi i przemieszczasz się całkiem szybko. Tyle że jesteś skazany na kaprysy kierowcy i rozkład jazdy, który w wielu krajach jest raczej tylko luźno określoną propozycją, a nie konkretną obietnicą. Samolot staje się niezbędny, gdy chcemy przeskoczyć na drugi koniec świata, ale trudno mówić o przyjemności podróżowania, gdy siedzisz przez dziesięć godzin w metalowej rurze lecącej jedenaście kilometrów nad ziemią. Samochód daje ci natomiast wszystko, czego potrzebujesz.

Podróże samochodem – bez ograniczeń

Po studiach wziąłem dziewczynę i wyruszyliśmy malutkim jak orzeszek autem do Hiszpanii. Na trzy miesiące. Niemiecki celnik na granicy niezniesionej jeszcze wówczas przez Schengen, patrzył na nas trochę pobłażliwie, trochę nieufnie. Dla człowieka wychowanego w kraju trzylitrowych Audi, pomysł przejechania niemal dziesięciu tysięcy kilometrów samochodem, w którym ledwo mieściły się bagaże, a silnik oferował 60 KM, był trudny do pojęcia. Mimo jego sceptycyzmu, ta podróż okazała się doskonała.

Gdy myślę o wyprawach autem, przypominam sobie setki miejsc, do których nigdy bym nie dotarł, nie mając własnego środka transportu. O szutrowanych drogach oznaczonych na mapie zaledwie cienką linią. O spontanicznych wycieczkach na krańce półwyspów, gdzie nie ma nic konkretnego, ale które kuszą samą swoją obecnością, a dojazd do nich staje się przygodą. Nigdy nie miałem auta z napędem na cztery koła, dziś jeżdżę dość nisko zawieszoną osobówką lubiącą wysokie obroty, a mimo to udawało mi dotrzeć do miejsc, które z pozoru wydawały się nieprzejezdne. Wystarczy znać możliwości swego samochodu, zdjąć nogę z gazu, uważnie wybierać drogę. Czasem wysiąść, by odrzucić spod kół kilka dużych kamieni.

Jest też to poczucie niezależności. Mając samochód, możesz modyfikować plan podróży na bieżąco, zmieniając trasę tylko dlatego, że jakieś miejsce wyda ci się interesujące. Przypominam sobie też te wszystkie weekendowe wypady, których nie trzeba było planować z wyprzedzeniem. Stojące przed domem auto znosi konieczność męczącego polowania na tanie bilety, opracowywania lotniskowej logistyki i dreptania w skarpetkach ku bramce bezpieczeństwa z woreczkiem wydzielonych kosmetyków z trudem upchniętych do foliowej torebki. Podróże samochodem to wolność.

Dom jest tam, gdzie ty

Wielokrotnie zdarzało mi się spać w aucie. Czasem z wyboru, czasem z przymusu. Otoczona blachą przestrzeń na czterech kołach zadziwiająco łatwo może stać się domem. Świadomość, że zawsze możesz po prostu rozłożyć fotele i przespać się przy drodze niesie kojące poczucie bezpieczeństwa. Zmrok zalewający niebo nie oznacza wówczas sygnału do panicznego poszukiwania noclegu, nerwowego rozglądania się za hotelem. Możesz ich szukać, ale nie musisz. Wybór należy do ciebie. A jeżeli chcesz przespać się w wygodnym łóżku, którego wcześniej nie zarezerwowałeś, własny środek transportu sprawia, że krąg dostępnych miejsc staje się dużo szerszy. Odpalasz booking.com czy airbnb.com i rozglądasz się po ofertach w promieniu 50 czy nawet 100 kilometrów. Dojazd do nich nie zajmie ci przecież więcej niż godzinę.

Jestem zwolennikiem ograniczania podróżnego ekwipunku, jednak czekający na torby lub walizki bagażnik auta sprawia, że nie musisz się zastanawiać nad każdą rzeczą, którą chcesz ze sobą zabrać. Ciut więcej ubrań, fotograficznego sprzętu, dron, komputer… Wszystko się zmieści. Dorzucasz do tego kompaktową kuchenkę turystyczną i kawiarkę, a postoje po drodze zamieniają się w cudowny czas, przy którym bledną te wszystkie wizyty w kawiarniach pełnych klientów-zombi przylepionych do sygnału wi-fi. A wracając z podróży domu, znajdziesz zawsze nieco miejsca, by wrzucić kilka miejscowych specjałów. Z Hiszpanii przywiozłem blisko 40 butelek wina, a załadowałbym ich jeszcze więcej, gdyby nie skończyła mi się już wolna przestrzeń w bagażniku. Spróbujecie tego dokonać lecąc samolotem!

Najlepiej podróżować autem z kimś. Jazda staje się wtedy okazją do snucia planów, wspomnień, śmiechów, czasem ciszy. A bywa, że i poważnych dyskusji, na które masz wreszcie czas. Gdy przemierzałem autem Północny Kaukaz, jechaliśmy w czwórkę i spędziliśmy mnóstwo godzin na rozmowach o życiu i świecie. Nie wiedzieć kiedy zaczęliśmy dyskutować o ewolucji, wierze, ociepleniu klimatu, emigracji, pomysłach na życie. Czasem umieraliśmy ze śmiechu, czasem się kłóciliśmy.

Auto dla każdego

By czerpać przyjemność z podróży autem, trzeba jednak lubić nim jeździć. Wtedy mniej się męczysz, a samo kierowanie – odczuwanie prędkości, wchodzenie w łuki drogi, słuchanie brzmienia silnika, dobieranie biegów – stają się dodatkową przyjemnością. A co, jeżeli czujesz się niepewnie na drodze? Nie przejmuj się. Ja w trzy miesiące po zrobieniu prawa jazdy wybrałem się autem do Portugalii. To była najlepsza szkoła jazdy, a z tamtych lekcji czerpię do dziś.

Boisz się, że samochód odmówi posłuszeństwa i zostaniesz z „nieruchomością” kilka tysięcy kilometrów od domu? Nie zadręczaj się tym. Dbaj o auto na bieżąco, przed wyjazdem zrób przegląd techniczny. Prawdopodobieństwo awarii jest małe. A jeżeli się ona zdarzy, poradzisz sobie. Wystarczy mieć nowe, sprawne auto, które cię nie zawiedzie lub wykupić asisstance. Bądź zdać się na pomoc innych. Podniesiona maska auta stojącego przy drodze jest w każdym kraju sygnałem: potrzebuję pomocy. Z doświadczenia wiem, że to zawsze działa.

Sposób na problemy

Irytujące mogą być próby znalezienia miejsca parkingowego w zatłoczonych miastach. Jednak i na to jest sposób. Daj sobie trochę czasu. Krąż w poszukiwaniu wolnego miejsca bez nerwów, na spokojnie. Prawie zawsze się coś znajdzie. Nie musisz zresztą parkować w centrum. Dotrzesz do niego na piechotę lub autobusem czy metrem.

Jedynym ograniczeniem dotyczącym podróży samochodem jest czas. Jeżeli masz wolnych tylko kilka dni, jechanie autem na drugi koniec Europy mija się z celem. Zanim dotrzesz na miejsce, będziesz musiał wracać. W takich sytuacjach wygrywa samolot. Podobnie, jeżeli planujesz zwiedzanie tylko jednego miasta. Jeżeli jednak kusi cię, by poznać też trochę jego okolice, rozważ wypożyczenie auta na miejscu.

Kilka miesięcy temu poleciałem na parę dni do Barcelony, by posiedzieć w miasteczku nieopodal stolicy Katalonii. Wahaliśmy się, czy jest sens korzystać z wypożyczalni, wygoda jednak w końcu zwyciężyła. Dzięki temu, gdy nasyciliśmy się już morzem i spokojem małej mieściny, pojechaliśmy na jeden dzień do stosunkowo odległej Walencji. Miasto okazało się wspaniałe, a kilkugodzinny powrót w ciepłym południowym powietrzu, przy cicho mruczącym radio i leniwych rozmowach prowadzonych ze współpasażerkami sprawił, że to była jedna z cudowniejszych nocnych podróży samochodem.

Jeżdżąc po innych krajach, warto znać lokalne przepisy. Oto lista tych najbardziej absurdalnych.