Wyspy Bożego Narodzenia – podróż na drugi koniec świata

28 listopada 2018, Alina Woźniak

Podróże

Chcielibyście tam lecieć na święta? Oryginalny pomysł, ale pamiętajcie, że na ziemskim globie są dwie wyspy o tej nazwie! Dzieli je ok. 7600 km i 7 godzin różnicy czasu. Jedna leży na północny-wschód, druga na północny-zachód od Australii, jedną obmywają wody Oceanu Spokojnego, drugą – Indyjskiego. Jedna z wysp to miejsce największej na świecie zbiorowej kopulacji, a na drugiej przywitacie nowy rok 13 godzin wcześniej niż w Polsce.   

Tropiki na fosforytach

Między Indonezją i Australią leży Christmas Island – piękna wysepka z egzotycznymi pejzażami i sielską atmosferą. Panuje tu tropikalny klimat ze średnią roczną temperaturą ok. 27 st. C. W okresie świat Bożego Narodzenia trzeba przygotować się na dużą wilgotność (ponad 80 proc.), deszcze i… galopujące w górę ceny. Wyspa zdominowana jest przez wyznawców buddyzmu, taoizmu i islamu, ale przecież nazwa zobowiązuje, więc Boże Narodzenie jest tu świętem narodowym i dniem wolnym od pracy. Mieszkańcy odwiedzają się, wychodzą tłumnie na główną plażę w Flying Fish Cove, gdzie grillują, kąpią się w oceanie i oczywiście wyglądają świętego Mikołaja.

Największą atrakcją dla turystów jest tutejsza rafa koralowa – różnorodna, zachowana w idealnym stanie, oszałamiająca obfitością tropikalnych ryb, delfinów, wielorybów i rzadkich koralowców. Nic dziwnego, że przybywają tu miłośnicy nurkowania z całego świata. Po wyjściu na ląd można relaksować się na plażach ukrytych między wysokimi klifami, zażyć kąpieli przy wodospadzie albo obejrzeć film w jedynym na wyspie kinie, które na dodatek znajduje się pod gołym niebem. Popularne są też wędrówki z przystankami w punktach widokowych, wiele z nich to platformy na nieczynnych wyrobiskach fosforytów.

alt wyspy bożego narodzenia

Jak w świątecznym keksie

Skąd wzięła się nazwa wyspy? Od oficjalnej daty odkrycia. 25 grudnia 1643 r. dopłynął tu brytyjski kapitan William Mynors z Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Prawie 50 lat później, podczas podróży dookoła świata, słynny nawigator i badacz Wiliam Dampier, wraz z dwoma członkami załogi, poznał jej wnętrze. W 1888 r. wyspa została zaanektowana przez Wielką Brytanię, w czasie II wojny światowej zajęli ją Japończycy, krótko była administrowana przez Singapur, a od 1958 r. – stanowi zależne terytorium australijskie, a tym samym  należy do Commonwealth. Nic więc dziwnego, że w tutejszych urzędach wiszą portrety miłościwie panującej Elżbiety II. Oficjalnym językiem jest angielski, ale mówi się tu kilkunastoma innymi, bo wyspę zamieszkuje mieszanka narodowościowa. Nie ma rdzennej ludności, wyspiarze są potomkami europejskich kolonizatorów oraz Chińczyków i Malajczyków sprowadzonych tu na początku XX w . do pracy w kopalniach fosforytów. Wyspa leży na Oceanie Indyjskim, 360 km od  indonezyjskiej Jawy. Geograficznie to Azja, ale historycznie i politycznie – Oceania. Uff, proste, prawda?

Urlop w stylu eko

Christmas Island ma powierzchnię równą Gdyni (135 km kw.), stanowi wierzchołek podmorskiej góry wulkanicznej, wysokiej na ok. 5000 m. Ponad połowę lądu zajmuje chroniony prawem las równikowy, zamieszkały przez mnóstwo zwierząt i ptaków. Najsłynniejszym jest faeton żółtodzioby – jego podobizna trafiła na godło wyspy. Zjeżdżają tu miłośnicy ptaków oraz wielkich ryb (nierzadko zdarzają się okazy 100-kilogramowe!), poszukiwacze spokoju i nietkniętej ludzką ręką przyrody. Wybierają się na safari z przewodnikiem, wynajmują jeepa albo skuter, wędrują, pływają, nurkują. Nie ma hoteli-molochów, szklanych wieżowców, all inclusive i masowej turystyki. Można zamieszkać w pensjonatach, rodzinnie prowadzonych hotelikach, na jachcie, wynająć domek albo rozbić namiot. Kilka miesięcy temu otwarto w parku narodowym nad oceanem luksusowy Swell Lodge, zasilany energią słoneczną. Składa się z 8 ekskluzywnych chat, do których budowy użyto lokalnych materiałów, a pracują tu wolontariusze z Australii.

Sex on the beach

Największą społeczność wyspy (ponad 40 milionów!) stanowią czerwone kraby Gecarcoidea natalis, które żyją w swych małych norkach na wzgórzach, w lasach, w szczelinach skał, w przydomowych ogródkach. Żeby się rozmnożyć i wydać na świat potomstwo potrzebują wody. Wraz z nastaniem pory deszczowej zaczynają długą i trudną wędrówkę na wybrzeże. Aby im to ułatwić, wyspiarze zbudowali specjalne tunele, barierki przy drogach, a nawet most! Na czele pochodu idą samce, które po dotarciu na plażę przygotowują nory. Po spełnionym obowiązku prokreacyjnym panowie udają się w podróż powrotną, a panie zostaną w wilgotnych kryjówkach, czuwając nad zapłodnionymi jajami, wpuszczą je do oceanu w ostatniej kwadrze księżyca i wrócą do wnętrza wyspy. Larwy krabów – jeśli nie zostaną pożarte przez drapieżniki – przeistoczą się w krabiki i wyjdą na ląd, a za 3-4 lata, już po osiągnięciu dojrzałości seksualnej, odbędą tę samą drogę co ich rodzice. Gatunek zostanie przedłużony. Wędrówki krabów to wyjątkowy spektakl natury, a zarazem niebywała atrakcja turystyczna. Coraz więcej osób przylatuje tu, by podziwiać ową sunącą na wybrzeże czerwoną migrację.

Najwcześniejszy toast noworoczny

Druga Wyspa Bożego Narodzenia leży na Pacyfiku, 8 tys. km na wschód od Australii, jest jedną z 32 wysepek Republiki Kiribati i jednocześnie największym atolem koralowym na świecie. Świąteczna nazwa pochodzi od daty jej odkrycia. Słynny żeglarz James Cook przybył tu w wigilię Bożego Narodzenia 1777 r. Aby uniknąć zamieszania, na współczesnych mapach wyspa widnieje jako Kiritimati (czyt. Kirismas). Jedna z jej osad, co ciekawe, nazywa się… Poland.

alt wyspy bożego narodzenia

Turystów przybywa tu niewielu, za to ptaków – kilkadziesiąt milionów, wszak to jeden z najważniejszych terenów lęgowych w strefie tropikalnej. Przyroda kipi kolorami, wabią piękne i puste plaże, lśnią błękitne laguny, tu i ówdzie stoi zardzewiały sprzęt wojskowy amerykański i japoński – pamiątki po II wojnie światowej. Spore emocje budzą tajemnicze kręgi kamienne, które jakoby mają dowodzić niegdysiejszej obecności kosmitów. Daleko, dziewiczo, ciepło, egzotycznie i bez komercji. Największy ruch panuje tu w święta Bożego Narodzenia (magia nazwy!), ale przede wszystkim w noc sylwestrową, bo przecież  w sąsiedztwie Linii Zmiany Daty nowy rok przychodzi najwcześniej. Gdy na Kiritimati wznoszą toast noworoczny, w Polsce wybija godzina 11 i jemy dopiero drugie śniadanie. Jeśli marzycie o podróży w czasie, to wystarczy przenieść się stąd na sąsiednie Wyspy Cooka i zyskać w ten sposób całą dobę! Nie odkładajcie jednak tych planów na później, bo wyspy Republiki Kiribati… znikają na skutek podnoszenia się poziomu oceanu.