Siri, Alexa, Asystent Google – twój prywatny asystent puka do drzwi

21 grudnia 2018, Andrzej Pająk

Styl życiaTechnologia

Wszystko wskazuje na to, że 15 stycznia zadebiutuje polska wersja asystenta głosowego Google’a. To dobry moment, by opowiedzieć czym są i co potrafią wirtualni asystenci, uznawani za jeden z kamieni milowych w rozwoju smartfonów.

Siri. Pleased to meet you. Hello my name is Alexa. Cześć, moje pełne nazwisko to Googlebury Assistantington III, ale wszyscy nazywają mnie Asystent Google.

Tak może wyglądać przedstawienie się najpopularniejszych dziś na świecie asystentów głosowych: Siri Apple’a, Alexy Amazonu i Asystenta Google’a. Kolejność nie jest przypadkowa, oddaje porządek, w jakiej działające w chmurze „sztuczne inteligencje,” pojawiały się na przestrzeni lat w naszych telefonach i nie tylko. Można je spotkać w szerokiej gamie urządzeń, od głośników, słuchawek po samochody i lodówki.

Furorę właśnie robi świąteczna reklama Asystenta Google’a nawiązująca do filmu “Kevin sam w domu”:

Czy jutro mam wziąć parasolkę?

Coś, co do tej pory było możliwe tylko w filmach science-fiction stało się rzeczywistością w październiku 2011 roku. Pierwszy, współczesny, wirtualny asystent pojawił się wraz z premierą iPhone’ie 4s i otrzymał kobiecy głos oraz imię Siri. Od tego momentu każdy właściciel smartfona z nadgryzionym jabłkiem zamiast w niego stukać, wpisywać teksty mógł zacząć wykonywać pewne czynności rozmawiając z nim. Wystarczyło nacisnąć przycisk Home i zacząć pytać Siri o pogodę na dziś, podyktować wiadomość tekstową, poprosić o wybranie numeru do mamy, odtworzenie wybranego utworu czy filmu, ustawienie budzika na wybraną godzinę, odczytanie SMS-a, maila, przeliczenie złotówek na euro czy zapytanie o to, jak wysoki jest Empire State Building. Wszystko to bez używania rąk.

To, co było przełomowe w głosowym porozumiewaniu się z telefonem, to inteligencja Siri. Asystentka Apple’a nie tylko reagowała na proste polecenia, ale potrafiła odczytać ich kontekst. Przykładowo o pogodę można było zapytać wprost, mówiąc „jaka będzie dziś pogoda” albo zupełnie inaczej, pytając o to, czy będziemy potrzebowali parasolki albo czy będzie padał śnieg.

Choć od tego czasu minęło już 7 lat, te możliwości wciąż na wielu osobach robią wrażenie, gdyż często nawet nie mają o nich pojęcia. Nie dzieje się to bez powodu, bo barierą jest obcy język, ale o tym za chwilę.

Alexa, głos z pudełka

Kilka miesięcy po Apple’u, Google wprowadził usługę Google Now, która dla nas Polaków nadal jest kiepską namiastką tego, czym powinien być inteligentny asystent z prawdziwego zdarzenia. Trzeba jednak przyznać, że połączenie inteligentnego wyszukiwania głosowego z wyświetlaniem powiadomień i spersonalizowanych kart z intersującymi dla nas wiadomościami, terminarzem, pogodą czy przekazywaniem informacji, że np. trzeba opuścić wcześniej spotkanie w celu uniknięcia korków przed kolejnym, były kolejnym etapem w rozwoju wirtualnych asystentów.

Pod koniec 2014 roku do Siri i Google Now dołączyła Alexa. Choć zasada jej działania wciąż pozostawała taka sama, to asystent zrobiony przez Amazona wykorzystany został w zupełnie nowatorskim produkcie, jakim był inteligentny bezprzewodowy głośnik Echo. Urządzenie, które oprócz znanej już wcześniej funkcji odtwarzania muzyki z telefonu, komputera czy serwisów streamaingowych, otrzymało jeszcze „inteligencję”.

Ukryta w głośniku Alexa funkcjonalnie odpowiada Siri i Asystentowi Google. Jej przewagą nad konkurencją jest lepsza, co zrozumiałe, obsługa zakupów na platformie Amazon i zdecydowanie bardziej rozbudowane wsparcie dla urządzeń Smart Home (głosowe sterowanie oświetleniem, ogrzewaniem, kamerami oraz inna domową automatyką).

Alexa choć mądra – pozwala np. na wydawanie poleceń jedno po drugim, bez potrzeby ciągłego aktywowania asystenta – to w przeciwieństwie do swoich konkurentów, nie jest preinstalowana w telefonach. Można z niej co prawda skorzystać, pobierając aplikację Amazon Alexa, ale nie integruje się ona tak ściśle z systemem jak będące jego częścią, Asystent Google i Siri.

Trend, który się przyjmuje i rośnie

Dane Adobe Analytics pokazują, że już 71% właścicieli inteligentnych głośników używa asystentów co najmniej raz dziennie, a 44% używa ich kilka razy dziennie. Ponad 76% ich właścicieli zwiększyło wykorzystanie asystentów głosowych w ciągu ostatniego roku. To dość dobitny dowód, że pomysł Amazonu był dobry. Tak dobry, że w 2016 roku na rynku pojawiły się głośniki Google Home, a w lutym 2018 roku swojego HomePoda pokazało Apple.

W rozwoju tego segmentu rynku pomagają też niskie ceny takich urządzeń. Najtańszy dot kosztuje 20 dolarów, za wyglądający jak mały radiobudzik Echo Spot trzeba zapłacić 130 dolarów. Co ciekawe podobnie kosztuje Google Home Hub, który jest wyposażony w znacznie większy ekran, przydający się np. w kuchni do wyświetlania przepisów czy oglądania wiadomości przy pierwszej kawie.

Rynek asystentów próbował podbijać jeszcze Microsoft. W 2015 roku pokazał dobrą, konkurencyjną do Siri, Cortanę. Asystentka głosowa pojawiła się w Windows 10 i telefonach z Windows Mobile. Chociaż wciąż można korzystać z tej usługi na komputerze i nawet na telefonach Apple’a oraz tych z Androidem, to jej dni są już właściwie policzone. Microsoft chyba już nawet nie próbuje jej ratować. I trudno się temu dziwić, bo używanie asystenta ma sens przede wszystkim na smartfonach. Firma z Redmond już dawno zrezygnowała z Windows Phone, a robiony przez Harman/Kardon głośnik z jej asystentem praktycznie się nie sprzedawał.

Asystent Google przejmuje koronę

W międzyczasie, pod koniec 2016 roku, Google Now na telefonach, w których językiem interfejsu był angielski, niemiecki, francuski i japoński, zostało zastąpione przez Google Assistant. Jego królestwem są telefony z androidem, obsługuje (jak na razie) zdecydowanie mniej urządzeń smart home i nie znajdziemy go na aż tak szerokiej gamie głośników. Za to, kiedy wziąć pod uwagę inteligencję, to w teście odpowiadania na… 5000 pytań, Asystent Google jest górą. Zrozumiał 68,1% pytań, Cortana 56,5%, a Siri i Alexa odpowiednio po 21,1% i 20,7%. Poza tym, na głośnikach Google Home, asystent rozumie dwa polecenia wypowiedziane w tym samym czasie, a nie jedno po drugim jak w przypadku Aleksy. Tutaj można powiedzieć: „Włącz telewizor i sprawdź pogodę”.

Asystent Google’a w Google Home jest w stanie obsługiwać nawet do sześciu kont użytkowników i wykrywać ich unikalne głosy. Oznacza to, że jeśli ja powiem „Opowiedz mi o moim dniu” to usłyszę informacje o dojeździe do mojej pracy, pogodzie i informacje o nowościach, które mnie interesują. Syn pytając „Co jest w moim dzisiejszym kalendarzu?” dowie się, że będzie miał ciężki dzień, który o 8.00 zacznie się od sprawdzianu z angielskiego.

Mów do mnie po polsku

Jeśli dobrnęliście do tego momentu, to niewykluczone, że nabraliście ochoty na korzystanie z asystenta głosowego. Problem w tym, że żadna asystentka czy asystent Google’a nie rozumieją polskiego. Możemy mówić do nich w obcym języku, ale to i tak nie rozwiązuje problemu. Jesteśmy co prawda rozumiani, ale baza wiedzy asystenta nie będzie się pokrywać z naszą. Nie będzie problemu z pytaniem o pogodę, czy dobrze ocenianą grecką restaurację, gorzej gdy będziemy chcieli dowiedzieć się np. ile pięter ma Pałac Kultury i Nauki, a nie Empire State Building.

Używanie asystenta głosowego nabiera sensu dopiero wtedy, kiedy można do niego mówić tak jak we własnym domu. Na dzień dzisiejszy mogą się z tego cieszyć tylko nieliczne osoby, które według nikomu nieznanego klucza, otrzymały na telefonach z Androidem dostęp do polskojęzycznej wersji Asystenta Google’a. Wszystko wskazuje na to, że zmieni się to 15 stycznia, a jeśli nie, to tego dnia powinniśmy poznać datę oficjalnej premiery najmądrzejszego Asystenta.

Ja nie mogę się doczekać, bo przyszłość takich pomocników zapowiada się bardzo ciekawie. Co powiecie na to, że asystent umówi was na wizytę do fryzjera? Mmhmm…