Made in China. Najlepsze smartfony z Chin

6 listopada 2018, Andrzej Pająk

Technologia

Kiedy smartfony z Państwa Środka zaczęły się pojawiać w Polsce i na świecie, uważało się je jedynie za tanią alternatywę do tego co oferowali potentaci. Dziś wiadomo, że była to tylko część pewnej strategii, by chińskie smoki zaczęły zdobywać rynek. Chyba nikt nie spodziewał się, że po paru latach będziemy zastanawiać się czy chińskie smartfony przejmą rynek? A tym bardziej pytać o to czy smartfony z Chin są obecnie najbardziej innowacyjne na świecie?

Wszystko, co wyprodukowane w Państwie Środka, kojarzy nam się najczęściej z tandetą i kiepską jakością wykonania. Wcale nie dziwi nas, że sprzęt przestaje działać ledwie w chwilę po tym, jak go włączyliśmy. Co innego kiedy bierzemy w dłoń iPhone’a. Choć na jego obudowie widnieje napis „Assembled in China” to o złej jakości nie może być tu mowy (o taniości niestety tym bardziej).

Z jednej strony „tania chińszczyzna”, z drugiej ekskluzywne produkty produkowane na zlecenie obcego kapitału. Z trzeciej, chińskie smoki, które wzięły się za produkcje komórek i dziś razem z Samsungiem i Apple tworzą rynek smartfonów. Jeśli słyszeliście nazwy takich firm jak Huawei, Xiaomi, OPPO/OnePlus, Lenovo, ZTE, Meizu, to już je znacie. Teraz zobaczcie, które z nich zioną największym ogniem.

Chińskie smoki w natarciu

Według danych IDC na całym świecie sprzedaż smartfonów systematycznie spada już od 12 miesięcy. Choć w III kwartale 2018 roku spadła o 6% w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym, to chińskie smoki mają powody do radości.

Liderem rynku wciąż jest Samsung (20,3% udziału), ale drugie miejsce należy już do chińskiego Huaweia (14,6%). Ikoniczne Apple z wynikiem 13,2% dzierży dopiero trzecią pozycję. Kolejne dwa miejsca również przypadają „smokom”. Czwarte jest Xiaomi (9,7%), a piątą pozycję zajmuje szykujące się do wejścia na polski rynek OPPO (8,4%). Cała reszta producentów ma 33,8% rynku.

Gdyby zsumować udziały Chińczyków, to wielka piątka miałaby w sumie 32,7% światowego rynku smartfonów! Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości czy Państwo Środka może zostać tutaj liderem (suma summarum to wciąż Samsung jest górą), to warto jeszcze sprawdzić kto w II kwartale zyskał, a kto stracił.

Wszyscy „inni” zanotowali spadek o -19,9%. Udział Samsunga skurczył się aż o -13,4%. OPPO również poszło o 2,1% w dół. Apple praktycznie stoi w miejscu (+0,5%). A chińskie smoki? Zioną ogniem! Xiaomi odnotował wzrost o 21,2%, a Huawei podskoczył aż o 32,9%.

Bardzo ciekawa sytuacja nastąpiła również w Polsce w II kwartale tego roku. Po raz pierwszy pozycję lidera pod względem sprzedanych egzemplarzy stracił u nas Samsung. Koreański producent oddał pierwsze miejsce Huaweiowi. Według danych GfK Polonia, Huawei miał 33,4% krajowego rynku, a Samsung 31,5%.

Najlepsze telefony tego sezonu pochodzą z Chin?

Jeszcze dwa, trzy lata temu główne trendy w smartfonach wyznaczały trzy firmy: Apple, Samsung i Google. Dziś, co pokazują chociażby statystki, innowacje przychodzą z Chin. Wyraźnie widać to we flagowcach takich firm jak Huawei czy Xiaomi. Ale chińskie smartfony są najlepsze z jeszcze innego powodu. Łączą bardzo dobre parametry z relatywnie niską ceną i nie odbywa się to wcale kosztem ogólnej jakości. Zresztą zobaczcie sami co reprezentują cztery wybrane hity tej jesieni.

Pocophone F1

Pocophone to marka Xiaomi, która za pomocą modelu F1 we wrześniu zatrzęsła dość poważnie rynkiem. Choć telefon nie aspiruje do miana topowego urządzenia, to jego parametry są zadziwiające. Szczególnie robią wrażenie kiedy zestawi się je z ceną. Za ok. 1500 zł otrzymujemy smartfona z ekranem 6,18” (2246 x 1080 pikseli), zbudowanego na jednym z najmocniejszych obecnie procesorów mobilnych Snapdragonie 845. Znajdziecie go w topowych telefonach takich jak Sony Xperia XZ3, Google Pixel 3, Smasung Galaxy 9.

Mocny procesor wspomaga 6 GB pamięci RAM i 64/128 GB pamięci przeznaczonej na dane. Całość uzupełniają niezłe aparaty. Przedni ma 20-megapikselową matrycę i robi niezłe selfie z efektem bokeh, a dwa tylne dość dobrze radzą sobie nawet w nocy. Po stronie wad można zaliczyć brak NFC, a co za tym idzie płatności zbliżeniowych.

Huawei Mate P20 Pro

To ma być chiński cios zadany w iPhone’a. Jego sercem jest procesor HiSilicon Kirin 980, o którym pisaliśmy w relacji z targów IFA, wspomagany przez 6 GB RAM i 128 GB pamięci na dane. Smartfon ma wyświetlacz OLED o przekątnej 6,4” (1440×3120 pikseli), który ma być oknem tego, co w tym urządzeniu chyba najważniejsze, czyli wbudowanych aparatów Leica (z tyłu: 40 MP szerokokątny, 20 MP ultraszerokokątny i 8 MP 3x Zoom tele; z przodu 24MP). Podobno mają one być tak rewelacyjne, że serwis DxOMark porównujący jakość cyfrowych aparatów na razie wstrzymuje się z prezentacją ich możliwości. Coś może być na rzeczy, bo wyniki pojawiają się tam zazwyczaj tuż po premierze, a tym razem tak się nie stało i pierwsze miejsce wciąż trzyma starszy Huawei P20 Pro, który wyprzedza iPhone XS Max i Galaxy Note 9.

Niestety Mate Pro 20 kosztuje aż 4300 zł. Jednak jeśli podobają się wam jego możliwości, to warto sprawdzić wersję Mate 20 (bez Pro), która kosztuje ok. 3000 zł.

Honor Magic 2

Honor to dla odmiany brand Huaweia. Magic 2 wykorzystuje ten sam procesor co Mate Pro 20. Bez wątpienia należy go zaliczyć do flagowców – jego ceny zaczną się najpewniej od 2600 zł. Wyróżnia się dużym, 6,39-calowym wyświetlaczem AMOLED (2340×1080 pikseli). Ekran nie ma ramek, nie ma notcha, za to ukryto w nim czytnik linii papilarnych, a trzy (!) aparaty do selfie schowane zostały jak w Mi Mix 3 na wysuwanym tylnym panelu. W sumie urządzenie ma sześć obiektywów, które mogą okazać się równie dobre jak te z topowego Huaweia.

Xiaomi Mi Mix 3

Superflagowiec Xiaomi w swojej najlepszej wersji to sprzęt wyposażony w mobilny procesor Snapdragon 845, 10 GB RAM i 256 GB pamięci na dane. Mi Mix 3 to również kolejny slider z dużym ekranem AMOLED o przekątnej 6,4 cala (1080 x 2340 pikseli), który praktycznie pozbawiony jest ramki. Przód smartfona to właściwie sam ekran – stosunek jego powierzchni do obudowy to 93,4%. Wysuwana dolna obudowa kryje dwie przednie kamery selfie: 24 i 2 MP. Z tyłu obudowy znalazły się również dwa aparaty, które pozwalają na uzyskanie trzykrotnego zbliżenia. W serwisie DxOMark Mix3 zajmuje trzecie miejsca ex aequo wraz z Note 9 i HTC U12+. Chińska cena najbardziej „wypasionej” wersji to ok. 2700 zł. Nie wiadomo jeszcze ile ten model będzie kosztował w Polsce.

To tylko cztery telefony, a jest ich więcej. Warto zainteresować się chociażby MEIZU 16th (2650 zł), bardziej przystępnym cenowo Xiaomi Mi 8 Lite (1300 zł) czy OnePlus 6T. A to tylko początek, bo z Chin nadciągają takie ciekawostki jak chociażby telefon z elastycznym ekranem Royole FlexPai, który możecie zobaczyć na filmie.

Łyżka dziegciu: Nie zawsze mile widziani goście

Chińskie telefony bez wątpienia zaczynają grę w pierwszej lidze. Dość dobitnie mówią o tym ich możliwości i to jest właściwie to, co ma największe znaczenie dla większości z nas.

Jednak smartfonów Huawei i ZTE obawiają się Stany Zjednoczone. Robią to z dość konkretnych powodów.

W maju tego roku Pentagon nakazał wszystkim sklepom w bazach wojskowych USA na całym świecie zakazać sprzedaży telefonów komórkowych i innych urządzeń wyprodukowanych przez te firmy. Przyczyną podjęcia takiej decyzji były ostrzeżenia jakie dotarły do amerykańskiej armii ze służb wywiadu. Agenci uważają, że chińskie smartfony mogą być wykorzystane do lokalizowania i szpiegowania ruchów amerykańskich żołnierzy przez Chińską Republikę Ludową.

To nie pierwszy przypadek podejrzliwości wobec „chińskich smoków”. W styczniu tego roku kongresmen Mike Conaway przedstawił projekt ustawy, która ma na celu zakazanie amerykańskim agencjom rządowym używania telefonów i sprzętu firm takich jak Huawei i ZTE. Miesiąc później szefowie amerykańskich służb wywiadowczych powiedzieli w zeznaniach przed Senacką Komisją Wywiadowczą, że obywatele amerykańscy nie powinni korzystać z produktów i usług Huawei.

Atak na polskich konsumentów

Czy to amerykańska paranoja czy realne zagrożenie tego raczej się nie dowiemy. Statystyczny „Kowalski” mieszkający w kraju nad Wisłą nie ma się raczej czego obawiać. Znacznie bardziej uciążliwe mogą być dla nas niechciane reklamy, które pojawiają się w telefonach Xiaomi.

Nie to nie żart. Chiński producent, który czerpie garściami z iPhone’a stworzył bardzo dobrą nakładkę na Androida o nazwie MIUI. Problem w tym, że pojawiają się w nim treści reklamowe. Zaglądacie do menedżera plików, a tu pomiędzy katalogami pojawia się reklama gry. Wchodzicie do ustawień systemu i mamy to samo, a przecież to nie smartfon kupiony znacznie taniej w zamian za wyświetlanie reklam (vide tańsza wersja Kindle’a Amazonu). Może to być dość irytujące. Na szczęście „Xiaomi lepsze”, jak mówią jego fani i można tę niedogodność wyłączyć. Jednak najpierw trzeba na to wpaść i wiedzieć jak to zrobić.