E-gadżety na rower

24 lipca 2018, Andrzej Pająk

Technologia

Gadżetów na rower jest całe mnóstwo, ale tym razem zamiast pisać o pompce, która za was sama napompuje koło nabojem do syfonu czy ultralekkich tekstylnych szprychach, pokażemy wam kilka cyfrowych dodatków na kierownicę. Co powiecie na radar albo tylną kamerę? Oto najciekawsze elektroniczne gadżety na rower.

Uchwyt na telefon

W dzisiejszych czasach, centrum naszego świata jest smartfon. Choć najmniej już służy nam do telefonowania to jest komputerem, konsolą do gier, odtwarzaczem multimediów itd. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby również na rowerze zastąpił nam licznik czy mapę. Wystarczy zainstalować na smartfonie program typu Endomondo, Runtastic czy polski CycleDroid i będziemy mieli w nim wszystko co potrzeba. Musimy tylko zadbać o solidne zamocowanie telefonu na kierownicy.

Odradzam korzystanie z uchwytów przypominających te znane z samochodów. Ściśnięcie smartfona tylko po obu bokach to za mało na wyboiste trasy. Dołek, kamień i telefon może wypaść. Uchwyt musi stabilnie trzymać urządzenie zarówno z boków jak i od góry, a najlepiej gdy robi to z czterech stron naraz.

Najlepiej poszukajcie uchwytu dedykowanego do konkretnego modelu komórki. W takim rozwiązaniu telefon wkładamy np. w ściśle przylegające do niego „plecki” (zobaczcie Z Console firmy Zefal) i podczas jazdy mocujemy na kierownicy. Wystarczy jeden ruch i macie smartfona w kieszeni. Jeszcze lepszym patentem są pełne, wodoodporne etui, na wzór tych wykorzystywanych przez motocyklistów. Zamykamy w nich telefon i montujemy albo pośrodku kierownicy albo w przedniej części górnej rury ramy (np. etui Zhixie Tech).

Licznik rowerowy

Osobiście, choć z telefonem się nie rozstaję, to nie używam go na rowerze. Na szybką jazdę po wyboistych ścieżkach to jednak zbyt delikatny sprzęt, a poza tym nawet z najlepszą baterią nie da się go mieć non stop włączonego przez cały dzień.

W tym względzie każdy licznik rowerowy będzie lepszy. Baterię wymienicie w nim raz na kilka lat, a on kilometr po kilometrze będzie zliczał przejechane przez was kilometry. Będzie tez dokładniejszy (o ile dobrze go skalibrujecie), bo pomiar odległości bazuje w nim na długości obwodu koła roweru, a nie GPS-ie, jak to się dzieje w telefonie.

Cena licznika zależy od ilości wbudowanych w niego funkcji i sposobu komunikacji z czujnikiem montowanym na kole. Te najtańsze (30-50 zł) połączone są przewodem i pokazują prędkość, pokonany dystans, godzinę, prędkość średnią i odliczają czas jazdy. Za ok. 100 zł kupimy już bardzo rozbudowany w funkcje licznik bezprzewodowy, który automatycznie startuje, porównuje aktualną prędkość ze średnią, zlicza kalorie itp. Kolejny skok ceny doda nam funkcje treningowe, pomiar kadencji i pomiar wysokości.

Więcej niż nawigacja

Jeśli nie chcecie martwić się o smartfona, a mieć na kierownicy zarówno licznik jak i mapę, to potrzebujecie nawigacji rowerowej. W tym segmencie na Polskim rynku wybór będzie obracał się wokół dwóch firm: Garmin i Mio. Inne firmy, np. Polar czy Sigma również mają w swojej ofercie komputerki rowerowe z funkcją nawigacji, ale pokazują one tylko wcześniej załadowane trasy. Na wyścig jak znalazł, ale na co dzień potrzebna nam będzie mapa. Najtańsze urządzenia tego typu kosztują ok. 1000 zł.

To na co musicie zwrócić uwagę dokonując wyboru, to przede wszystkim czy nawigacja pozwala wgrywać darmowe mapy wektorowe i czy wyświetli wam komercyjne, bitmapowe odpowiedniki map papierowych. Drugi istotny element specyfikacji to przekątna ekranu – im będzie większy tym będzie wygodniej. Trzecia cecha to czas pracy na baterii. 12 godzin to moim zdaniem minimum na całodzienną wyprawę.

Radar może uratować życie

Każdy kto interesuje się kolarstwem słyszał o śmiertelnych wypadkach rowerzystów wciągniętych pod koła samochodów, które w zbyt bliskiej odległości wyprzedzały rower. By uniknąć takich sytuacji podczas jazdy po drogach, Garmin wymyślił radar rowerowy. Urządzenie nazywa się Varia RTL150 i pełni dwie funkcje: jest tylnym światłem widocznym z odległości nawet 1,6 km i sygnałami dźwiękowymi i wizualnymi informuje o pojeździe nadjeżdżającym z tyłu.

Radar wykrywa samochody z odległości 140 metrów i potrafi też ocenić, że pojazd zbliża się z dużą prędkością i wtedy należy zachować szczególną ostrożność. Tylne światło ostrzega również kierowców, zwiększając jasność i migając, kiedy ci zbliżają się do rowerzysty. Varia może działać samodzielnie (wtedy słyszymy tylko alerty dźwiękowe) albo może zostać sparowana z umieszczonym na kierownicy wskaźnikiem lub zgodnym komputerkiem rowerowym z serii Edge. Lubimy takie elektroniczne gadżety na rower, które zapewniają bezpieczeństwo.

Cyfrowe lusterko

Mnie najbardziej podobają się lusterka montowane na kasku rowerowym, ew. na ramieniu, ale prawdziwy gadżeciarz powinien choćby pomyśleć o cyfrowym lusterku. Takie rozwiązanie to połączenie bezprzewodowej tylnej kamery BikeCamHD firmy DNT umieszczonej na sztycy podsiodłowej i … smartfonu (540 zł).

HUD: na rowerze prawie jak w myśliwcu

Jeśli chcecie poczuć się jak piloci, to możecie sięgnąć po urządzenia Garmin Varia Vision albo okulary Raptor. Pierwszy gadżet to miniaturowy, ważący zaledwie 28 gramów, ekran montowany po dowolnej stronie waszych ulubionych okularów przeciwsłonecznych. Nie zmieniając położenia głowy, możecie zerknąć na Varię i zobaczyć informacje (4 pola danych) o kierunku, prędkości, nadjeżdżających z tyłu pojazdach i innych parametrach, jakie zbierają komputerki Edge z SMS-ami włącznie…

Raptor firmy Everysight to dedykowane rowerzystom okulary przeciwsłoneczne, które wyświetlają różnorodne informacje. Dzięki wbudowanej kamerze mogą rejestrować to, co widzicie przed sobą, a ukryte w zausznikach głośniki zastępują słuchawki i tym samym podnoszą bezpieczeństwo, bo rowerzysta słyszy dźwięki otocznia. Rewelacja, ale trzeba za nią słono zapłacić. Okulary kosztują 499-549 USD.

Jeśli nie masz jeszcze roweru i zastanawiasz się jaki kupić, to może pomocny okaże się nasz mini poradnik.