Elektryczna deskorolka – zabawka czy środek transportu?

19 czerwca 2018, Andrzej Pająk

Technologia

Era elektrycznych środków transportu, skonstruowanych z myślą o pojedynczym człowieku zaczęła się w 2002 roku. To wtedy świat ujrzał przedziwny pojazd, który Steve Jobs, jeden z twórców Apple’a, uznał za tak samo ważny jak stworzenie komputerów osobistych. Segway – bo o nim mowa – był iskrą, która dała nam hoverboardy, airwheele i elektryczne deskorolki. Pojazdy, które można traktować jak zabawki, ale też wykorzystać jako środek komunikacji.

Segway’a, czyli dwukołowy pojazd kierowany poprzez pochylanie tułowia kierowcy, prędzej zobaczymy kiedy wykorzystywany jest do patrolowania lotniska czy parkingu w centrum handlowym niż na ścieżkach rowerowych czy drogach. Pewnie wynika to z ceny tego nietypowego pojazdu (ok. 9000 zł), na który prędzej może sobie pozwolić agencja ochrony niż prywatny użytkownik. Na szczęście technologia, która sprawia, że Segway PT (Personal Transporter) porusza się po drogach, przedarła się do znacznie tańszych produktów, takich jak hoverboardy i elektryczne monocykle.

Wyższa szkoła równowagi?

Podstawowa zasada działania każdego pojazdu elektrycznego jest zawsze taka sama. Są w nim akumulatory, które dostarczają „paliwo” do silników elektrycznych. Tym, co wyróżnia Segway’a i wywodzące się od niego konstrukcje, jest niecodzienny sposób kierowania dwukołowym lub jednokołowym pojazdem, który na dodatek jest jeszcze pozbawiony kierownicy.

Nie wiem jak wy, ale ja mam problemy z utrzymaniem równowagi na desce, do której przymocowane są tylko dwa koła, a jazdę na cyrkowym monocyklu skończyłem równie szybko jak ją zacząłem. Brzmi to dość strasznie, ale uwierzcie, nie ma się czego obawiać.

Oczywiście hoverboard, a tym bardziej monocykl wymagają nauki, ale nie jest to aż takie trudne. Wszystko dzięki temu, że to nie kierowca, a komputer odpowiada za utrzymanie równowagi. Użytkownik, przechylając się w przód, w tył oraz na boki powoduje odchylenie od prawidłowej pozycji, co od razu jest wyłapywane przez wbudowany w pojazd żyroskop. Reakcją komputera na każdą taką zmianę jest przywracanie stanu równowagi i przeciwdziałanie przewróceniu się pojazdu.

W praktyce sterowanie hoverboardem czy airwheelem odbywa się na bardzo prostych zasadach. By ruszyć do przodu musimy pochylić obie stopy w przód, by pojechać w lewo trzeba dociążyć lewą stopę, w prawo prawą itd. Szybkość poruszania się sterowana jest kątem pochylenia. Kiedy będzie delikatne, zaczniemy jechać powoli, kiedy zrobimy to agresywnie i mocno się wychylimy, szybko rozpędzimy się do 15-20 km/h.

Hoverboard niczym z “Powrotu do Przyszłości”

„Latająca deska” to najpopularniejszy rodzaj elektrycznego pojazdu, jaki dziś można kupić w Polsce. Jej historia jest bardzo krótka, a nazwa sama nawiązuje bardziej do filmowego hitu, którym zachwycało się obecne pokolenie 40-latków.

Pierwowzór Hoverboarda mogliśmy zobaczyć na ekranach kin w 1989 roku, kiedy na powietrznej deskorolce po mieście przyszłości (konkretnie był to 21 października 2015 roku) śmigał Marthy McFly, główny bohater „Powrotu do przyszłości II”. Choć prototypy desek pozbawionych kół już istnieją i możecie o nich tu przeczytać, to na półkach znajdziecie zupełnie innego hoverboarda.

Dwa koła połączone deską, w której ukryte są dwa niezależne silniki, akumulatory i komputer sterujący systemem stabilizacji, zostały opatentowane w 2014 roku jako elektryczny pojazd o nazwie Hovertrax.

Elektryczny monocykl dla zuchwałych

Najbardziej przyciąga uwagę, ale też i najtrudniej go opanować. Ze względu na to, że jest też najbardziej skomplikowany technicznie, trudno wam będzie kupić dobry monocykl tańszy niż 2500-3500 zł. Za to frajda z niego będzie największa, bo takie pojazdy najdłużej i najszybciej jeżdżą.

E-deskorolka na pilota

Dla mnie to najnudniejsza kategoria, bo od strony technologicznej niezbyt wiele się tutaj dzieje. Do znanej od lat deskorolki dodany zostaje jedynie silnik napędzający koła. Cała reszta pozostaje bez zmian, co może być dla wielu osób dużym plusem. Kierujemy tak samo jak to robiliśmy wcześniej, z tą różnicą, że w jednej dłoni musimy trzymać pilota służącego do dodawania gazu i hamowania.

Czym się bawić, a czym jeździć

Jeśli zainteresuje was któryś z wymienionych pojazdów, powinniście pamiętać, że tanio nie znaczy dobrze. Hoverboard za 400 zł to raczej zabawka. Musicie szukać solidnych konstrukcji, które bez problemu wytrzymują masę użytkownika do 100 kg, spełniają normy pyło- i bryzgoszczelności minimum IP54 i pozwalają na jednym ładowaniu przejechać realnie do 15 km. W tym ostatnim punkcie sprawdźcie czy obiecane 15 km nie oznacza 60 minut jazdy z maksymalną prędkością. Może być tak jak w przypadku dronów, że nie ważne jak szybko jedziecie, nie pojeździcie dłużej niż pewien okres czasu.

Na co zwrócić uwagę

Weźcie też pod uwagę wagę wybranego pojazdu, przecież nie wszędzie da się wjechać i będzie go trzeba od czasu do czasu nosić. Hovertrax 2.0 waży dla przykładu aż 12 kg, a longboard z napędem elektrycznym już tylko 7 kg.

Osoby, które nie mają najlepszego poczucia równowagi, mogą rozejrzeć się za deską, która jest sterowana nie tylko stopami, ale też za wykorzystaniem kolan. Dla starszych i młodszych dzieci może być lepszy hoverboard z możliwością dokręcenia kierownicy, jeszcze bardziej ułatwiającej kierowanie i dającej oparcie dla rąk.

W każdym przypadku bardzo istotne są koła. Komfort w pokonywaniu nierówności i ich amortyzację dadzą tylko te gumowe. Im ich balon będzie większy, tym mniej będzie trzęsło, im opony będą miały większy bieżnik, tym bardziej niezależni będziecie od terenu, po jakim się poruszacie.

Szerokiej drogi!

Jeśli nie wiecie co kupić, pytajcie Wujka Google’a.. W przypadku tego typu pojazdów, gdzie dużo zależy od sterujących nimi komputerów, gdzie nie mamy hamulca, który możemy fizycznie nacisnąć, bardzo ważne jest bezpieczeństwo. Wybierając jedną z renomowanych firm, macie gwarancję, że kupicie pewny, dobrze zaprojektowany produkt. Musi on być zbudowany z wystarczającym zapasem mocy, która potrzebna jest by w razie gwałtownego hamowania nie doprowadzić do przeciążenia silników i utraty chociażby na chwilę kontroli nad pędzącym 20 km/h sprzętem pod stopami.

Trzeba uczciwie przyznać, że pojazdy działające na zasadzie żyroskopu nie każdemu muszą się spodobać. To trochę tak jak z bujaniem się na huśtawce – nie każdy to lubi. Z drugiej strony dziś hoverboard to najmniejszy i najlżejszy elektryczny pojazd, którym możecie pomknąć do pracy albo pokręcić na nim dla zabawy ósemki na betonowym placu. Na lato jak znalazł!

Pamiętajcie także o kasku, ochraniaczach i o tym, że na drodze obowiązują was przepisy ruchu drogowego.

Czy mikropojazdy, np. hulajnogi to fajne gadżety czy może są zaczątkiem rewolucji transportowej w miastach i zmienią ich oblicze? Przeczytaj o tym w naszym niedawnym artykule!