Skandal w sztuce, czyli kiedy artyści prowokują

7 lutego 2019, Jacek Górecki

Kultura

W nowym roku przekraczamy granice. Wszystko po to, by sprowokować was do dyskusji. Bo przecież, chociaż brzmi już to trochę śmiesznie, to warto rozmawiać… A więc przypominamy sobie głośne skandale w sztuce, w których wszelkie granice (w owym czasie) zostały przekroczone i pytamy was czy słusznie?

Niewinny krajobraz

Słynna „Impresja, wschód słońca” Claude’a Monet wydaje się dziś dość niewinna. W końcu ten obraz pochodzący z drugiej połowy XIX wieku przedstawia jedynie pejzaż portu w Hawr, który stał się początkiem nowego nurtu w malarstwie jakim był impresjonizm. Jednak kiedy go wystawiono po raz pierwszy na widok publiczny, a było to w 1874 roku, okrzyknięty został bluźnierczym. Byli tacy, którzy na widok pozbawionego konturów obrazu odwracali głowę z obrzydzeniem. Pod nazwiskiem samego malarza padły nawet oskarżenia o chorobę umysłową.

Nagość, która zaskoczyła Wielką Inkwizycję

Przykład obrazu Moneta wydaje dość zaskakujący, tym bardziej, że gdyby tak cofnąć się w czasie, chociażby do malarstwa z okresu romantyzmu, to i tam znajdziemy skandaliczne dzieła. Ale jak w przykładzie obrazu Francisco de Goya, są one już poniekąd uzasadnione. W końcu mamy przełom XVIII i XIX wieku i nagość nie była takim chlebem powszednim, jakim jest dziś dzięki teledyskom największych popowych gwiazd. „Maja naga” to jedyny akt namalowany przez hiszpańskiego malarza. Wystarczyło to jednak do wywołania skandalu i głośnej dyskusji o przekroczeniu granic. Obraz, zarówno w wersji pierwotnej, jak i drugiej, na której Maja jest ubrana, zarekwirowała inkwizycja, a samego artystę wezwano przed oblicze Kongregacji Świętego Oficjum.

Artysta ekskomunikowany

Nagość i wyobraźnia przekraczająca formy z czasem nie robiły już na nikim takiego wrażenia. Zaczęto więc podejmować tematy, które dotykały problemów bliskich wielu osobom. Jednym z takich przykładów jest stosowanie kar. Mowa tutaj oczywiście o bluźnierczym w swym czasie obrazie Maxa Ernsta. Za namalowanie Marii karcącej swe dzieciątko – małego Jezuska, został on spisany na publiczny lincz. Był to wielki skandal w połowie lat 20. ubiegłego wieku! Najpierw na wystawie w Paryżu wybuchła afera i oburzenie widzów. Później, pokazywany obraz w „świętej” Kolonii zgromadził ortodoksyjnych katolików, którzy doprowadzili do wymuszenia zamknięcia wystawy i publicznego ekskomunikowania artysty.

Sztuka mięsa

No i powoli wkraczamy do świata popkultury, która mocno związała się ze sztuką. Można by tu wspomnieć chociażby ostatnie wspólne projekty Mariny Abramowic z takimi ikonami jak Jay-Z, Kanye West czy Lady Gaga. Ta ostatnia, zanim przeszła przemianę w pięknego łabędzia sunącego po czerwonych dywanach była etatową skandalistką show-biznesu. Do dziś jednym z najgłośniejszych występów Lady Gagi pozostaje pojawienie się na rozdaniu nagród VMA w sukni zrobionej z mięsa… Tylko, że to wszystko już było. Mowa oczywiście o Janie Sterbak, kanadyjskiej artystce, która 23 lata wcześniej wykonała niemal identyczny projekt, który można było oglądać w paryskim Centrum Sztuki Pompidou.

Holocaust w wersji Lego

Na naszym rodzinnym podwórku jest nie mniej gorąco. A to wszystko dlatego, że budzić kontrowersję lub inaczej mówiąc, zapraszać do dyskusji to my potrafimy! Wracamy więc pamięcią do lat 90. i pracy Zbigniewa Libery, która stała jedną z najgłośniejszych i szeroko komentowanych prac owego czasu na całym świecie. Stworzył on serię klocków Lego, z których ułożyć można było obóz koncentracyjny. Jego celem było po pierwsze zwrócenie uwagi na rolę podejścia do istotnych tematów w kulturze masowej, ale także przypomnienie o edukacyjnej naturze zabawek dla dzieci. Jak możemy się domyślać, w Polsce oskarżono go o antysemityzm i dość mocno zlinczowano pracę, zaś w Nowym Jorku jego dzieło trafiło do zbiorów jednego z muzeum, gdzie stało się dla wielu inspiracją w podejściu do tematu Holocaustu.

Tabu kościelne

Na koniec jeszcze jeden polski przykład, który mocno łączy się z teatrem. Teatrem, który wciąż potrafi być na językach wszystkich oraz na pierwszych stronach gazet. Tak było chociażby w latach 70., kiedy to Adam Hanuszkiewicz wystawił legendarną „Balladynę”. Główną bohaterkę ubrał on w lateksowy kostium i posadził na Harleyu. Całkiem niedawno odbyła się też głośna sprawa „Klątwy” w Teatrze Powszechnym w Warszawie, która poruszała tabu Kościoła. Poruszanie jego tematu wydaje się wciąż niezwykle trudne w Polsce. Potwierdzają to chociażby niedawne kontrowersje wokół filmu „Kler” Wojciecha Smarzowskiego. Ale wróćmy jeszcze na moment do 2011 roku, kiedy to Artur Żmijewski, jeden z czołowych artystów sztuki krytycznej w Polsce stworzył spektakl, a właściwie inscenizację mszy katolickiej na deskach Teatru Dramatycznego w Warszawie, gdzie zamiast księdza na scenie wystąpił aktor.

Nagość, pornografia, szokujące podejście do istotnych tematów, wydarzeń historycznych, prześladowania, temat wiary…. Wydaje się, że nic nas nie powinno już zadziwić. W końcu wszystko już było, przynajmniej w sztuce. Ale jak to śpiewał Czesław Niemen „Kiedy się dziwić przestanę”… Pytanie tylko jakie są jej kolejne granice? Czy to, że Lars von Trier w swoim najnowszym filmie „Dom, który zbudował Jack” w sposób  dosłowny dotyka tematu przemocy jest czymś niewłaściwym? A może terapia szokowa to jedyna właściwa metoda? Pytanie kolejne to, co będzie dalej, co po pozbawionym kontur obrazie Moneta, aktów nagich kobiet i sukience z mięsa na czerwonym dywanie wkroczy do muzeów i galerii? Może macie jakiś pomysł, inspirację dla przyszłych „przeklętych” przez lud artystów?