Karnawał czas zacząć

9 stycznia 2019, Michał Głombiowski

Podróże

W tym roku czeka nas aż 59 dni karnawałowej zabawy: czas imprez, parad i maskarad rozpoczął się wraz ze świętem Trzech Króli i potrwa do 6 marca. Swawolom możemy oddawać się przez cały ten okres, punktem kulminacyjnym jest jednak ostatni tydzień. I to wtedy najlepiej zaplanować wypad do jednego z miast słynących z karnawałowych szaleństw.

#1 Kolonia, Niemcy (28 lutego – 6 marca)

O karnawale w Kolonii słychać u nas niewiele, co jest o tyle zaskakujące, że impreza ta organizowana jest z prawdziwym rozmachem – w paradzie co roku uczestniczy nawet milion osób, przemarsz trwa ponad pięć godzin i przemieszcza się na dystansie niemal ośmiu kilometrów. W jej trakcie w tłum rozrzucane jest kilkaset ton cukierków, największą uwagę przyciągają jednak występy grup satyrycznych. Idą one, dzierżąc ogromne kukły przedstawiające najbardziej znane postacie ze światowej polityki. Żarty dotyczyć mogą jednak wszystkich – dostać może się zarówno weganom, miłośnikom diety bezglutenowej, jak i instagramerom. Pokazy, w swoim szyderstwie i drwinie, nawiązują do średniowiecznych występów klaunów, którym wolno było wyśmiewać się nawet z króla (acz sama historia kolońskiego karnawału jest dużo krótsza i sięga 1823 r.). Salwy śmiechu wzbudzają też uczestnicy przebrani za przedmioty – prysznic z zasłonką, doniczkę z kwiatkami czy kondoma.

Impreza trwa przez tydzień i charakteryzuje się zadziwiająco swobodną atmosferą i luzem, o który zwykle Niemców nie podejrzewamy. Być może jakiś udział ma w tym 10 mln litrów paliwa wypijane w czasie święta. Tak, czy owak zabawa jest przednia.

#2 Rijeka, Chorwacja (17 lutego – 6 marca)

Karnawał w Rijece nie należy do największych tego typu imprez na świecie – w kulminacyjnym dniu w paradzie uczestniczy mniej niż 10 tysięcy osób. Być może dzięki temu święto wciąż zachowało własny charakter: czuć w nim typową bałkańską żywiołowość, ale też i pełne zatracenie w zabawie. Nie brakuje wina oraz rozrywek stojących na granicy całkowitego absurdu. Punktem kulminacyjnym jest oczywiście uliczna parada, tradycją imprezy stał się jednak także wyścig Paryż-Bakar, będący parodią słynnego rajdu Paryż-Dakar. Kierowcy ściągają się przystrojonymi samochodami. Im dziwniejszy wygląd samochodu, tym lepiej. Nie dziwią więc pojazdy z doczepionymi psimi uszami, przerobione na drewniane wiatraki, czy udające wielkiego motyla.

Ogromną zaletą chorwackiej imprezy jest to, że udział w niej nie wiąże się z żadnymi kosztami – dla porównania, za przywilej paradowania w imprezie w Wenecji lub Kolonii trzeba zapłacić kilkaset euro. Tu wystarczy natomiast jedynie fantazyjne przebranie i szczera chęć zabawy.

#3 Maastricht, Holandia (3-6 marca)

Karnawał w Holandii hucznie obchodzony jest jedynie przez trzy dni. Ma to dobre strony: dość łatwo wziąć udział w całej imprezie. Do Holandii autem dojazd jest bajecznie prosty. Przy odrobinie uwagi da się bowiem dojechać na miejsce nie zjeżdżając ani na moment z autostrady (za które w Niemczech dodatkowo nie zapłacimy ani centa).

Jak na Holandię przystało, podczas karnawałowej zabawy pije się tu przede wszystkim piwo. I to sporo. Chmielowy trunek łagodzi trochę konieczność słuchania przez całe trzy dni rozlegającego się z głośników rytmicznego umpa-umpa. Zamawiając piwo, warto wiedzieć, że przyjętym zwyczajem jest tu mieszanie ciemnego napoju z jasnym – ciemne piwa są tu naprawdę gorzkie, więc dodanie jasnego pilznera łagodzi nieco ich smak.

Wybierając się na imprezę w Maastricht, jeżeli nie chcesz narazić się na docinki i żarty, zadbaj o karnawałowy kostium. Przebrani są tu bowiem niemal wszyscy, a jedyny wyjątek to turyści. Strój może być zupełnie absurdalny, w ostateczności wystarczy też jakiś drobny zabawny akcent – czapeczka, maska, doczepiane wąsy czy cokolwiek innego, co pokaże, że lubisz się bawić.

 #4 Bazylea, Szwajcaria (11-14 marca)

Jeżeli będziesz chciał wziąć udział w najważniejszej karnawałowej imprezie w Bazylei, czeka cię pobudka o nieludzkiej porze – zabawa zaczyna się o czwartej rano, piątego dnia po Popielcu, czyli wtedy, gdy w pozostałych krajach jest już dawno po karnawale. Nietypowa data ustalona została ponoć dla odróżnienia tutejszego karnawału od świąt katolickich.

Imprezę wyróżnia pomieszanie normalnie przyjętego porządku: parady odbywają się w ciemności, o świcie i wieczorami, a całość przybiera chwilami nieco poważnego, niemal posępnego charakteru. Uczestnicy maszerują w dość przerażających strojach mitycznych stworów i włochatych potworów, trzymając w dłoniach pochodnie i lampiony. O piątej rano większość knajpek i restauracji jest już otwarta i o tej godzinie następuje przerwa na karnawałowe śniadanie (mączną zupę i ciasto cebulowe bölletünne), po którym parady ruszają dalej.

Pogrążone w ciemności ulice miasta wypełnione tłumem złowrogo wyglądających postaci sprawiają, że karnawał w Bazylei ma nieco narkotyczny charakter i zdecydowanie wyróżnia się spośród wszystkich pozostałych europejskich zabaw. Osobiście, uważam że to jedna z najciekawszych imprez, w której można brać udział w tej porze roku.

#5 Wenecja, Włochy (16 lutego – 5 marca)

Sławie weneckiego karnawału dorównuje jedynie ten w Rio de Janeiro. Do Włoch jest jednak zdecydowanie bliżej – poprzecinane kanałami miasto dostępne jest w zasięgu kilkunastogodzinnej jazdy samochodem lub krótkiego lotu samolotem. Weneckie święto, choć mocno już skomercjalizowane, wciąż osnuwa nieco tajemnicza aura. Duża w tym zasługa słynnych masek, które nosi się tu na ulicach, balach jak i podczas prywatnych imprez, ale też kinematografii – Casanova (2005), Niebezpieczna piękność (1998) czy Śmierć w Wenecji (1971) to tylko kilka z wielu tytułów, które odpowiadają za to, w jaki sposób patrzymy dziś na Wenecję.

Włoski karnawał ma długą historię – jego początki sięgają XIII w. W czasie panowania króla Austrii impreza była jednak zakazana i wskrzeszono ją dopiero pod koniec ubiegłego wieku. Przez kilkadziesiąt zimowych dni, ulice i kanały miasta zmieniają się w scenę nieskończonej liczby imprez. Magii wydarzeniu odbierają niestety nieco turyści. I to nawet nie dlatego, że są ich tłumy, ale większość nie włącza się w barwne parady, ani nie kultywuje zwyczaju noszenia barwnych strojów i masek. W efekcie na ulicach widzi się głównie grupki ludzi z aparatami i pojedyncze osoby w efektownych szatach. Mimo tego jednak w mieście czuć odświętną, radosną atmosferę, a jeżeli przeszkadza nam tłum w okolicach Canal Grande i placu św. Marka, zawsze możemy zapuścić się w boczne uliczki, gdzie mamy sporą szansę trafić na organizowane spontanicznie przez Wenecjan zabawy.