Notatnik kulturalny #58

9 lipca 2018, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

„Dodaj do znajomych” Zuzanna Łapicka

Wydawnictwo Agora

5/6

Córka swego ojca, żona swojego męża, a przede wszystkim przyjaciółka i jedna z najważniejszych postaci polskiego salonu artystycznego. Oto Zuzanna Łapicka. Namawiana przez swoich niektórych kolegów, w tym Janusza Głowackiego postanowiła spisać swoje wspomnienia. Podobnie jak ojciec (Andrzej Łapicki), w swoich dziennikach nie stosowała zbytnio cenzury. A więc w książce u Łapickiej jest o tym, kto pił i będzie pił, a kto zdradzał, zdradza i to na potęgę. Ale co ważne, autorka nie bawi się tu w jakąś „popisówkę-bulwarówkę”, którą uprawia się w dzisiejszych czasach. To raczej hołd złożony życiu, którego doświadczyła obracając się wśród najważniejszych nazwisk kultury na świecie. Hołd złożony ludziom, których miała szansę poznać i nierzadko się z nimi przyjaźnić, a także jak w przypadku Daniela Olbrychskiego i rozwodzić.

Porterów tu bez liku, od Juliette Binoche, z którą wybierała w Polsce dywany, przez wiecznie pijanego Gérarda Depardieu i zawstydzonego Roberta DeNiro. Od Federico Felliniego, z którym Łapicka zajadała się kluskami w stołówce włoskiej wytwórni filmowej, aż po Sławomira Mrożka. Od Adama Hanuszkiewicza, Krzysztofa Krauze, Kalinę Jędrusik, Magdę Umer, Erwina Axera po Agnieszkę Osiecką czy Grażynę „Szapcię” Szapołowską.

W zasadzie pytanie kogo w tej książce nie ma? A jak nie ma, to też coś oznacza, bo Łapicka ma dar przyciągania różnych osobowości, nawet tych pozamykanych, jak Krzysztof Kieślowski czy Andrzej Żuławski, który tylko do Zuzanny nie kierował swoich kąśliwych uwag. Ta książka to kopalnia portretów tuzów polskiej kultury, które często odarte z wielkości, jawią się przed nami jako zwyczajni ludzie, którzy jak każdy inny, mają swoje problemy. Dowiemy się chociażby, jak Aleksandra Śląska przypadkowo edukowała seksualnie młodą Zuzię na wakacjach w Chałupach. Albo jak Krystyna Janda wypadła we francuskiej telewizji, gdzie została zaproszona do głównego wydania wiadomości tuż po wybuchu stanu wojennego w Polsce.

Te anegdotki są raz śmieszne, raz gorzkie, pełne sukcesów i porażek. Są jak życie, które zaskakuje. Tak jak zaskoczyło Weronikę, córkę Łapickiej, która jako mała dziewczynka dowiedziała się od swojego ojca Daniela Olbrychskiego, że jej ulubieni bohaterowie pszczółka Maja i Gucio to w rzeczywistości Gustaw Holoubek i Maja Komorowska. Cudownie się to wszystko czyta, nostalgia miesza się tu z radością, a ciężar tematu z czarnym humorem. To taki zapis powojennej inteligencji polskiej, ludzi którzy potrafili i potrafią ze sobą rozmawiać i bardziej lub mniej trzymali i trzymają się razem. Ludzi, którzy żyli, bo jak mawiał Dudek Dziewoński: „Jedyne życie w jakie wierzę, to życie towarzyskie”.

„Whitney” reż. Kevin McDonald

Kino Świat

4/6

Bycie na świeczniku to jest przekichana sprawa, żeby nie powiedzieć zabójcza. Dlatego często mnie zastanawia, dlaczego ludzie tak zazdroszczą innym blichtru, sławy i życia na nieustannym przesłuchaniu. A potem kiedy przychodzi co do czego, są zaskoczeni, że taka gwiazda była samotna i uciekała w zabawki, które z tej samotności i sławy miały pomóc jej wyjść i stanąć na nogach. Ludzkie uwielbienie, zainteresowanie sprowadza taką gwiazdę do roli produktu. O artyzmie nie ma mowy. Tak zrobiono z Amy Winehouse. Tak też wyglądała historia Whitney Houston, która miała potężny głos, ale przede wszystkim stanowiła świetny kąsek do zbijania mamony, gdyż była krucha i słaba psychicznie. Potwierdzeniem tego jest wstrząsający i smutny zarazem dokument zatytułowany po prostu „Whitney” w reżyserii Kevina McDonalda.

McDonald z niesamowitym wyczuciem śledzi biografię piosenkarki, której ciemna strona znana była głównie z patologicznego związku z Bobby’m Brownem. Ale niestety to nie jedyna osoba, która robiła jej piekło za życia. Wiele z tych prawd jest zarówno wstrząsających, jak i powodują, iż zaczynamy się zastanawiać, jak było naprawdę, ponieważ wiele z nich nie da się już zweryfikować. Tak jest chociażby z przerażającymi wspomnieniami z dzieciństwa, które w dokumencie McDonalda po raz pierwszy ujrzały światło dziennie, a mianowicie sprawa molestowania Whitney przez jej kuzynkę. Te wszystkie wstrząsy z pewnością ukształtowały kobietę, która dla milionów była po prostu gwiazdą. Niewielu zastanawiało się skąd ten olbrzymi ból w jej głosie. Oby ten dokument coś zmienił, zanim zbierze kolejne żniwa z artystycznego pola śmierci.

„Essencial” Soulwax

Universal Music Polska

5/6

Spodziewam się, że znajdą się tacy, którzy po pierwszych sekundach od włączenia nowego albumu Soulwax „Essencial” z obrzydzeniem stwierdzą, że to nie muzyka, tylko jakaś rąbanka. Ta rąbanka to gatunek muzyczny, który nazywa się elektronika i podobnie jak muzyka klasyczna, jazz czy rock, posiada swoje zasady. Chociaż przy pierwszym odsłuchu niektórym wydawać się może inaczej.

Soulwax to belgijska grupa, a w zasadzie duet powstały na początku lat 90., który, podobnie jak uprawiany przez nich gatunek, mieszał się z różnymi stylami, a to zaglądając do punka czy rocka, a to uderzając w synthpop. Są nieco jak Justice czy LCD Soundsystem, kultowe zespoły współczesnych trzydziestolatków. Dziewiąty krążek wydany pod koniec czerwca był jednak sporym zaskoczeniem, także dla samych muzyków.

To miał być jednorazowy projekt dla radia BBC. Soulwax zostali poproszeni o przygotowanie specjalnego, godzinnego miksu swoich przebojów czy coverów dla słuchaczów audycji. Na dwa tygodnie przed programem radiowym chłopcy spotkali się w studio i nagrali program… składający się z nowych kawałków. Album „Essencial” jest zapisem tej pracy.

To najlepsza dawka muzyki elektronicznej przemierzającej obszary house czy techno. Pełna jest głębokich i tłustych bitów, które wydają się najlepszym tłem na nocne, plenerowe zabawy w wielkich miastach. To esencja wielkomiejskiego stylu życia. To muzyka uwalniająca, wprowadzająca w trans. Jest jak oddech od codzienności. Przy tym wszystkim niełatwa, mająca w sobie wiele wymiarów, których nie da się odkryć za pierwszym przesłuchaniem. Świetna zabawa chłopaki, ja w to wchodzę!

„Jak wam się podoba?” reż. Maja Kleczewska

Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

2/6

Miniony sezon dla Mai Kleczewskiej był z pewnością przełomowy, choć zdecydowanie nierówny. Pary tygodni temu w Teatrze Śląskim w Katowicach stworzyła swój jeden z najlepszych spektakli w życiu – „Pod Presją” z wybitną rolą Sandry Korzeniak. To wyważone, ciche, pozbawione fajerwerków przedstawienie o zwykłych ludziach (przez to tak niezwykłe), a w zasadzie spektakl i film w jednym. Nie miała za wiele po tym oddechu. Chwilę później, jakby nieco pod presją, zakończyła teatralny sezon w kieleckim Teatrze im. Stefana Żeromskiego popełniając przy tym zbrodnię na Szekspirze. Gubiąc się w lesie ardeńskim, wystawiła niezwykle słabą wariację na temat „Jak wam się podoba”. Słabą, bo zamiast na temat postawiono tutaj na środki. A wiadomo jak jest ze środkami, chociaż są nazbyt kuszące, łatwo je przedawkować.

Przedawkowała i Kleczewska, wrzucając na scenę zbyt wiele różnych pomysłów: od walki zawodowych zapaśników, poprzez queerowe, pełne brokatu show, aż do gry video czy wokaliz operowych. Słowo „wariacja” pasuje tu idealnie. To zresztą takie określenie pasujące do większości współczesnych wystawień, których twórcy nie odczytują Szekspira na nowo tylko tworzą wariację, często z dzieła zastawiając niewiele. To tak jak kiedyś powiedziała mi wybitna aktorka, Magdalena Zawadzka, że dziś z Szekspira na scenie usłyszymy kilka zdań, reszta to instrukcja obsługi pralki… Patrząc na kielecki spektakl, skądinąd mojej ulubionej reżyserki, nie trudno się z tym zdaniem nie zgodzić. Nie wspominając o aktorstwie, które tym razem zatrzymało się na jednej płaszczyźnie. Szkoda.

Sprawdź nasz poprzedni Notatnik Kulturalny, aby nic Ci nie umknęło z ostatnich premier książkowych, płytowych,  teatralnych czy kinowych!